Lipy i kasztanowce w centrum Białegostoku usychają. Ubiegłej jesieni w centrum posadzono blisko 50 lip (warte ponad 100 tys. zł). Młode drzewa wypuściły wiosną zielone liście. Jednak teraz część z nich wyraźnie marnieje. Jedno z młodych drzew, rosnące nieopodal komisariatu policji, ma ułamaną koronę. Marnie wyglądają również stare lipy rosnące na ulicy Suraskiej. Pracownicy departamentu ochrony środowiska miejskiego magistratu zapewniają, że regularnie sprawdzają kondycję drzew.

Części lip rosnących wzdłuż głównej ulicy miasta zabrązowiły się liście choć do jesieni jeszcze daleko. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest zanieczyszczenie powietrza. Po jednej ze stron ul. Lipowej przy wielu drzewach brakuje palików, które uniemożliwiałyby parkowanie aut na chodnikach w sąsiedztwie drzew. Kłopotem jest też zbyt szczelnie ułożony polbruk i brak systemu nawadniającego. Urzędnicy zapowiadają, że część drzew zostanie przyciętych, te najbardziej schorowane będą wycięte, a na ich miejsce posadzone będą nowe.

W kiepskiej formie są również kasztanowce, rosnące wzdłuż ulic 11 Listopada, Skłodowskiej, Kalinowskiego i Legionowej. Za ich brązowe liście odpowiedzialny jest szrotówek kasztanowcowiaczek, od wielu lat jest plaga tych drzew w całym kraju. W tym roku miasto po raz pierwszy do walki z nim użyło specjalnych lepów, którymi owinięto pnie. Lepy zdjęto kilka tygodni temu. Urzędnicy zapowiadają, że zorganizują wspólnie ze szkołami akcję grabienia liści.



źródło: Gazeta Wyborcza Białystok

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj