No, i po wakacjach. Były, minęły. Każdy wyjazd jest sposobnością do tego, żeby odwiedzić nowe miejsca. Każde nowe miejsce jest okazją do porównań tego, gdzie mieszkamy, z tym, co spotykamy na naszej drodze. Każde porównanie wywołuje w nas albo dumę, albo wprawia w zadumę. Dobrze, gdy refleksja budzi w nas chęć zmian – na lepsze. Wówczas możliwy staje się postęp. Trzeba tylko wiedzieć, kogo i w czym podpatrywać. Jaki wyznaczyć sobie cel. Rynek wodociągowy nie jest rynkiem konkurencyjnym. Jesteśmy (jak na razie) naturalnymi monopolistami. Ale to zaczyna się powoli zmieniać. To dobry czas na naukę. Od lepszych.

Poprzednie zdanie zabrzmiało pewnie dość obrazoburczo dla niektórych szefów firm wodociągowych. Wielu z nas bowiem ma (lecz nie wiadomo, dlaczego) przeświadczenie, że zarządzają najlepszymi firmami wodociągowymi (przynajmniej w Polsce, jeśli nie w Europie). Ale czy tak jest naprawdę?

Wiatr ze wschodu

Jesteśmy członkiem Unii Europejskiej i krajem, który musi nadrobić spore opóźnienia, również w branży wodociągowej. Dlatego czerpiemy z doświadczeń państw za naszą zachodnią granicą. I bardzo dobrze, tym bardziej że na kilku płaszczyznach osiągamy już poziom rozwoju przedsiębiorstw wodociągowych krajów „starej” Europy. Jednak nasza kochana i bezpieczna Europa jakby przestała przewodzić w technologiach i rozwiązaniach stosowanych w naszej branży. Postęp obecnie stał się domeną krajów Dalekiego Wschodu. Czy nam się to podoba, czy nie. I nie jest tak, jak twierdzą niektórzy, że chińskie albo koreańskie produkty są słabej jakości. To właśnie w tych państwach dzisiaj powstają technologie jutra. Od tych partnerów winniśmy się uczyć. Pisałem już kiedyś, że nie mamy instytutów ani placówek badawczych w Polsce zajmujących się naszą branżą. Niedługo tak samo będzie również w innych krajach Europy. Nie tak dawno moi współpracownicy byli na targach w Korei i nie zostali wpuszczeni do oczyszczalni ścieków. Koreańczycy tłumaczyli, że nie chcą zdradzać swojego know-how. Pewnie za kilka lat będą sprzedawać tę technologię, którą dzisiaj rozwijają. Korea nie jest wyjątkiem, bo podobne postępy odnotowują Chiny, Indie i inne kraje Dalekiego Wschodu, które wciąż u nas uważane są za peryferyjne i słabo rozwinięte.

Otworzyć drzwi

W agendach Unii Europejskiej trwają prace nad urynkowieniem naszej branży. Informacje, które do mnie docierają, świadczą o tym, że prace te, pomimo iż nie mają jakiegoś zastraszającego tempa, to jednak trwają. Z kuluarowych przekazów wynika, że rozwiązań gotowych do konsultacji należy się spodziewać w ciągu kilku najbliższych lat. W związku z tym chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami. Po pierwsze, chyba nie mamy w naszej branży swoich własnych pomysłów na to, jak chcielibyśmy, by takie otwarcie rynku wyglądało. Mówienie ciągle „nie”, nie jest żadnym rozwiązaniem. Urynkowienie mają już za sobą inne branże, choćby energetyczna czy telekomunikacyjna, i jak wiadomo, nic strasznego się nie wydarzyło. Zatem jeśli chcemy liczyć się w tej dyskusji, to powinniśmy jako branża (a zwłaszcza nasza Izba Gospodarcza „Wodociągi Polskie”) wypracować własne i wspólne (oraz spójne) stanowisko w tej kwestii, i to aktywne, a nie negujące. Po drugie, obawiam się, że chęć stworzenia czytelnych i przejrzystych reguł w zakresie konkurencji na rynku wodociągowym równocześnie przyczyni się do powstania zagrożenia dla nakładów na badania i rozwój wewnątrz firm wodociągowych. Jest to istotny element, ponieważ dbając o wysokość rachunków naszych klientów dzisiaj powinniśmy też mieć na względzie rachunki naszych klientów za kilkanaście, a najlepiej za kilkadziesiąt lat. Mam bowiem przeświadczenie, że w tym naszym cieplutkim europejskim bagienku zjadamy powoli swoje własne zapasy, latami i z mozołem wytwarzane przez naszych poprzedników. Trzeba też wspomnieć, że nie ma aktualnie w Polsce kapitału aktywnego w naszej branży, który mógłby być poważnym graczem choćby na polskim rynku w przypadku jego pełnego otwarcia.

Last but not least

Ostatnią kwestią, którą chciałbym poruszyć, jest benchmarking. Nasz polski izbowy benchmarking. I pomimo iż nie jest on doskonały, że mam do niego sporo uwag, to jest coś, co mi się w nim bardzo podoba. Coś, czego często brakuje w naszych firmach. Chodzi o pokorę i samokrytycyzm jego autora. Pan Mateusz Bogdanowicz chce się uczyć i chce udoskonalać to, co już zrobił. Dodatkowo wie, od kogo się uczyć, i ma wsparcie „z góry”. Dzięki tej nauce my wszyscy też zyskamy możliwość poszerzania wiedzy – tu, w Polsce, nawzajem od siebie. Życzę więc nam, byśmy mieli tyle pokory i tyle chęci do nauki, ile ma pan Mateusz. Czas płynie nieubłagalnie. Młodsi już nie będziemy, ale możemy być mądrzejsi. Jeśli tylko wystarczy nam determinacji i konsekwencji.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet Poznań


UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj