Najwyższa Izba Kontroli sprawdziła, jak gminy w województwie lubuskim pozyskują środki z Unii Europejskiej. Prawie wszystkie z nich były zainteresowane pieniędzmi z europejskich funduszy. Unia Europejska wsparła Lubuszan kwotą ponad 231 mln zł.

Mimo ogromnego zainteresowania środkami unijnymi skuteczność w ich pozyskiwaniu była różna; chociaż generalnie wysoka, gdyż pomoc uzyskało w sumie 69 z 78 starających się gmin. Jednak pięć z zainteresowanych gmin w ogóle nie podjęło działań w kierunku otrzymania bezzwrotnej pomocy z UE, a czternastu ze starających się tej pomocy odmówiono.

Decydujący wpływ na to, czy gmina otrzymała pieniądze, miał poziom przygotowania i nastawienie administracji gminnej oraz – w mniejszym stopniu – czynniki zewnętrzne np. zmieniające się procedury, krótkie terminy  naboru wniosków i w związku z tym pośpiech, wpływający na jakość wniosku. Najskuteczniejsze gminy, którym Unia dofinansowała wszystkie zgłoszone projekty to: Dobiegniew, Szprotawa, Szlichtyngowa, Bytnica. Zaraz za nimi, jednak już nie ze 100% skuteczności plasują się: Iłowa Żagańska, Bytom Odrzański, Trzciel, Skąpe i Lipniki Łużyckie. Najmniej skuteczne gminy, którym uwzględniono tylko jeden z kilku zgłoszonych wniosków to: Żary, Pszczew i Maszewo. Zerową skutecznością wykazały się natomiast Małomice i Słubice. Tam żaden z wniosków nie uzyskał dofinansowania, mimo iż Maszewo złożyło ich aż 13, a Słubice 10.

Z 10 bezpośrednio skontrolowanych przez NIK gmin, Izba negatywnie oceniła niewykorzystanie przez 6 możliwości uzyskania dofinansowania z UE. Pozostałe 4 gminy zasługują – zdaniem NIK – na pozytywną ocenę. Jedną z przyczyn, przez którą zmarnowano szansę na pieniądze była bierna postawa wójtów, np. w Brzeźnicy, Dąbiu, Deszcznie i Gozdnicy, którzy nie podjęli żadnych działań – mimo zaleceń rad gmin. Wójtowie byli pasywni, gdyż, aby otrzymać pieniądze należało poznać i zastosować się do procedur unijnych dotyczących naboru i oceny wniosków. Barierą była też niechęć do ryzyka i niepewność otrzymania środków. Problemem była też dla wójtów konieczność pozyskania pieniędzy na tzw. udział własny gminy w projekcie. Czasem – np. w Dąbiu i Brzeźnicy, które uprzednio nie starały się o pomoc unijną, pozytywna zmiana i konkretne działania były efektem zmiany na stanowisku wójta.

Cztery pozytywnie ocenione gminy były właściwie przygotowane organizacyjnie i miały zaangażowane władze. Zatrudniano tam np. osoby specjalizujące się w pozyskiwaniu funduszy unijnych, co bardzo wpłynęło na efektywność starań. W tej grupie szczególnie wyróżniły się Kłodawa i Nowogród Bobrzański. Oprócz pozytywnego nastawienia i przygotowania, zadbano tam kompleksowo o finansowanie udziału własnego w projekcie – z dochodów własnych, a gdy tych nie starczało – wzięto kredyty bankowe, po to by nie zmarnować szansy.

Jednym z uczestników procesu przyznawania środków z UE był Lubuski Urząd Marszałkowski. NIK ocenia jego udział pozytywnie, choć przy dwóch pierwszych turach przyjmowania wniosków wystąpiły nieprawidłowości. Pośpiech, w jakim się to odbywało, mógł stworzyć sytuację, gdy wygrały nie najlepsze projekty, ale najszybciej przygotowane i złożone. Pośpiech ów wynikał z obaw przed niewykorzystaniem pieniędzy w terminie. Terminowość zaś była warunkiem otrzymania pomocy UE.

źródło: nik.gov.pl

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj