Tyle robimy dla ludzi, harujemy jak woły, kładziemy kilometry rur, modernizujemy oczyszczalnie ścieków, codziennie walczymy z awariami, a tu pies z kulawą nogą się nie zainteresuje! Czasami jakiś dziennikarz sam z siebie zadzwoni, ale to od wielkiego święta, a kiedy zwoła się konferencję prasową, to przedstawiciele środków masowego przekazu nie przychodzą… Ewentualnie afer szukają. Takie żale słyszę często od moich kolegów po fachu. 

Da się coś z tym zrobić?

Panie i panowie, zatroskani małym zainteresowaniem mediów naszą ciężką pracą, powiem wam brutalnie – kopanie rowów jest nudne! Kogo to interesuje? W dodatku robi się przy tym błoto i ulice stają się nieprzejezdne, po prostu koszmar. A rozbudowa jakiejś oczyszczalni? Niektórzy nawet nie wiedzą, gdzie ta oczyszczalnia znajduje się w ich mieście. Czy to źle? Według mnie, niekoniecznie. Może dobrze, że dożyliśmy takich normalnych, nudnych czasów. Niech każdy robi swoje, lekarze leczą, nauczyciele uczą, a wodociągowcy niech dostarczają wodę i zajmą się ściekami tak, żeby przeciętny człowiek nie musiał sobie tym zaprzątać głowy.

Nie oznacza to jednak, że nie powinniśmy się komunikować ze społeczeństwem, ani promować naszej działalności oraz wspierać inicjatyw gospodarczych i kulturalnych. Musimy się jednak dostosować do tych nowych czasów. Jak? Opowiem anegdotę. Niedawno kolega z jednej ze spółek komunalnych zapytał mnie, czy ma zatrudnić rzecznika prasowego. Ja mu mówię, że to zależy, czy według niego rzecznik jest mu potrzebny i czego oczekuje. – No właśnie, bo ci dziennikarze nie chcą rozmawiać z rzecznikiem, tylko ze mną – stwierdził mój rozmówca. – Bo ty nie masz rzecznika, więc z kim mają rozmawiać? – odparłem. Ten dialog obrazuje dylemat, przed którym stoimy. Czy warto się dostosowywać do zmieniającej się rzeczywistości w mediach, w społeczeństwie, czy lepiej robić swoje? Ja uważam, że warto.

Parcie na szkło

Miniony rok pokazał, z jakim wysiłkiem i jakim nakładem środków modernizują się przedsiębiorstwa wodociągowe. A jednocześnie zobaczyliśmy, jak zmieniała się rzeczywistość w mediach. Gazety papierowe mają coraz mniejsze znaczenie, ludzie, szczególnie młodzi, czerpią wiedzę głównie z Internetu, a nie jak my, starsi, z telewizji. Do roli ekspertów urastają różni celebryci, znani głównie z tego, że są znani, bo występują w mediach jako znani… Ba, rządy państw i szacowne instytucje próbują „sprzedać” w mediach swoje działania przy pomocy form lekkich, łatwych i przyjemnych. Dlaczego nie mamy tego robić i my?

Jak tego dokonać?

Kiedy wiosną 2012 r. otwieraliśmy zmodernizowaną oczyszczalnię ścieków w podkieleckiej Sitkówce, poprosiliśmy zaproszonych gości – wierchuszkę z władz miasta i województwa oraz z Warszawy – żeby zasadzili z nami po pęku fiołków, bo mówi się, że „w oczyszczalni to fiołkami nie pachnie”. I każdy, z doniczką w ręku, te fiołki sadził. Oczywiście wszystkie media podchwyciły ten motyw.

Jesienią ubiegłego roku zorganizowaliśmy z Kieleckim Centrum Kultury w ramach festiwalu Off Fashion pokaz biżuterii z materiałów ekologicznych wykonanej przez absolwentkę Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, która w naszej spółce odbywała staż. Modelkami, które prezentowały biżuterię, były nasze pracownice i ich córki. Było to bardzo medialne, wręcz filmowe wydarzenie. Rozmawiając w kuluarach z dziennikarzami, udzielając wywiadów, można było wtrącić sporo informacji o tym, co Wodociągi Kieleckie robią na co dzień. Gdyby nie pokaz biżuterii, to czy ktoś by się nami zainteresował? Wątpię.

Jako jedna z pierwszych firm w mieście zaprosiliśmy do naszego biurowca przedstawicieli Narodowego Funduszu Zdrowia, którzy wszystkim chętnym założyli konto i login do internetowego systemu informacji o pacjentach, który właśnie uruchomił NFZ. Z takiej możliwości skorzystał wtedy co trzeci pracownik naszej spółki. Informacja poszła w świat, nawet zdjęcie z tego wydarzenia znalazło się na stronie internetowej NFZ.

I prawie nic to wszystko nie kosztowało. Pewnie, że łatwiej byłoby zapłacić nie wiadomo ile za cykl reklam telewizyjnych o naszej działalności. Profesjonaliści wyprodukują klipy, telewizja je emituje, a my tylko podpisujemy zgodę na przelew. Ale nie o to chyba chodzi, żeby nasze filmiki (z całym szacunkiem dla branży reklamowej) ludzie oglądali na szklanym ekranie. Lepiej, kiedy widzą nas w działaniu i uświadamiają sobie, że się angażujemy. Nawet mała wpadka, nieprzewidziane zdarzenie, coś, czego się nie da wyreżyserować, sprawiają, że wydarzenie jeszcze dłużej pozostaje w pamięci. Na przykład gdy w czerwcu ubiegłego roku organizowaliśmy po raz kolejny Święto Wody na głównym deptaku Kielc, przez połowę dnia lało. Niczego nie udało się zrealizować obok sceny, a wydarzenia na scenie mało kto obserwował, bo ludzie mokli nawet pod parasolami. Kiedy wyszło w końcu słońce, akurat zaczynały się najbardziej atrakcyjne występy. Każdy ze sceny żartował, że na imprezie wodociągowej wody nie mogło zabraknąć. Takich wydarzeń wyreżyserować się nie da.

Niech się dzieje!

Warto też wspierać inicjatywy charytatywne i kulturę. Bo kto ma to robić, jeśli nie spółki komunalne, instytucje miejskie i samorządy? Wszystkie te działania mają jeszcze jeden ważny aspekt – integrują pracowników. Ci, którzy biorą w nich udział, to taka zgrana ekipa ludzi, na których zawsze można liczyć. Nie łudźmy się, że zmieni się coś w najbliższych latach. Aby zainteresować społeczeństwo naszym działaniem, cały czas trzeba będzie wymyślać coś nowego, zaskakiwać, czasami rozśmieszać, niekiedy wzruszać i wzbudzać emocje. Bo kopanie rowów jest nudne.

Henryk Milcarz, prezes Wodociągów Kieleckich

"Wodociągi-Kanalizacja" 2/2014

 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj