Czy centralny regulator cen, który ma działać w strukturze nowo utworzonych Wód Polskich może się sprawdzić? Z drem Jerzym Baehrem z kancelarii WKB rozmawia Kalina Olejniczak („Wodociągi-Kanalizacja”).

Kalina Olejniczak „Wodociągi-Kanalizacja”: Czy centralny regulator cen może być dobrym rozwiązaniem dla branży wodnej?

Dr Jerzy Baehr: Centralny regulator mógłby być dobrym rozwiązaniem. Jest on w Polsce sprawdzoną instytucją w ciepłownictwie, a ta branża ma bardzo wiele cech wspólnych z sektorem wod-kan. To jest też działalność lokalna, oparta o monopol naturalny, będąca działaniem własnym gminy, zatem centralny regulator mógłby być dobrym rozwiązaniem stosowanym w sektorze wod-kan, ale powinien spełniać określone warunki.

W takiej formie, w jakiej jest przedstawiany obecnie budzi szereg obaw i zastrzeżeń…

Oczywiście. Mówi się o centralnym regulatorze w kontekście krytyki rozwiązań dotychczasowych, wskazując, poniekąd słusznie, że istnieje konflikt interesów w sytuacji, kiedy regulatorem jest gmina, która równocześnie jest właścicielem przedsiębiorstwa wod-kan. Być może rzeczywiście nie zawsze obiektywnie jest w stanie rozsądzić spory miedzy własnym przedsiębiorstwem a odbiorcami. Niemniej kluczową rzeczą jest to, żeby regulator (i takie są standardy światowe oraz standardy dotyczące innych regulatorów łącznie z tym w sektorze ciepłowniczym) był niezależny.

Dr Jerzy Baehr – partner w kancelarii Wierciński, Kwieciński, Baehr specjalizującej się m.in. w dziedzinie prawa energetycznego oraz prawa gospodarki komunalnej

Obecne rozwiązania tej gwarancji nie dają. Nawet, gdybyśmy usunęli istniejący konflikt interesów między  gminą jako właścicielem przedsiębiorstwa a gminą jako regulatorem, to nowe rozwiązanie nie zagwarantuje niezależności. A w szczególności, gdy rozmawiamy o instytucji Wód Polskich, która ma realizować bardzo poważne, przewidziane w Prawie wodnym zadania rządu i równolegle ma być regulatorem, któremu przepisuje się, niesłusznie w tym momencie, cechę niezależności. To jest  rozwiązanie niespójne i niewłaściwe. Co więcej, grozi to przedsiębiorstwom wod- kan tym, że od czasu do czasu, w zależności od konfiguracji politycznej, będą ofiarami takich czy innych walk politycznych między rządem a samorządem. To nie dotyczy tylko sytuacji obecnej, to może być problem immanentnie wpisany w każdą relację polityczną, nawet za 10 czy 15 lat. Takich konfliktów trzeba unikać.

W tej chwili projekt ten jest jeszcze w ustaleniach międzyresortowych, jest więc szansa, że coś  się zmieni. W jaką stronę powinny te zmiany podążać?

Są dwa rozwiązania, które są bardzo proste. Jedno polega na tym, żeby niczego nie zmieniać, a drugie, żeby dokładnie i konsekwentnie dokonać zmiany, która jest wskazywana jako inspiracja dla obecnej nowelizacji, czyli pójść za wzorem ciepłownictwa. To by mogło oznaczać, że centralnym regulatorem będzie Urząd Regulacji Energetyki. Ma on swoje oddziały w terenie, zatwierdza taryfy, od jego decyzji jest  jednoznaczne odwołanie do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jest to sąd doświadczony i mający tę przewagę nad sądami administracyjnymi, że jest tam dużo większe zrozumienie ekonomii, co w odniesieniu do taryf ma kluczowe znaczenie.

To są dwa skrajne, ale bardzo jednoznaczne rozwiązania. Szukanie rozwiązania specyficznego, sui generis, takiego jak w tej chwili jest rozważane w kontekście Wód Polskich nie jest udane. Jest więc pytanie, czy poprawiać to rozwiązanie, czy dać temu regulatorowi jakieś atrybuty niezależności, jak go oderwać od realizowania administracyjnej polityki państwa i czy to w ogóle jest to możliwe. Czy może zaplanować coś innego, np. pójść konsekwentnie w kierunku ciepłownictwa, powołując sekcje i  biura specjalizujące się w wod-kan w Urzędzie Regulacji Energetyki.

Rozmawiała Kalina Olejniczak.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj