Pozarządowe organizacje ekologiczne wśród samorządowców mają generalnie kiepską opinię. „Oszołomy”, „świry”, „nawiedzieńcy” to najłagodniejsze określenia, jakie zdarzyło mi słyszeć pod ich adresem. Wątpliwą karierę robi epitet „ekoterrorystów”, którym samorządowcy i inwestorzy obdarzają organizacje zajmujące się ochroną środowiska. Pojawia się on zazwyczaj wtedy, gdy są podejmowane próby lokalizacji kontrowersyjnych inwestycji z pominięciem procedury konsultacji społecznych albo z prowadzeniem procedury ocen oddziaływania na środowisko „na skróty”. Organizacje ekologiczne angażując się wówczas w protesty zazwyczaj nagłaśniają na forum publicznym informacje o określonym przedsięwzięciu budząc powszechną konsternację i wywołując zazwyczaj społeczne protesty. Bywa tak, że organizacje posługują się rzeczowymi argumentami, biegle przywołują odpowiednie akty prawne i domagają się prowadzenia inwestycji zgodnie z prawodawstwem środowiskowym i respektowania zasady minimalizowania strat w środowisku. Niestety, bywa też tak, że powstają „organizacje ekologiczne”, które świadomie biorę tu w cudzysłów, bo z ochroną środowiska mają niewiele wspólnego, a służą do zwykłego wymuszania korzyści finansowych. Nie są to organizacje ekologiczne, a zwykli naciągacze.

Zaczęło się od Rospudy

Zła sławę przyniosła organizacjom, acz niesłusznie, tzw. sprawa Rospudy, kiedy pojawiło się zagrożenie zniszczenia przyrodniczo unikatowej w skali europejskiej doliny rzecznej i torfowisk. Organizacje ekologiczne nie zrobiły wówczas nic więcej ponad to, czego wymaga polskie ustawodawstwo środowiskowe, w tym to dotyczące obszarów Natura 2000 – domagały się zastosowania procedury prowadzenia inwestycji na tym terenie zgodnej z zasadami: analiza wpływu inwestycji na środowisko, analiza zasadności lokalizowania takiej inwestycji na danym terenie lub wskazanie wariantów alternatywnych, analiza występowania wymogu nadrzędnego celu publicznego i na końcu zastosowanie zasady kompensacji strat w środowisku.

Organizacje ekologiczne od początku wskazywały, że istnieje alternatywa korzystna dla ludzi i dla środowiska. Zamiast osobnej obwodnicy dla Augustowa i osobnej dla Suwałk połączonych odcinkiem ingerującym właśnie w tę dolinę proponowały, aby poprowadzić dużą obwodnicę omijającą oba miasta jednocześnie i nieingerującą w cenny fragment Rospudy. Niepotrzebne upolitycznianie sprawy doprowadziło do ostrego konfliktu. Wtedy właśnie narodziło się pojęcie „ekoterroryzmu”, które jest powtarzane za każdym razem, gdy organizacje zwracają uwagę na problem degradacji środowiska.

Argumenty używane przy okazji tzw. sprawy Rospudy i przy wielu innych konfliktach środowiskowych udowadniają, że organizacje ekologiczne dysponują ogromną fachową wiedzą, znają prawne aspekty prowadzenia inwestycji. Dzięki temu, wbrew pozorom, mogą stać się cennym partnerem dla jednostek samorządu terytorialnego w prowadzeniu wielu przedsięwzięć. Inwentaryzacje przyrodnicze gmin, screeningi ornitologiczne, analizy środowiskowe – to działania, które są potrzebne przy bardzo wielu inwestycjach. Skoro więc tak fachową wiedzą dysonują organizacje ekologiczne, to dlaczego nie miałyby z niej korzystać samorządy?

W interesie przyrody

Badania przyrodnicze pozwalają z jednej strony zinwentaryzować populacje poszczególnych gatunków i ocenić stan siedlisk, pomagają planować taki rozwój regionalny, który planując potrzeby rozwojowe człowieka, uwzględnia przyrodnicze warunki tego rozwoju. Dotyczy to zarówno gmin, jak i regionów samorządowych. Krótko mówiąc, nie wszędzie może powstać elektrownia lub huta szkła, bo nie pozwalają na to warunki, ale walory przyrodnicze mogą stanowić koło zamachowe rozwoju turystyki. O tym, co warto chronić, jak warto chronić, by stanowiło atrakcję turystyczną wiedzą właśnie organizacje przyrodnicze.

Ponadto organizacje ekologiczne mogą… pomóc w prowadzeniu inwestycji. Tak! Polska musi respektować prawo Unii Europejskiej, która bardzo ostro osądza przestępstwa przeciwko środowisku. Stąd też obecność w polskim systemie prawnym tzw. ustawy szkodowej, na podstawie której można sądzić za szkody umyślnie dokonane w środowisku. Zatem, aby uniknąć komplikacji warto inwestycję przygotować prawidłowo, również pod kątem oddziaływania na środowisko. Przyrodnicy mogą wchodzić (i wielokrotnie wchodzą!) w skład wielkich zespołów planistycznych realizujących dane inwestycje, a dobra analiza środowiskowa, dokonywana przez przyrodników, pozwoli uniknąć kłopotów w przyszłości.

Innym zadaniem, dla którego warto pozyskać organizacje to edukacja ekologiczna. Programy nauczania w bardzo wielu przypadkach prowadzone w bardzo schematyczny sposób mogą być wzbogacane niesztampowymi projektami edukacyjnymi prowadzonymi przez organizacje ekologiczne.

Istnieją też, niestety, mniej pozytywne przykłady dotyczące III sektora w ochronie środowiska. Zdarza się, że tzw. organizacjami ekologicznymi są stowarzyszenia, którym jedynym celem jest wymuszenie pieniędzy lub partykularnych interesów ich członków.

Takim przykładem przypadek „organizacji ekologicznej”, która wykazała rzekome siedlisko jakiegoś rzadkiego gatunku, a tak naprawdę w sposób skandaliczny wyłudziła od inwestora Złotych Tarasów (galeria handlowa w Warszawie) jakieś 2 mln zł.

Można współpracować

Nie można poważnie traktować inicjatywy jakiegoś „naukowca”, który swego czasu stanął na czele protestu przeciwko budowie obwodnicy jednego z polskich miast, bo w zbiorniku zbudowanym dla potrzeb tej drogi wykryto rzadki gatunek ryby. Niepoważny był protest „ekologów” przeciwko budowie szpitala w innym polskim mieście w miejscu, w „którym wyrósł las”, choć inwestor chciał na zasadzie kompensacji zasadzić przeszło 6 tys. drzew nieopodal.

Wyobrażam sobie, że ów rzadki gatunek ryby i jego sztuczne środowisko (zbiornik zbudowany przez ludzi) można przenieść w inne miejsce, a budowa szpitala (a więc inwestycji niezwykle ważnej dla bezpieczeństwa zdrowotnego ludzi) może być prowadzona przy założeniu minimalizowania strat w środowisku, a młodnik, który wyrósł w miejscu budowy tego obiektu mógłby z powodzeniem być zastąpiony wzmocnieniem obszarów leśnych znajdujących się nieopodal poprzez nasadzenia kompensacyjne.
W takich wypadkach namawiam organizacje ekologiczne do tego, by wyzbywały się takich „czarnych owiec” ze swoich szeregów, gdyż to szkodzi nie tylko im, ale ogólnie III sektorowi i całemu obszarowi ochrony środowiska.

Pisząc pozytywnie o organizacjach ekologicznych spodziewam się zarzutu zbyt naiwnego traktowania rzeczywistości i tego, że pokażecie mi Państwo dziesiątki negatywnych przykładów działania ekologów. Ja jednak, wbrew temu, zachęcam do traktowania ich jako partnerów. I naprzeciw tym dziesiątkom złych przykładów wskażę kilkadziesiąt innych, jakościowo lepszych i dowodzących, że długotrwała współpraca samorządów i organizacji ekologicznych jest w interesie gmin, gdzie pojęcie „rozwój” i „ekologia” się równoważą.

Krzysztof Mączkowski, Agencja Informacji i Ochrony Środowiska

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj