No i Zwyczajne Walne Zgromadzenie Członków Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie” już za nami. Jakie wrażenia? Postaram się je opisać, ale nie po to, żeby się jakoś się specjalnie pastwić. Przecież wydarzenie to, choć nie odbija się szerokim echem w ogólnopolskich środkach masowego przekazu, jest odzwierciedleniem sytuacji w branży i prognostykiem na najbliższą przyszłość.

Piszę ten tekst zupełnie na gorąco, jeszcze w pociągu. Pierwszą kwestią, do jakiej chciałbym się odnieść jest to, że Izba ma jakby dwa oblicza. Pierwsze to takie godne pochwały, codzienne zarządzanie, którego efekty możemy odnaleźć w sprawozdaniach finansowych. Warte podkreślenia jest to, że kondycja finansowa Izby wydaje się lepsza. Nie będę starał się przypisywać komukolwiek zasług za ten stan, tym bardziej że miniony rok był dla organów Izby dość burzliwy. Niemniej wynik finansowy jest znacznie bardziej zadowalający i wyróżnia się na tle kilku ostatnich lat – okazał się większy od planowanego o blisko pół miliona złotych. I bardzo dobrze. Mam nadzieję, jako członek tejże Izby, że ta tendencja zostanie podtrzymana. Szkoda tylko, że w obecnym roku wynik ten ma być o blisko połowę gorszy. Cóż, w końcu Izba nie jest maszynką do zarabiania pieniędzy. I tyle o tym, co ważne, ale z pewnością nie najbardziej istotne.

Druga strona

Druga strona naszej organizacji to działania z myślą o przyszłości. Rodzą one obawy. Otóż parę miesięcy temu podjąłem temat koniecznych do przeprowadzenia zmian (nie tylko moim zdaniem), żeby nie powiedzieć reform w samej Izbie. Zmiany te znalazły nawet swoje odzwierciedlenie (w postaci jedynie projektu) w dokumentach przedstawianych na wspomnianym Walnym Zgromadzeniu. Rzecz dotyczy wpływu poszczególnych grup firm wodociągowych na sprawy w Izbie. Byłem dość naiwny, sądząc, że jeśli obecne władze Izby przedstawią jakiś projekt, to, po pierwsze, mają za sobą większość, a po drugie z tym projektem się identyfikują. O santa devocia! Nic bardziej błędnego. Nie jest wykluczone, że jakieś poparcie ta koncepcja zyskała, ale skoro nawet współautor tegoż dokumentu głosował (sam to widziałem, a potwierdzić ten fakt może również mój kolega Henryk) przeciwko projektowi, pod którym się podpisał, to czego można oczekiwać od reszty? Bycie przywódcą nie oznacza jedynie poddawania się woli elektoratu, ale również, a może nawet przede wszystkim, prowadzenie i nauczanie grupy, której się lideruje. A przynajmniej takie jest moje przekonanie. Inną kwestię stanowi brak chęci dochodzenia do konsensusu oraz zabieranie głosu przez trybunów ludowych, którzy jeszcze kilka miesięcy temu (no, może kilkanaście), czując poklask tłumu, głosili zupełnie inne tezy niż obecnie. Gniew i żal jest złym doradcą, a szukanie wszędzie śladów spisku to kiepski pomysł na życie. Zmiany i reformy wymagają odwagi, by ryzykować. Trzeba też mieć odwagę cywilną. Pamiętam do dzisiaj plakat z czasów stanu wojennego, mówiący o tym, że choćbyś pozostał sam, twoje veto ma tym większe znaczenie. Coś w tym jest. Można by, podsumowując ten wątek, stwierdzić: chcieliśmy jak nigdy, a wyszło jak zawsze.

Pobojowisko

A jak wygląda krajobraz po bitwie (chociaż używanie słowa „bitwa” jest w tym przypadku równie adekwatne, jak nazywanie bankiem dziecięcej skarbonki)? Otóż podział między firmami dużymi a małymi w branży pogłębił się, a rozwarstwienie to będzie się zwiększać. I nie pomoże zaklinanie rzeczywistości przez jednego bądź drugiego prezesa średnich firm wodociągowych. Z faktami się nie dyskutuje panie i panowie. Izba coraz wnikliwiej zacznie zajmować się definicją przyłącza (to jest oczywiście tylko przenośnia), a duże firmy będą z boku przyglądać się napinaniu muskułów. Trochę szkoda, że nie udaje się pójść razem. Trudno… Efekt tego będzie pewnie taki, że rozbita branża nie stanie się istotnym partnerem w dyskusji. Oni pójdą do jednego ministra, my do drugiego. Oni w jednej sprawie, a my w drugiej. Nic ważnego się nie wydarzy, bo nie może. Pojawi się samozadowolenie z odgrywania nominalnie istotnej roli i powszechne będzie znajdowanie innych płaszczyzn porozumiewania się w grupach do siebie pasujących. Ale później… Właśnie, „później” wcale nie będzie…

Paweł Chudziński, Aquanet

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj