I już po targach w Bydgoszczy. Wiedziałem, że warto tu przyjeżdżać. Nie tylko po to, aby zobaczyć ekspozycję, ale przede wszystkim, żeby spotkać ludzi z branży. A przy tym można dowiedzieć się całkiem sporo. Tym właśnie chcę się teraz z Państwem podzielić.

Odczucia, jak zwykle, mam bardzo różne – refleksji wystarczyłoby na niejeden tekst. Podczas imprezy rozmawiałem z prof. Markiem Gromcem, którego szczególnie pozdrawiam, oraz z ministrem Stanisławem Gawłowskim, któremu się kłaniam. Piszę o ludziach, których spotkałem, ponieważ w branży (i nie tylko) mamy zwyczaj narzekać na brak autorytetów i zainteresowania naszym sektorem jako takim. A to nieprawda. Dołączając do grona autorytetów prof. Mariana Kwietniewskiego, możemy powiedzieć, że w Polsce osób zaangażowanych i sprzyjających branży nie brakuje. Nie będę wymieniał wszystkich, bo nie o to w tym tekście chodzi. Należy wykorzystać szansę, jaka się nadarza. Ale żeby to uczynić, trzeba wiedzieć, czego się chce. A ja nie jestem do końca przekonany, że branża wie. A przecież wystarczy mieć pomysły i… próbować je realizować. Jednak przedtem należy dojść do porozumienia.

Osiągnąć konsensus

W branży potrzeba kompromisu. Czy stanowi to poważny problem? Odpowiedź jest prosta i banalna – nie. Nasze firmy cieszą się dzisiaj (i słusznie) swoimi pięcioma minutami w historii, wykorzystując dotacje unijne, inwestując na przyszłość. Następne pokolenia z pewnością będą nam za to wdzięczne. Ale czy patrząc wstecz, z uznaniem odniosą się również do organizacji naszej branży, przypominającej rozwiązania rodem z lat 90. ubiegłego stulecia? Myślę, że nie, ponieważ pod względem organizacyjnym nic nie zmienia się w naszym sektorze. A co gorsza, nie ma nawet większych nadziei na zmiany. Niestety, jest tak, że jeśli jakaś branża nie przeobraża się sama, to zaczyna to robić ktoś inny. Przykładów istnieje wiele. Jednak nie można mieć pretensji do tych, którzy dokonają zmian za nas. Wtedy być może nie będzie już wokół nas tak zaangażowanych ludzi i tak sprzyjającej atmosfery jak dzisiaj. Pamiętajmy o starym sportowym powiedzeniu, że niewykorzystane sytuacje mszczą się.

Mamy pięć minut

Obecnie w budżetach gmin bieda aż piszczy, a w naszych firmach (pewnie nie we wszystkich, ale w większości) radzimy sobie całkiem dobrze. To nasze pięć minut. Firmy wodociągowo-kanalizacyjne są łakomymi kąskami, który prędzej czy później zostanie skonsumowany w celu zaspokojenia ssącego głodu budżetowego żołądka. Wyobrażam sobie to, że spośród naszych blisko dwóch tysięcy firm sprzedanych zostanie pewnie dwadzieścia, a w najlepszym wypadku pięćdziesiąt. Reszta będzie nadal funkcjonować w zupełnie innym otoczeniu. Znacznie mniej przyjaznym i bardziej agresywnym. Wówczas znikną szanse na budowanie polskich kompetencji w branży wodociągowej, bo zostaną one, mówiąc kolokwialnie, powymiatane.

W oczekiwaniu na halę

Od osoby wysoko postawionej w naszej branży i na dodatek decyzyjnej usłyszałem, że w przyszłym roku na terenie targów ma stać już hala. Bardzo się z tego cieszę, bo faktycznie rok temu zapewniano, że za dwa lata tak ma być. To dobrze, bo to chyba ostatni dzwonek, aby zatrzymać wystawców, którzy pewnie za kilka lat wykażą mniejszą skłonność do wydawania pieniędzy na ekspozycje, bo klientów będą mieli jakby mniej, gdy skończą się dotacje unijne. Jeśli tylko standardy osiągną poziom europejski, a ceny pozostaną polskie, to ta impreza utrzyma się na rynku. Czego nie tylko sobie życzę. W przeciwnym razie… Wolę nie kończyć tego zdania, bo jak już kiedyś pisałem, targi berlińskie odbywają się niedaleko… Życzę więc wszystkim, byśmy za rok spotkali się w nowej, klimatyzowanej hali z pięknym parkingiem, najlepiej podziemnym, i systemami informacji dla uczestników targów. Wówczas nawet dojazd stanie się mniej uciążliwy. Mam nadzieję i trzymam za to kciuki, że za rok będę mógł napisać (jeśli jeszcze będę się tym zajmował), że byłem na ekstratargach w supermiejscu.

Paweł Chudziński, Aquanet Poznań

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj