Drodzy Czytelnicy, większość z Was pewnie już zauważyła, że zmienił się autor felietonu. Pojawia się więc pytanie, kim on jest? Spieszę wyjaśnić – że jestem tą osobą, która całe (no, prawie całe) swoje życie zajmuje się problemami zarządzania środowiskiem. Na tę drogę, jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku, skierował mnie prof. Jan Dominik, wówczas dyrektor Instytutu Ochrony Lasu SGGW. Jestem Mu wdzięczny. Obszar pogranicza gospodarki i środowiska okazał się bowiem dziewiczym, ciekawym i społecznie potrzebnym przedmiotem badań. Dzieje się tu wciąż coś nowego, to tu najlepiej widać skuteczność, a tym bardziej nieskuteczność decyzji podejmowanych przez rządzących.

Przyjąłem propozycję redakcji „Przeglądu Komunalnego” z chęci poinformowania Czytelników, „jak rzeczy się mają i dlaczego tak się mają”, podzielenia się tym, co myślę na dany temat. Chcę prosić Państwa o zwrotną reakcję, szczególnie wtedy, gdy coś Was zdenerwuje lub będziecie mieli swoją propozycję.

Zarządzanie jest tą dziedziną wiedzy i działalności praktycznej, gdzie jednakowo cenne są „czucie i wiara” oraz „szkiełko i oko”. Wszyscy rządzący podejmują decyzje na podstawie wybiórczej znajomości zjawisk przeszłości, ograniczonego oglądu teraźniejszości oraz mglistego postrzegania przyszłości. Siłą rzeczy, wszystkie decyzje gremiów lub osób rządzących odnoszą się głównie do sytuacji tu i teraz, chociaż w zdecydowanej mierze będą skutkowały w bliższej lub dalszej perspektywie. Problem w tym, że przyszłości nie można programować liniowo, bowiem wszystko zmienia się cyklicznie. Cykliczność rozwoju wpisano jako jedną z zasad teorii wszystkiego. Oznacza to, że jest ona prawdziwa na każdym dającym się wyodrębnić poziomie organizacji przyrody, życia społecznego i działalności gospodarczej. Każda „komórka” z tych trzech sfer rozwija się jednak w swoim rytmie, ma inny czas swojej młodości, dojrzałości i starości, czas wzrostu, stagnacji i upadku. W innym tempie rozwija się gospodarka, w innym ludzkość i poszczególne społeczności, a jeszcze w innym przyroda. Człowiek, nawet największy geniusz, nie jest w stanie tego dostrzec, przeanalizować i wziąć pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Przezwyciężyć tę trudność pomaga korzystanie ze zbiorowej mądrości i intuicja decydenta. Intuicji nikogo nie można nauczyć, ale można poszerzyć horyzont obserwacji decydenta, umożliwić mu patrzenie na otaczającą rzeczywistość nie tylko jego własnymi, ale także naszymi oczami – również piszącego i czytelników tych felietonów.

Omawianie problemów wypada rozpocząć od ochrony przyrody. Jest wiele powodów tego pierwszeństwa. Wszyscy jesteśmy dziećmi przyrody, jej elementem. Gdyby człowiekowi odciąć „pępowinę” łączącą go z przyrodą, przestałby istnieć. Cywilizacja industrialna uprościła postrzeganie przyrody. Traktowano ją jako rezerwuar różnych zasobów. Takie podejście doprowadziło do większych lub mniejszych katastrof ekologicznych. Naruszone, przekształcone lub zmienione zostało nasze siedlisko – miejsce bytu i rozwoju. Stopniowo postrzegaliśmy negatywne konsekwencje agresywnej działalności gospodarczej. W XX w. wprowadzono ochronę gatunków, stworzono rezerwaty i parki narodowe, aby chronić oazy natury w zantropogenizowanym świecie.

Obecnie rozpoczyna się wiek cywilizacji postindustrialnej. Zmieniło się nasze postrzeganie przyrody. Coraz więcej ludzi dostrzega jej złożoność i potrzebę nowego podejścia do ochrony. Już nie wystarczają działania o charakterze konserwatorskim. Nowoczesna polityka ochrony przyrody polega na identyfikowaniu i niezakłócaniu naturalnych procesów obiegu materii, energii i informacji, dzięki którym funkcjonuje życie. Dzisiaj ważna jest zarówno ochrona ginących czy zagrożonych gatunków, jak i zachowanie naturalnych dróg migracji związków mineralnych, gatunków i genów. Taka intencja przyświecała programowi Europejskiej Sieci Ekologiczne Natura 2000. W Polsce, na wstępnym etapie tego programu, wyznaczono ostoje przyrody i korytarze ekologiczne. Zajmują one ok. 1/3 części powierzchni kraju i umożliwiają – zdaniem przyrodników – zachowanie naturalnych obiegów substancji i informacji w przyrodzie. Unia przyjęła na siebie obowiązek rekompensowania strat gospodarczych spowodowanych pewnym ograniczeniem wolności, a raczej dowolności działalności gospodarczej.

W Polsce nie przeprowadzono szacunku wielkości środków, które należałoby przeznaczyć na programy rolno-środowiskowe, nie podjęto żadnych prac nad opracowaniem programów leśno- i wodno-środowiskowych. Wyznaczono obszary specjalnej ochrony ptaków i siedlisk – jedynie na 8% powierzchni kraju, głównie na terenach parków narodowych i krajobrazowych. Nadzór nad programem Natura 2000 powierzono Głównemu i wojewódzkim konserwatorom przyrody. W efekcie takich działań podstawowa idea tego programu została zagubiona. Komisja Europejska, jak było do przewidzenia, zakwestionowała to. Obecny minister środowiska poprawia więc niedoróbki sprzed kilku lat. Opracowano nowy wykaz obszarów Natura 2000, który – podobnie jak było przy pierwszym podejściu – przesłano do konsultacji samorządom gminnym. Znowu większość gmin nie zajęła żadnego stanowiska.

Zareagują po czasie, jak powstanie konflikt typu słynnej Rospudy. Wciąż ani rząd, ani samorządy nie myślą o ocenie i wycenie gospodarczych skutków ograniczenia działalności gospodarczej na tych obszarach oraz nie podejmują renegocjacji z Komisją Europejską w zakresie wielkości środków na programy rolno-środowiskowe. Moim zdaniem, główną przyczyną tego stanu jest wadliwy system zarządzania obszarami Natura 2000. Tereny te wyznacza minister środowiska na podstawie propozycji przyrodników, biorąc pod uwagę zdanie organizacji społecznych i gmin.

Programami rolno-środowiskowymi zarządza minister rolnictwa i rozwoju wsi, traktując je jak „piąte koło u wozu”, przeszkodę w intensyfikacji produkcji rolnej. Organizacje ekologiczne patrzą tylko przez pryzmat ochrony „przyrodniczej cenności”, nie biorą pod uwagę konsekwencji społecznych i gospodarczych. Gminy zaś w większości problem ten najzwyczajniej lekceważą.

Próbę usprawnienia zarządzania podjął obecnie urzędujący minister środowiska. W projekcie ustawy o uprawnieniach społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko i organach administracji w tym zakresie (z 28 maja 2008 r.) zaproponowano powołanie Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska i jej regionalnych oddziałów. Mają one zajmować się „realizacją zadań w zakresie ocen oddziaływania na środowisko i ochrony sieci Natura 2000 oraz innych zadań w dziedzinie ochrony środowiska”.

Ten „krok w dobrym kierunku” jednak nie rozwiąże problemów, a przede wszystkim nie usprawni systemu zarządzania ochroną przyrody w Polsce, stosownie do wymogów cywilizacji postindustrialnej. Jest to już temat na osobny felieton.

prof. dr hab. Bazyli Poskrobko

Tytuł od redakcji

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj