Jesteśmy po wyborach. Właśnie trwa oswajanie się nowego ze starym i zapadają decyzje, które według założeń mają doprowadzić do zmiany gorszego na lepsze. Znów chcemy dobrze. A jak wyjdzie? Zobaczymy za cztery lata. Warto na początku zrobić spis celów i co jakiś czas sprawdzać, czy są one osiągane. Przydatny byłby również harmonogram (tylko niech będzie on realny, a nie ambitny!). Trzeba też oczywiście ustalić, kto będzie odpowiedzialny za kontrolowanie realizacji przyjętych założeń. Jeśli już wszyscy dogadają się i stwierdzą, że właśnie tak chcieliby postępować, to trzeba umówić się np. za miesiąc i przeanalizować to jeszcze raz. I kolejny. Jeśli i tym razem będziemy przekonani, że to, co ustaliliśmy, jest warte więcej niż funt kłaków, to zanim podpiszemy dokument, niech każdy wyłoży własny tysiąc złotych jako gwarancję wypełnienia zobowiązań, które na nim ciążą. I co? Jeszcze mamy ochotę coś podpisać? Pewnie już nie tak bardzo.

Koszty, koszty, koszty

Tak właśnie jest ze zobowiązaniami, które chcielibyśmy zrealizować, ale nie są one do końca przemyślane. I właśnie dlatego często po kolejnych czterech latach można powiedzieć, że chcieliśmy jak nigdy, a wyszło jak zawsze. Najpierw trzeba wiedzieć, czego tak naprawdę oczekuje się od firmy wodociągowej. Należy też zrozumieć, że przedsiębiorstwa te odznaczają się bardzo dużą bezwładnością, a efekty działań dzisiaj podjętych (bądź też zaniechanych) będą widoczne dopiero za kilka lat. I to właśnie jest najtrudniejsze do zaakceptowania. A żeby to sobie uzmysłowić, spróbujmy troszkę podyskutować o tym, co najbardziej wpływa na firmę i jej przyszłość.

Pewnie truizmem jest mówienie, że największy wpływ na kondycję firmy wodociągowej mają inwestycje. Choć z drugiej strony nie zawsze musi tak być. Posłużę się tu danymi z Poznania, bo właśnie je znam najlepiej. Otóż ok. 35% kosztów to koszty amortyzacji, która rzecz jasna jest pochodną inwestycji. Kolejne 12% to podatki i opłaty lokalne, które w ogromnej większości zależą też od działań inwestycyjnych. Koszty finansowe kształtują na poziomie ok. 15%. Zakładając, że firma wodociągowa nie powinna mieć problemów z bieżącą płynnością, można przyjąć, że są one pochodną zaciągniętych kredytów inwestycyjnych. Kolejne ok. 10% stanowią koszty pośrednio zależne od zrealizowanych inwestycji, takie jak umowy serwisowe, ubezpieczenia itp. Tak więc przeszło siedemdziesiąt procent kosztów firmy wodociągowej to tzw. koszty odinwestycyjne. Zakładam oczywiście, że firma sama finansuje swoje przedsięwzięcia i nie jest pośrednio dotowana poprzez gminę w ramach realizacji inwestycji w infrastrukturę wodociągową i kanalizacyjną.

Czas to pieniądz

Przejdźmy do kolejnego etapu, którym jest okres realizacji inwestycji. Przedsięwzięcia, które mogą mieć wpływ na poziom taryf za wodę i ścieki winny być umieszczone w wieloletnim planie modernizacji… (może ktoś wreszcie urzędowo skróci tę nazwę?). Zanim jednak taki plan zostanie uchwalony, trzeba nad nim przez rok pracować. Po jego uchwaleniu już po pół roku mamy gotową specyfikację przetargową dla projektu. Kolejne półtora roku (wariant optymistyczny) projektujemy, a następne sześć miesięcy czekamy na prawomocne pozwolenie na budowę. Potem przychodzi czas na opracowanie specyfikacji przetargowej oraz ogłoszenie przetargu i wybranie wykonawcy. Jeśli wszystko potoczy się po naszej myśli, to zajmie nam to tylko pół roku. Kolejne półtora roku realizujemy inwestycję, a następnie… wpisujemy ją na listę naszych środków trwałych. W tym momencie pojawiają się w firmie koszty związane z tą inwestycją. Przyjmując powyższe założenia (a nie są one specjalnie ambitne), dowiadujemy się, że właściwie nigdy w tej samej kadencji rady gminy decyzja przez nią podjęta skutkuje podniesieniem taryf. To dość fatalny układ, tym bardziej że do dzisiaj nie udało się wprowadzić wieloletnich planów taryfowych.

Biorąc te uwarunkowania pod uwagę, stwierdzam, że należałoby poważnie rozważyć obligatoryjność uchwalania planu inwestycyjnego (niech chociaż w tym przypadku ten plan ma normalną nazwę) wraz z planem taryfowym. Firma wodociągowa jest taką instytucją, która może przetrwać wiele nie zawsze do końca przemyślanych decyzji, ale cenę za ich podjęcie (bądź nie) poniosą jej klienci dopiero za kilka lub nawet kilkanaście lat.

Dość już tego mądrzenia się na początku kadencji nowo wybranego samorządu. W związku z tym, że zbliżają się święta Bożego Narodzenia, życzę wszystkim tego, byśmy za kolejne cztery lata mogli odzyskać swoje tysiąc złotych i powiedzieć, że nie zmarnowaliśmy czasu. Zarządzanie jest również sztuką kompromisu. Trzeba jednak pamiętać o tym, kiedy kończy się kompromis, a zaczyna oportunizm, bo to on najwięcej kosztuje w przyszłości.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań


 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj