Za kilka miesięcy rozpocznie się nowa perspektywa budżetowa Unii Europejskiej. W tym również nasza. My ciągle jesteśmy w amoku wypełniania zobowiązań Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych, już widzimy horyzont zamknięcia naszych inwestycji, a tu wiele wskazuje na to, że jeszcze się on oddali, że nowe środki na nas czekają. Nie wiemy, jak wielkie i na co, ale z zapowiedzi wynika, iż spore sumy będą przeznaczone na innowacyjność. I właśnie na tym chciałbym się skupić.

Dzisiaj sytuacja w zakresie innowacyjności w naszej branży, niestety, nie napawa optymizmem. Kupiliśmy mnóstwo rozwiązań technologicznych, ale swoich własnych (czytaj: polskich) mamy jak na lekarstwo. Powodów tego stanu rzeczy jest kilka, a może nawet kilkanaście, i myślę, że nie warto się nad nimi rozwodzić. Warto natomiast pomyśleć nad tym, jak ten stan rzeczy zmienić. Nie jest to zadanie łatwe, tym bardziej że nasza branża nawet w czasach słusznie minionego systemu nie miała (z tego co wiem) własnego ośrodka badawczo-rozwojowego, tak jak inne branże. Dlatego też nie ma tradycji ani kadry, dzięki którym można by taki ośrodek zacząć budować. Niestety, niewidzialna ręka rynku takiego ośrodka nie stworzy. Same wyższe uczelnie też raczej nie.

Pozostawiam więc pytanie otwarte i właściwie niezbyt wiem, komu je stawiam: kto może być (albo wręcz powinien być) spiritus movens przy tworzeniu takiego ośrodka? A może na początku powinienem wręcz postawić pytanie, czy jeszcze ktoś poza mną uważa, że taki ośrodek jest w Polsce potrzebny? A jeśli  tak, to czym powinien się zajmować? Kto winien finansować jego działalność? Kto, poza przedsiębiorstwami wodociągowymi, mógłby być jego beneficjentem? Spróbuję zasugerować kilka odpowiedzi na niektóre z tych pytań, ale nie roszczę sobie prawa do wyłączności ani kompletności odpowiedzi.

Seria pytań

Po pierwsze, pytanie odnośnie zasadności stworzenia takiego ośrodka w moim przypadku jest jakby niezasadne, bo skoro o tym piszę i poruszam ten problem, to uważam, że taki ośrodek jest potrzebny, i to nie tylko branży jako takiej, ale również, a może przede wszystkim – naszym klientom. Uczyni on zbędnym ponoszenie kosztów zakupu licencji na technologie. Może niektórzy moi koledzy zdziwią się, bo pewnie wprost takich licencji nie kupujemy, jednak w cenach wielu wyrobów, które pozyskujemy, jest on ukryty. Trywialna prawda, że najwięcej zarabia się na myśleniu i jego owocach, przyświeca mi od lat. Pomimo że myślenie nie jest moją najsilniejszą stroną, to jednak wrodzone lenistwo pcha mnie gdzieś w krainę szczęśliwości, do której prowadzi właściwe rozumowanie. I właśnie tam chciałbym wszystkich zaprosić. Do krainy, gdzie wszyscy będziemy tylko siedzieć i myśleć, a ktoś inny wykona za nas najcięższą robotę. Teraz drugie pytanie, czyli kto powinien być siłą napędową tworzenia takiego ośrodka? To już bardziej skomplikowane. Po pierwsze, uważam, że tego typu działania winny mieć swoje odzwierciedlenie w przepisach prawnych jako obligo, a nie możliwość ponoszenia części wydatków na innowacje. Po drugie, jako organizator winna być tym zainteresowana branża, a w naszym przypadku jej reprezentant, czyli pewnie Izba Gospodarcza „Wodociągi Polskie”. W roli wspierających partnerów widzę zarówno fundusze ochrony środowiska, jak i (a może przede wszystkim) fundusze kapitałowe, które zagwarantują, że nie będzie to tylko ciepłe miejsce do ogrzewania nóżek zmarzniętych podczas przesiadywania na prezesowskich lub profesorskich fotelikach.

A teraz pewnie najważniejsza kwestia: czym miałby się zajmować taki ośrodek? Odpowiedzi powinni w głównej mierze udzielić inżynierowie z naszej branży, ale nie tylko. Pytanie, w jaki sposób gromadzić dane konieczne do realizacji inwestycji (a są to informacje, których nie znajdziemy w rocznikach statystycznych), jest ciągle aktualne, a brak rozwiązania tego problemu kosztuje nas co roku fortunę. Chodzi o nakłady na inwestycje, prowadzone w miejscach, w których przedsięwzięć tych chce tylko grupa chodzących w chmurach planistów gminnych. Od inżynierów usłyszymy pewnie pytania (choć myślę, że raczej od ekonomistów) o tańsze zagospodarowanie osadów, o tańsze uzdatnianie wody, o tańsze…

Już czas!

Pytania można mnożyć bez końca. Jednak nie w tym rzecz. Poruszam ten temat już po raz wtóry. Dziś jednak wydaje mi się on jeszcze bardziej aktualny. Niemniej problem polega na tym, że wolimy zajmować się bieżącymi sprawami niż zastanawiać się nad tymi, które należy rozwiązać w przyszłości. Wybudowaliśmy już znaczną część infrastruktury, którą należało wybudować. Czas wielkich inwestycji powoli się kończy. Nadchodzi pora na przejście od betonu, cegły, stali do plików, rekordów oraz patentów. Czas… Czy naprawdę mamy go aż tak wiele?

Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań

"Wodociągi-Kanalizacja", 11/2013

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj