Pracownicy gliwickiego Miejskiego Zarządu Usług Komunalnych walczą z małżeństwem patrzącym im na ręce podczas wycinki drzew i krzewów.

Andrzej Pieczyrak jest biologiem, podobnie jak jego żona Katarzyna Lisowska. Jest również dziennikarzem, twórcą Niezależnego Serwisu Informacyjnego Gliwice. Obydwoje są znani z tego, że uważnie patrzą na ręce pracownikom miejskiej zieleni w Gliwicach. Fotografują prace przy wycinkach, liczą wycięte drzewa i sprawdzają, czy rzeczywiście były chore. Starają być wszędzie tam, gdzie robotnicy z piłami. – Część drzew jest wycinana bezkarnie i właśnie z tym walczymy. Nie chcemy, żeby Gliwice stały się betonową pustynią – tłumaczy Pieczyrak.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, małżeństwo jest doskonale znane pracownikom Miejskiego Zarząd Usług Komunalnych, który zajmuje się utrzymaniem zieleni w mieście. – Oni się na nas uwzięli. Jeżdżą wszędzie za nami, a pani Lisowska potrafiła kiedyś nawet wejść na dach jednej z kamienic, żeby zrobić zdjęcia wycinanych drzew – mówi Iwona Kokowicz, rzeczniczka gliwickiego MZUK.

Wojna między ekologami a pracownikami zieleni sięgnęła zenitu, kiedy Pieczyrak robił zdjęcia wycinanej topoli przy ul. Chorzowskiej. – Stałem po drugiej stronie ulicy, gdy podeszli do mnie robotnicy. Byli agresywni i grozili pobiciem. W końcu zażądali zezwolenia z MZUK na fotografowanie drzew i sprzętu będącego własnością firmy. Na nic zdały się tłumaczenia, że jestem dziennikarzem i fotografuję tylko drzewa, a to przecież nie są obiekty strategiczne – relacjonuje Pieczyrak.

Ekolog listownie zwrócił się do dyrektora MZUK i zażądał wyjaśnienia sprawy. W odpowiedzi otrzymał jedynie tłumaczenie, że swoim zachowaniem mógł narazić pracowników MZUK i siebie na utratę zdrowia lub życia. – Według relacji naszych pracowników pan Pieczyrak podszedł zbyt blisko. Interweniowali, bo chodziło o jego bezpieczeństwo. Jakaś gałąź mogła mu po prostu spaść na głowę – mówi Kokowicz.

– Nie złamałem żadnych przepisów. Przez cały czas stałem kilkanaście metrów od taśm, które rozpięli robotnicy. Jako dowód mam całą dokumentację fotograficzną zajścia – mówi Pieczyrak.

Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj