Zgodnie z przyjętą na Bali w grudniu 2007 r. Bali Road Map, Szczyt Klimatyczny w Kopenhadze miał zakończyć się zawarciem prawnie wiążącego międzynarodowego porozumienia dotyczącego zobowiązań do redukcji emisji gazów cieplarnianych po 2012 r., tj. po terminie obowiązywania protokołu z Kioto.

Cel ten nie został osiągnięty. Zamiast prawnego porozumienia powstał dokument o dużym stopniu ogólności – Copenhagen Accord (Porozumienie Kopenhaskie), który nawet nie ma statusu „deklaracji politycznej”, formalnie uznanej decyzją Konferencji Stron Konwencji. Dokument ten został jedynie „przyjęty do wiadomości” przez Konferencję. Oznacza to, że obecnie nie ma on żadnej mocy prawnej, natomiast może, ale nie musi być podstawą do dalszych negocjacji w 2010 r., które ewentualnie mają doprowadzić do rozstrzygnięć podczas kolejnej Konferencji Stron Konwencji w Meksyku w grudniu br. Zainteresowane państwa mogą stać się stronami tego porozumienia zgodnie z procedurami przewidzianymi w konwencji. Niektóre kraje już przedstawiły pewne deklaracje w tym zakresie, ale jak powszechne będzie to zjawisko, trudno dzisiaj powiedzieć.

Kopenhaskie zapisy
Zapisy Copenhagen Accord dotyczą czterech obszarów: ograniczenia emisji, finansowania, rozwoju i transferu technologii oraz mechanizmu przeglądowego. W zakresie ograniczenia emisji porozumienie zawiera dwie puste tabele – jedną dla krajów z Załącznika I do konwencji (obejmującego przede wszystkim kraje rozwinięte) i drugą dla państw rozwijających się (spoza Załącznika I). Obie tabele kraje powinny wypełnić do 31 stycznia 2010 r., oczywiście za sprawą sekretariatu konwencji. Tabela 1 ma obejmować samodzielnie określone przez dane państwo lub grupę państw zobowiązania do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Natomiast tabela 2, przeznaczona dla krajów rozwijających się, zawierać ma podejmowane przez te państwa działania na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych, bez precyzyjnego określania rodzajów działań oraz celów redukcyjnych. Jeszcze bardziej łagodne zapisy dotyczą krajów najmniej rozwiniętych i małych państw wyspiarskich, dla których wskazanie takich działań redukcyjnych ma charakter dobrowolny. Takie zróżnicowanie wynika ze stanowiska krajów rozwijających się, które nie chcą podejmować żadnych zobowiązań dotyczących redukcji emisji gazów cieplarnianych. Dodatkowe zróżnicowanie wymogów dla obu grup krajów dotyczy weryfikowania, oceniania i raportowania podejmowanych działań redukcyjnych. Dla krajów rozwiniętych procedury w tym zakresie prowadzone będą na płaszczyźnie międzynarodowej, w oparciu o standardy wypracowane w ramach konwencji klimatycznej. W odniesieniu do krajów rozwijających się czynności te zostaną oparte wyłącznie o procedury krajowe, bez ingerencji instytucji międzynarodowych, za wyjątkiem sytuacji, gdy podejmowane działania dotyczące redukcji emisji gazów cieplarnianych realizowane będą w oparciu o zewnętrzną pomoc finansową. W miarę konkretnie opisano kwestię finansowania krajów rozwijających się przez państwa rozwinięte. W latach 2010-2012 wysokość wsparcia to 30 mld dol., przeznaczonych na działania adaptacyjne i redukcyjne. Natomiast od 2013 do 2020 r. państwa rozwinięte miałyby przeznaczać rokrocznie 100 mld dol. na wspomaganie działań redukcyjnych w krajach rozwijających się. Środki na ten cel pochodziłyby z wielu źródeł, m.in. publicznych i prywatnych oraz ze współpracy dwustronnej i wielostronnej. Zarządzać tymi środkami miałby przewidziany w porozumieniu Kopenhaski Zielony Fundusz Klimatyczny. W celu wspomagania rozwoju i transferu technologii ma zostać utworzony mechanizm technologiczny. Ostatnim elementem Copenhagen Accord jest zapis dotyczący oceny realizacji porozumienia, która ma być wykonana do 2015 r. Przewiduje się, że w ramach tego przeglądu, na podstawie nowych danych naukowych, może dojść do obniżenia z 2°C do 1,5°C dopuszczalnego wzrostu temperatury na Ziemi w stosunku do okresu przedindustrialnego.

Porażka polityczna Unii Europejskiej
Porażka Konferencji w Kopenhadze, bo tak generalnie oceniane jest to wydarzenie, wynika z wielu czynników. Na pewno rozbieżność interesów stron miała ogromne znaczenie. Ale ten fakt nie mógł być zaskoczeniem i powinien być uwzględniony w strategii negocjacyjnej. Nie ulega wątpliwości, że polityka Unii Europejskiej, zakładająca że im bardziej ograniczymy u siebie emisję gazów cieplarnianych, tym bardziej zmobilizujemy kraje trzecie do podobnych działań, okazała się nieskuteczna. Polska wielokrotnie, jeszcze podczas negocjowania pakietu klimatyczno-eneregtycznego, nie zgadzała się z takim podejściem, wskazując, że Unia Europejska, chcąc być światowym liderem w przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym, powinna koncentrować się na poszukiwaniu rozwiązań, które będą akceptowalne i gospodarczo interesujące dla krajów trzecich. Natomiast zaciskanie pasa prowadzi do nieuzasadnionego obniżania konkurencyjności unijnej gospodarki. Sprawą, która miała poważny wpływ na wynik Szczytu był zupełny brak transparentności uzgadniania i podejmowania decyzji w trakcie całej dwutygodniowej sesji, w tym w końcowym etapie negocjacji. Nic nie dało, a może nawet przyniosło odwrotny skutek, zastąpienie minister Connie Hedegaard na stanowisku prezydenta COP przez premiera Danii, Larsa Rasmussena. Znamienny jest fakt, że końcowy efekt konferencji w postaci Copenhagen Accord jest dziełem przywódców tylko pięciu krajów: USA, Chin, Indii, Brazylii i RPA. Ostatnio pojawiają się głosy, że może to, co wydarzyło się w Kopenhadze, stanowi zmierzch procedur konsensusu wypracowywanego na forum ONZ na rzecz uzgadniania i podejmowania decyzji na węższych forach.

Zbigniew Kamieński, zastępca dyrektora, Departament Rozwoju Gospodarki, Ministerstwo Gospodarki

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj