Właśnie otwierają się drzwi z napisem „nowa kadencja władz gminy”. Za chwilę pojawią się nowi radni i czasami nowi szefowie gmin, a w ich głowach nowe pomysły, które zapewne będą również dotyczyć naszej branży. Nie mówię tu o koncepcjach obsadzania stanowisk we władzach spółek wodociągowych, a raczej o tym, co, gdzie i za co zbudować. Zanim do tego jednak dojdzie, spróbujmy się zastanowić, co my jako zarządzający firmami wodociągowymi możemy lub wręcz powinniśmy zrobić, by współpraca przez następne cztery lata opierała się na merytorycznej dyskusji, a nie na kłótni dotyczącej jednorocznych podwyżek.

Doza nieufności

Na początek należy przyjąć założenie, że po drugiej stronie stołu zasiądą ludzie chcący osiągnąć porozumienie, a nie ugrać coś dla siebie w walce politycznej. Jest to być może dość naiwne założenie, niemniej znam przypadki, z powodu których warto je poczynić. Należy przy tym pamiętać, że w szczególności radni (zwłaszcza ci nowo wybrani) będą podchodzić z dużą dozą nieufności do jakichkolwiek informacji przekazywanych im przez włodarzy gminy, w tym przez władze przedsiębiorstw wodociągowych. Czasem ta nieufność ma swoje korzenie we własnych doświadczeniach, a czasami (choć może się to wydawać dziwne po dwudziestu latach funkcjonowania odrodzonego samorządu) wynika z braku wiedzy. Ale zajmijmy się już teraz tym, co ewentualnie powinniśmy zaproponować do rozstrzygnięcia nowym władzom.

Pierwszym zastrzeżeniem jest to, by ustalenia, których będziemy dokonywać, zachowały ważność podczas całej kadencji, a nie tylko w trakcie jednego roku. Może to nie być wcale takie łatwe, gdyż rzeczywistość wokół nas zmienia się codziennie i naprawdę trudno przewidzieć, jak będzie wyglądała Polska w 2014 r. Drugim istotnym elementem winno być przeświadczenie, że decyzje inwestycyjne w wielu wypadkach są nieodwoływalne, a ich skutki będą dostrzegalne w większości dopiero po zakończeniu właśnie rozpoczętej kadencji władz gminy. Po takich dwóch konstatacjach możemy przystąpić do ustalania kwestii ram współpracy.

Dozwolony przyrost taryf

Zasadniczy element to dozwolony (czyli akceptowalny społecznie i, niestety, również politycznie) przyrost taryf. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że to zupełna odwrotność zapisów naszej Ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i odprowadzaniu ścieków. Uważam jednak, że od tego należy rozpocząć ustalenia, ponieważ wspaniałe plany rozwoju kanalizacji zdadzą się na nic, jeśli klientów nie będzie stać na to, by korzystać z ich efektów. To właśnie ustalenie dozwolonego poziomu wzrostu taryf jest determinantą wszelkich innych działań lub ich zaniechania. Oprócz tego pamiętajmy jednak o tym, że wiele ze składników kosztów, które pojawią się w ciągu następnych kilku lat, są dzisiaj trudne do przewidzenia, dlatego też przy tego rodzaju ustaleniach należy posługiwać się raczej wskaźnikami, a nie wprost liczbami. Czasem może się bowiem okazać, że początkowe założenia są zupełnie nierealne, choćby ze względu na stabilność funkcjonowania firmy.

Inwestycyjne planowanie

Jako kolejny etap proponuję dyskusję nad planem inwestycyjnym (jakkolwiek mądrze by się on nie nazywał zgodnie z nomenklaturą ustawową, to pozostaje po prostu planem inwestycyjnym). To oczywiste, że interesy poszczególnych stron dyskusji będą dość odmienne, bo przecież radny nie jest i nie musi być ekspertem w zakresie oceny stanu sieci wodociągowej czy kanalizacyjnej lub też stacji uzdatniania wody bądź oczyszczalni ścieków. Z drugiej strony władzom gminy zależy na jak największym pokryciu sieciami wodociągową i kanalizacyjną obszaru gminy. Na coś te pieniądze trzeba wydać. Ważny jest problem odpowiedzialności władz firmy wodociągowej za właściwą jakość dostarczanej wody, jak również za bezpieczeństwo posiadanego majątku. O ile odpowiedzialność radnych jest w zasadzie wyłącznie polityczna, o tyle odpowiedzialność władz firmy ma wymiar finansowy, a czasami nawet karny. Dlatego osiągnięcie kompromisu w sprawie zakresu programu inwestycyjnego z pewnością nie będzie łatwe. A gdy już taki kompromis w końcu zostanie wypracowany, wówczas następuje euforia, zakłócona jedynie… wpływem tychże inwestycji na poziom ustalonych już wcześniej taryf. W tym momencie należy zadać sobie jedne z bardziej istotnych pytań: czy stać nas na takie inwestycje? Kto powinien je sfinansować? Gdy jednak ustalimy, że ten zakres inwestycji jest niezbędny, to wówczas rozwiązania są w zasadzie trzy. Pierwsze – zmienić (czytaj podnieść) ustalony wcześniej poziom dozwolonych wzrostów opłat. Drugie – uchwalić dopłaty do taryf, czyli obciążyć budżet gminy na kilka (a właściwie przynajmniej kilkanaście) najbliższych lat. Trzecie, moim zdaniem najgorsze rozwiązanie, czyli finansowanie inwestycji z budżetu gminy. Innych możliwości nie ma.

Skutki planów

Kluczową sprawą jest przekonanie, że właśnie program inwestycyjny ma podstawowe znaczenie dla taryf. Bowiem ponad dwie trzecie kosztów ponoszonych przez przedsiębiorstwo wodociągowe to koszty odinwestycyjne, głównie w postaci amortyzacji, kosztów finansowych oraz podatku od nieruchomości. Łatwo uchwala się plany inwestycyjne, a szczególnie te wspierane przez dotacje celowe ze źródeł pomocowych Unii Europejskiej, jednak z reguły zapomina się wówczas o skutkach, jakie wywołają one za kilka lat w postaci taryf.

Każda dyskusja na początku bywa trudna. Mój świętej pamięci szef mówił mi, że dwie rzeczy w firmie wymagają jasności i otwartości – sprawy kadrowe i finansowe. Trudno nie przyznać mu racji. Szczególnie wówczas, gdy widzimy pozytywne efekty tych trudnych dyskusji po kilku latach. Może kiedyś doczekamy się wieloletnich planów taryfowych, tak jak doczekaliśmy się wieloletnich planów inwestycyjnych. Ale czy w końcu komuś wystarczy odwagi, by wbrew tym, którzy wolą rozmowy parapolityczne, uchwalić prawo umożliwiające stanowienie taryf wieloletnich? Może kiedyś tak. Ale czy ja tego doczekam? Czas płynie coraz szybciej.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj