Co piąta rodzina w gminie Suchy Dąb nie ma przed domem pojemnika na odpadki i uchyla się od obowiązku podpisania umowy z firmą wywożącą śmieci – czytamy w „Dzienniku Bałtyckim”.

Na zalesionych terenach powiatu gdańskiego śmieci zwykle lądują w lasach. Natomiast na płaskich Żuławach, gdzie lasów nie ma, metodą na pozbycie się odpadów jest ognisko. Taniej bowiem spalić śmieci, niż płacić za wywózkę.

"Zaradni" oszczędzają w ten sposób około 200 zł rocznie. Przy okazji jednak zasmradzają okolicę i trują sąsiadów gęstym dymem. Urząd Gminy w Suchym Dębie postanowił walczyć z taką praktyką i zapowiada wysokie kary za uchylanie się od obowiązku podpisania umowy o wywóz nieczystości stałych.

Jak mówi wójt Sławomir Kaźmierski, urzędnicy ustalili, że takich umów nie podpisało jeszcze 150 rodzin. – Wysłałem im przypomnienie o obowiązku przestrzegania regulaminu utrzymania w czystości gminy Suchy Dąb. Jeśli to nie poskutkuje, listę "opornych" mieszkańców przekażę policji, w celu wyegzekwowania prawa. Palenie odpadów w beczkach czy ogniskach jest niedozwolone – mówi wójt.

źródło: Dziennik Bałtycki

Envicon poniżej wpisu
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj