Producenci zielonej energii chcą większego wsparcia z funduszy publicznych. Liczą, że obecny minister środowiska zmieni politykę przyznawania dotacji – pisze „Rzeczpospolita”.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zebrał w ubiegłym roku 93 mln zł z tzw. opłaty zastępczej. Wnoszą ją elektrownie, które nie wypełniły obowiązku sprzedaży zielonej energii. Pieniądze powinny trafić na nowe inwestycje w odnawialne źródła energii. Ale nie jest z tym najlepiej – z zebranych funduszy wydano niecałą połowę.

Jak mówi Maciej Stryjecki, dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej, w ostatnich dwóch latach NFOŚiGW wydawał pieniądze na przedsięwzięcia geotermalne i współspalanie biomasy z węglem. Nie dofinansowano natomiast żadnej poważnej inwestycji w produkcję zielonej energii.
NFOŚiGW potwierdza, że ma kłopoty z wydaniem pieniędzy z opłaty zastępczej. – Zebraliśmy bardzo mało wniosków o wsparcie inwestycji. W dodatku większość dotyczyła budowy kotłów na biomasę, brakowało projektów wiatrowych i wodnych – wyjaśnia rzecznik funduszu Krzysztof Walczak. Konfederacja Pracodawców Polskich uważa, że Ministerstwo Środowiska chce uprzywilejować spalanie biomasy z węglem. Na takiej polityce tracą fermy wiatrowe, biogazownie i elektrownie wodne.

Teraz przedsiębiorcy liczą na zmianę polityki resortu. W ubiegłym tygodniu zmienił się zarząd NFOŚiGW, prawdopodobnie więc przedstawi wkrótce nowe priorytety. PIGEO chce, by fundusz zaprzestał wspierania budowy i modernizacji elektrowni i elektrociepłowni nastawionych na spalanie węgla z biomasą. Uważa, że nie powinny być dotowane także inwestycje w wykorzystanie metanu z kopalń i szybów naftowych, ponieważ nie jest to zielona energia. Podobnie jak KPP walczy też o zniesienie ograniczenia dla elektrowni wodnych – teraz z funduszy publicznych mogą korzystać tylko najmniejsze, o mocy do 10 MW.

W jednym firmy mogą jednak przegrać. Choć ubiegają się o przywrócenie w rządzie funkcji pełnomocnika ds. alternatywnych źródeł energii, takie stanowisko już nie powstanie. – Poprzedni pełnomocnik nie przedstawił żadnych efektów swojej pracy i dlatego zlikwidowaliśmy tę funkcję. Teraz te kompetencje leżą w gestii Ministerstwa Środowiska – wyjaśnia rzeczniczka rządu Agnieszka Liszka.

źródło: Rzeczpospolita

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj