Konkurencja. Dzisiaj to o niej chcę napisać kilka słów. W warunkach monopolu naturalnego wydaje się ona dość dziwacznym pomysłem. Szczególnie, gdy ramy prawne funkcjonowania zdecydowanej większości firm są identyczne lub co najmniej bardzo zbliżone do siebie. Na czym więc ta konkurencja winna polegać, co ją ogranicza i jak ją mierzyć? Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania.

Uczciwa konkurencja

Wszystkie firmy wodociągowe działające na polskim rynku podlegają ustawie o zbiorowym zaopatrzeniu… itd. Wszystkie podlegają, ale nie wszystkie to prawo respektują. Łatwo bowiem znaleźć przykłady firm, które – co prawda na bardzo wąskim rynku, ale jednak – prowadzą działalność wodociągową (na nasz użytek będzie to dla uproszczenia oznaczać również działalność kanalizacyjną) lecz bez koniecznych pozwoleń. Istnieją różne spółdzielnie rolnicze, które ze względów „historycznych” prowadzą taką działalność i nikomu do głowy nie przyjdzie, by wystąpić do wójta z wnioskiem o wydanie stosownego pozwolenia. Na to też jestem w stanie przymknąć oko. Jednak mamy równocześnie do czynienia z prowadzeniem takiej działalności przez deweloperów czy też prywatne firmy, które kiedyś zawarły długoterminową umowę na użytkowanie gminnego mienia wodociągowego. Zakładając, że skoro gmina wydzierżawia im mienie, to pewnie wie również o tym, że prowadzona jest taka działalność, a zatem niejako wyraża na to zgodę. Teoretycznie niby tak jest. Tylko że sytuacja wygląda trochę tak, jakby ktoś, pożyczając od państwa samochód, był przekonany, że nie będzie musiał posiadać prawa jazdy i zacznie świadczyć usługi taksówkarskie. Choć to wszystko teoretycznie możliwe, ja nie chciałbym podróżować taką taksówką. Tu uwidocznia się rola organów nadzoru. Teoretycznie wojewody (bo przecież nie wójta skoro potencjalnie wydzierżawił komuś majątek to sam siebie kontrolować nie będzie), ale przecież wiemy że wojewoda ma wiele innych ważniejszych i bardziej istotnych spraw na głowie niż pilnowanie, czy ktoś nie dostarcza przypadkiem wody bez potrzebnego zezwolenia. Brak takiego zezwolenia, być może w niewielkim stopniu, ale jednak, ogranicza koszty funkcjonowania firmy, co narusza zasady uczciwej konkurencji.

Należyta staranność

Dokładnie tak dzieje się z regulaminami świadczenia usług wodociągowych. Większość z nich jest tak ogólnie zapisana, że niezbyt wiele z ich treści wynika. Niemniej istnieją i wiążą się z jakimiś kosztami funkcjonowania firmy i możliwością egzekwowania realizacji zapisów tegoż regulaminu przez każdego klienta firmy wodociągowej. Swoją drogą temat regulaminów wodociągowych versus poziom świadczenia usług zasługuje na odrębne omówienie. Nie można więc zaniedbywać i pobłażać w zakresie tych podstawowych obowiązków, bo prędzej czy później nadejdzie chwila, gdy będzie można porównywać firmy świadczące usługi wodociągowe – to wyłącznie kwestia rozwoju technologii koniecznej do kontroli w czasie rzeczywistym jakości wody w wielu punktach sieci i stanu ścieków. Reszta stanie się tylko kwestią czasu i odpowiednich uregulowań prawnych. Dlatego właśnie już teraz należy dbać o należytą staranność przy prowadzeniu działalności przez wszystkie firmy działające w naszej branży.

Kolejnym elementem determinującym konkurencyjność jest stosowanie ustawy Prawo zamówień publicznych. Nikt nie ma wątpliwości, że o ile rzeczona ustawa zwiększa przejrzystość procesów (i bardzo dobrze, chociaż mam nadzieję, że nikt nie jest tak naiwny, by twierdzić, że ją zapewnia), o tyle w sposób zdecydowany zmniejsza konkurencyjność wobec firm niestosujących przepisów tejże ustawy. Długie terminy realizacji zamówień i niekoniecznie najniższa cena powodują gorszy start w wyścigu zwanym konkurowaniem.

Luka w pomiarze

Jak mierzyć poziom konkurencji, kto powinien to robić, kiedy i za pomocą czego?

W obecnych czasach mierniczymi konkurencji są z reguły radni i dziennikarze. Ale czy wszyscy działają w dobrej wierze? Czy mają do tego kompetencje? Trudno też powiedzieć, że dokonują oni pomiaru konkurencyjności, bo są raczej krytykami rzeczywistości, takiego czy innego postępowania. W związku z tym ciągle istnieje luka w pomiarze konkurencji. Nie ma nikogo, kto mocą swojego autorytetu bądź urzędu mógłby stwierdzić, że ten jest w tym lepszy, ale w tamtym gorszy, iż powinien to naprawić, a tamto utrzymać. Przecież z definicji wiadomo, że każdy szef uważa swoją firmę za najlepszą co najmniej w kraju, jeśli nie na kontynencie. I to wcale nie jest wina szefa, bo przecież nie ma on żadnych zewnętrznych oraz racjonalnych przesłanek do tego, by uważać inaczej.

Jest nam miło i ciepło w naszym „błotku”. Do czasu. Kiedyś tak samo było w energetyce. Nikt nie wyobrażał sobie wówczas, że poszczególne firmy mogą konkurować ze sobą na rynku. Wystarczyło kilka lat i możemy kupować prąd od firmy, o której jeszcze nigdy nie słyszeliśmy. Naprawdę nie potrzeba wielkiej fantazji, aby wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś będzie produkował wodę, a cała reszta stoczy w przetargi batalię o obsługę pozostałej części majątku. I tak z roku na rok. Pytanie tylko, na ile nasze firmy są przygotowane do takich działań. I ile jeszcze pozostało nam czasu, by się przygotować. Nie jesteśmy już zaściankiem Europy. Stanowimy bardzo łakomy kąsek, na który wpływ mają wszelkie zawirowania naszego rynku. Okres wielkich inwestycji powoli będzie mijał. Zacznie się zupełnie inny czas. Czy będzie to era naszych firm?

Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj