Metodę odzyskiwania gazu z łupków opatentowano i „wypraktykowano” w USA i Kanadzie. Technologia zwana hydraulicznym szczelinowaniem polega na rozsadzeniu skał łupkowych, w których uwięziony jest gaz i które znajdują się na głębokości kilku kilometrów pod ziemią. Do rozszczelnienia łupków służą wielkie ilości wody z piaskiem oraz z dodatkiem ok. 1% różnych, często toksycznych chemikaliów. Nasze Ministerstwo Środowiska rozdzieliło już ponad 100 koncesji (na ok. 1/3 powierzchni Polski) uprawniających do poszukiwania, a później wydobycia gazu łupkowego. W Polsce politycy dużych partii i dziennikarze opisują wyraźnie jedną, pozytywną stronę wydobycia gazu. Widzą w przyszłości nasz kraj jako nowy gazowy Kuwejt Europy, który uniezależnia się od gazu rosyjskiego, a z importera staje się eksporterem gazu. Tymczasem, jeśli uważnie przeanalizować doświadczenia USA i Kanady, wydobycie gazu łupkowego budzi bardzo poważne obawy związane ze skażeniem środowiska i zagrożeniem zdrowia ludzi.

Niebagatelną rolę w budzeniu czujności co do tej technologii odegrał nagrodzony dokument Amerykanina Josha Foxa – „Gasland” („Kraj gazowy”). Film prezentuje ponury obraz Stanów Zjednoczonych, porytych dziesiątkami tysięcy otworów wiertniczych, ze skażoną toksycznymi chemikaliami wodą pitną, z gazem, który wydobywa się na powierzchnię w sposób niekontrolowany, także z kranów w domach, z pokazem niesłychanej arogancji przedstawicieli koncernów wiertniczych.

Niestety, w Polsce jesteśmy na dobrej drodze do powtórzenia tego scenariusza. Równie szokujący film z Zamojszczyzny zrobili reporterzy TVN, idąc śladem jednego odwiertu. Mamy tu już skażone studnie, kompletną niewiedzę osób i instytucji odpowiedzialnych, żenującą rozmowę z przedstawicielem Wyższego Urzędu Górniczego, który sprawuje kontrolę nad wierceniami i opowiada, że sprawdził nazwy niektórych chemikaliów stosowanych przy wierceniach w Internecie i nie widzi zagrożenia, bo są one stosowane przez różne branże w gospodarce!

Ludzie sądzą, iż jeśli zatłacza się ogromne ilości wody (jeden otwór wiertniczy to ok. 20 tys. ton wody!), nawet „zaprawione” ostrą chemią, kilka kilometrów pod ziemię, to nie ma problemu, bo przecież to jest bardzo głęboko. Mało kto dodaje, że od 20 do 30% tego chemicznego płynu wydostaje się do góry, także na zewnątrz i winno być zbierane w specjalnych, izolowanych kwaterach i unieszkodliwiane. Do tego dochodzą informacje, że: raz na 1000 odwiertów zdarzają się poważne awarie, a raz na 100 – mniejsze wypadki (dane prof. Howartha z Pensylwanii). Może warto by przygotować na to administrację i ludzi, na tereny których wkraczają firmy z wierceniami?
Czyżby polski rząd, który bardzo chce mieć nowy gaz, odstawił przepisy ochrony środowiska do lamusa? Tak zrobiła administracja Busha w 2005 r., uruchamiając w USA wydobycie gazu łupkowego. Ale to nie jest dobry wzór!

Z naszych korporacyjnych mediów trudno dowiedzieć się, dlaczego Unia i Parlament Europejski mają poważne wątpliwości co do efektów tej technologii. Właściwie podawana jest populistyczna wersja, że w Unii Europejskiej nie chcą naszego gazu, gdyż obawiają się naszej konkurencji na rynku gazowym, a np. Francuzi zakazali tej metody, bo mają atom! Prawda jest jednak inna, trudniejsza. Choć nie podważa ona faktu, że uruchomienie produkcji znaczących ilości gazu w Polsce mogłoby zmienić rynki i ceny w Europie. Otóż ekspertyzy naukowe z USA, oparte na doświadczeniach z wdrożenia tej metody, na które powołuje się UE, wskazują, że technologia wydobycia gazu z łupków ma negatywny efekt klimatyczny!

W technologii tej nie tylko słabo panuje się nad zatłaczanym, chemicznie zaprawionym płynem, ale także nad uwolnionym gazem – metanem. Otóż istotna część tego gazu cieplarnianego – którego potencjał wpływu na efekt cieplarniany jest wielokrotnie większy niż dwutlenku węgla – nie jest wychwytywana i przedostaje się do atmosfery. Raporty są okrutne. Gaz łupkowy ma o wiele gorszy wpływ na ocieplenie klimatu nie tylko od gazu konwencjonalnego, ale nawet od wykorzystywanego energetycznie węgla. Czy UE, która jest liderem polityki klimatycznej na świecie, zgodzi się na taki sposób wydobycia gazu, który powiększa efekt klimatyczny? Chyba musiałaby nastąpić rewolucja – zmiana polityk Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Skandynawii. Polska, co prawda, wsławiła się niechlubnym solowym wetem ministra środowiska, kiedy UE proponowała podniesienie celu redukcyjnego CO2 z 20 do 30%, ale mamy nikłe szanse, aby na podobnym wecie budować swoją politykę wydobycia i promocji gazu łupkowego…

Zejdźmy na powierzchnię naszej ziemi, cenionej m.in. ze względu na dobrą jakościowo żywność, oraz odwołajmy się do mieszkańców wsi, w których to przede wszystkim uderzą ww. problemy. Jeśli ceną za gaz ma być trwale skażona woda pitna i wody podziemne różnych poziomów wodonośnych, utrata zdrowia mieszkańców okolic wiertni i innych narażonych na toksyczne chemikalia oraz powiększenie efektu cieplarnianego przez niekontrolowane emisje metanu, to może być to cena zdecydowanie za wysoka.

Próbując wypełnić deficyt informacji, przygotowaliśmy stronę poświęconą temu tematowi (www.eko-unia.org.pl/lupki). Znajduje się tam szereg tłumaczeń raportów, zdjęć, audycji i filmów. Dedykujemy ją ludziom, w okolicach których rozpoczynają się poszukiwania i wiercenia gazu. Są oni zdani na siebie. Wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Środowiska świadczą, iż robi ono obecnie za akwizytora technologii szczelinowania hydraulicznego, energetyki atomowej i biznesów z tym związanych. Dlatego resort powinien zmienić nazwę na „Ministerstwo Promocji Gazu i Atomu”. Zresztą premier pod koniec kampanii wyborczej zapowiedział połączenie resortów dotychczas zajmujących się energetyką i środowiskiem, z ukierunkowaniem obrony wydobycia gazu z łupków (przed kim?).

A problemy środowiskowe – niekontrolowane wypływy skażonej toksynami wody oraz emisje metanu – właśnie powstają. Zdani jesteśmy na siebie i media, które może będą miały odwagę o tej przemilczanej stronie łupków informować. Władza jest, na razie, wyraźnie po stronie biznesu, koncernów i pociągającej wizji gazowej potęgi.
Rządy kilku krajów ogłosiły moratorium na wydobycie gazu łupkowego. Są to m.in. Francja i Nadrenia Północna Westfalia, a także prowincja Quebec w Kanadzie czy stan Nowy York w USA. Nie ma to nic wspólnego ze spiskiem Gazpromu, ekologów czy Zielonych. Raczej jest to działanie prewencyjne, wynikające z tego, iż gazu łupkowego nie da się pić, a bez tego gazu jakoś sobie radzimy. I poradzimy. Bez wody zdecydowanie gorzej. Zwracam się też do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, którą premier zobowiązywał do „patronowania” nowym energiom, takim jak gaz łupkowy czy atom, iż winna się zainteresować, kto naraża nasze bezpieczeństwo, godząc się na skażenie bezcennych dla życia zasobów – wód pitnych!

Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-UNIA, Zieloni 2004

 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj