Kiedyś pewien dobrze mi znany sędzia opowiedział, jak – w ramach nadzoru sądowego – rozpatrywał sprawę o kradzież teczki. Zwrócił uwagę na wyrok, niewspółmiernie wysoki w stosunku do wartości przedmiotu kradzieży. Wprawdzie teczka była skórzana, a powojenna bieda jeszcze podnosiła jej wartość, ale wyrok i tak był zadziwiający. Szybkie prywatne „dochodzenie” ujawniło motywy surowości wyroku. Mianowicie jego „autor” został parę miesięcy wcześniej okradziony. Doświadczenie to i związane z nim emocje spowodowały, że wydał orzeczenie w górnej przewidzianej prawem granicy. Podobno w dawnych „dobrych, przedwojennych” czasach okradzenie sędziego, prokuratora czy policjanta uchodziło w oczach kolegów złodziei za ogromne wykroczenie przeciwko kolegom po fachu, właśnie ze względu na owe emocje związane z odczuciem „na własnej skórze” i skutki, które mogły za sobą pociągać. Ludzie są tylko ludźmi.

Jak mawiali starożytni, czasy się zmieniają, a my razem z nimi. Złodziejska etyka zawodowa zanikła, społeczeństwo stało się podatniejsze na migracje, a ludzie stali się bardziej anonimowi. Już nie wszyscy wiedzą, kto jest kim. Zdarzają się wpadki.

Coś takiego spotkało zapewne słynnego ostatnio Rumuna, Claudio Crulica, który miał pecha zostać oskarżonym o to, iż okradł sędziego. Na dodatek znanego w swym mieście.

Sprawa, która w innym przypadku zostałaby pewnie potraktowana „jak zwykle” – w żadnym przypadku nie sugeruję „niskiej szkodliwości społecznej” – tym razem nabrała innego wymiaru. Rumuna aresztowano, a ponieważ się wypierał, posadzono w sekcji wydobywczej. Jak posiedzi, będzie łatwiejszy, a co ważniejsze, nigdzie nie wyjedzie. Sprawa wyglądała na dziecinnie prostą, podejrzany był Cyganem, żadnych wyrafinowanych działań przestępczych. Kto by się fatygował, żeby w takim wypadku prowadzić szeroko zakrojone śledztwo z badaniem wszystkich tropów i ewentualności?

Pojawiła się wprawdzie pewna drobna trudność, bo aresztowany – w proteście przeciw temu, co go spotkało – postanowił głodować, ale nie takich już widziano. Chce, niech głoduje. Obywatel innego kraju? Zgodnie z procedurą zawiadomi się konsulat, ale przecież nikt nie będzie panu konsulowi zawracał głowy jakimiś „fochami” aresztanta, zmuszał dyplomatę do uciążliwej podróży ze stolicy i niewątpliwie mało przyjemnej wizyty w – jak mówią Francuzi – „Domu Zatrzymań”.

Rumun był twardy i konsekwentny. Jego „opiekunowie”: służba więzienna, tamtejsi lekarze, prokurator (nie wiem, co z sądem) – także. Kiedy w końcu okazało się, że sprawa jest jednak poważniejsza niż zakładano, wystąpiono o zgodę na karmienie za pomocą sondy, ale kiedy ją uzyskano, postanowiono poczekać, aż decyzja sądu się uprawomocni. Niech sobie jeszcze pogłoduje. W końcu, w obliczu nadciągającej katastrofy, w trybie pilnym wystąpiono o zgodę na uchylenie aresztu i tym razem – już nie czekając, aż się uprawomocni – Crulica szybko wyekspediowano do szpitala – „byle nie u nas”. A konsulat, zgodnie z najczystszą prawdą, poinformowano, iż został zwolniony z aresztu (czytaj: przebywa na wolności).

Rumun, jak się okazało, „przetrzymał” swych „opiekunów” i zgodnie ze wszelkimi procedurami zmarł. Pewnie nikt się już nie dowie, czy był winny, czy nie. Miał pecha. Uwierzył zapewne w jakieś prawa człowieka, że ktoś (np. kapelan) się nim wreszcie zainteresuje, że istnieje coś w rodzaju służby zdrowia, która w obliczu zagrożenia życia ratuje człowieka niezależnie od okoliczności, i wreszcie że istnieje opieka konsularna.

Choć to zapewne poważniejsza sprawa niż kradzież skórzanej teczki, ale jednak nie zasługiwała ona na takie potraktowanie. Zrobiła się z niej awantura, która – jak mówią fachowcy – obnażyła liczne słabości więziennictwa i aktualnego systemu prawnego. O moralnej stronie zagadnienia jakoś się nie wspomina, a wniosek o eutanazję zostałby zapewne z oburzeniem odrzucony.

Ironiczne wnioski nasuwają się same. Patrz, z kim masz do czynienia, bo jak źle trafisz, nie pomogą żadne konwencje, a procedury i obojętność sytuację tylko pogorszą. A sprawa i tak się w końcu rozmyje.

Wojciech Sz. Kaczmarek

Tekst ten można znaleźć w numerze 5/2008 Przeglądu Komunalnego na str. 129

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj