Czy nowoczesna instalacja, charakteryzująca się wysoką efektywnością energetyczną, może w wyniku przepisów unijnych przegrać konkurencję na europejskim rynku z przestarzałą, mało efektywną energetycznie instalacją, wytwarzającą ten sam produkt? Wydaje się, że jest to niemożliwe.

Przecież Unia promuje nowoczesne, innowacyjne rozwiązania, efektywność energetyczna jest sztandarowym priorytetem, a zachowanie konkurencyjności to podstawa – wręcz sens istnienia tej organizacji. Niestety, okazuje się, że w świetle projektu decyzji Komisji Europejskiej, jeżeli ta nowoczesna instalacja wykorzystuje do produkcji węgiel, to stanie się niekonkurencyjna na rynku i zostanie z niego wyrugowana przez przestarzałą instalację zasilaną gazem ziemnym. To nie jest teoretyczne rozważanie, to fakt, który dotyczy wielu przedsiębiorstw, niejednokrotnie mających kluczowe znaczenie dla gospodarki.

Chodzi tu o projekt decyzji Komisji Europejskiej określającej zasady alokacji bezpłatnych uprawnień do emisji gazów cieplarnianych i wskaźniki emisyjności, tzw. benchmarki, będące podstawą do ich przydziału. Stanowi ona akt wykonawczy do dyrektywy 2003/87/WE o europejskim systemie handlu emisjami (EU ETS), który będzie poddany głosowaniu przez kraje członkowskie na posiedzeniu Komitetu ds. Zmian Klimatu w połowie grudnia br.

Gaz – niekorzystny wskaźnik dla Polski

Powodem takiej sytuacji jest sztywne stanowisko Komisji Europejskiej, głoszące, że paliwem referencyjnym dla wszystkich instalacji, niezależnie od rodzaju paliwa, jakiego faktycznie się używa, jest gaz ziemny. Oznacza to, że instalacja stosująca np. węgiel otrzyma taką samą ilość bezpłatnych uprawnień jak ta bazująca na gazie ziemnym. W efekcie, z uwagi na wyższą emisyjność węgla, instalacja wykorzystująca to paliwo będzie musiała zakupić większą ilość uprawnień na aukcji, a tym samym ponieść wyższe koszty. Aby zapobiec takiemu naruszeniu konkurencyjności oraz usunąć inne mankamenty komisyjnego rozwiązania, Polska proponuje wprowadzenie paliwowego współczynnika korygującego. Pragnę podkreślić, że regulacja ta, a szczególnie uwzględnienie polskiej propozycji, ma olbrzymie znaczenie nie tylko dla naszej gospodarki, ale także dla wielu innych krajów członkowskich oraz dla kondycji i konkurencyjności całej gospodarki Unii Europejskiej. Zastosowanie gazu ziemnego jako paliwa referencyjnego bez uwzględnienia paliwowego współczynnika korygującego spowoduje bowiem:
• Pogorszenie konkurencyjności sektorów przemysłowych, takich jak: stalowy, chemiczny, papierniczy i ciepłowniczy nie tylko wobec konkurencji spoza EU, lecz także wewnątrzunijnie – wobec instalacji wykorzystujących mniej emisyjne paliwa.
• Zagrożenie wystąpieniem zjawiska wycieku emisji (tzw. carbon leakage) nie tylko do krajów pozaunijanych (np. Ukraina, Białoruś, Bliski Wschód, Daleki Wschód), lecz także wewnątrz Unii.
• Pogorszenie jakości powietrza (wzrost poziomu tzw. low emissions) w państwach o znaczącym udziale ciepłownictwa sieciowego i kogeneracji na rynku ciepłowniczym, wykorzystujących bardziej emisyjne paliwa niż gaz ziemny. Na skutek istotnego wzrostu cen ciepła wywołanego koniecznością zakupu uprawnień do emisji nastąpi proces odłączania się odbiorców od sieci scentralizowanych. Powstałe w ten sposób lokalne źródła ciepła charakteryzować się będą niższą sprawnością (wytwarzanie ciepła bez skojarzenia z produkcją energii elektrycznej) oraz wyższą emisją zanieczyszczeń (brak urządzeń ochronnych przy wykorzystaniu tańszego, gorszej jakości paliwa).
• Ograniczenie możliwości finansowych przemysłu w związku z koniecznością nabywania uprawnień do emisji i w efekcie zmniejszenie nakładów na rozwój nowych technologii i inwestycje.

Wyważona propozycja

Jestem przekonany, że propozycja Polski jest bardzo wyważona, a co warto jeszcze raz podkreślić, nie stanowi wyłącznie rozwiązania polskich problemów, ale okazuje się korzystna dla wielu krajów, a co najważniejsze dla UE jako całości. Ten właśnie aspekt naszej propozycji podkreślamy we wszystkich rozmowach prowadzonych na forum unijnym i z krajami członkowskimi. Oczywiście dla krajów, które chcą wykorzystać realizację ważnego i szczytnego zadania, jakim jest ochrona klimatu, do zajęcia pozycji dominującej na rynku przez własne przedsiębiorstwa, propozycja polska nie będzie korzystna. Ale takim zachowaniom i tendencjom UE, w tym Komisja Europejska, musi się z całą mocą i autorytetem przeciwstawiać, bo właśnie w tym celu została utworzona.

Pragnę jednocześnie zapewnić, ze polska propozycja w żadnym stopniu nie osłabia działań w zakresie sukcesywnego ograniczania emisji gazów cieplarnianych, a wręcz je wzmacnia. Prawie wszystkie instalacje objęte ETS-em nadal będą miały bardzo silną ekonomiczną motywację do działań redukcyjnych, gdyż tylko 5% instalacji, i to tylko tych w sektorach narażonych na znaczące ryzyko „carbon leakage”, otrzymywać będzie 100% bezpłatnych uprawnień. Natomiast dzięki utrzymaniu konkurencyjności – co właśnie zapewnia polska propozycja motywację do działań redukcyjnych będą miały także te instalacje, które w wariancie komisyjnym straciłyby nie tylko motywację ale także zdolność do działań w zakresie ograniczania emisji gazów cieplarnianych.

Przygotowana na zlecenie Ministerstwa Gospodarki przez kancelarię CMS Cameron McKenna opinia prawna stwierdza, że polska propozycja jest w pełni zgodna z dyrektywą EU ETS 2003/87/WE. Co więcej, rozwiązanie forsowane przez Komisję Europejską może prowadzić do naruszenia fundamentalnej dla prawa wspólnotowego zasady równości i zakazu dyskryminacji. Dotyczy to w szczególności konsekwencji wynikających z diametralnych różnic w emisyjności takich paliw jak gaz ziemny lub węgiel kamienny. Należy zauważyć, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, za dyskryminację uznaje się nie tylko odmienne traktowanie podobnych sytuacji, ale także równe traktowanie sytuacji, które nie są porównywalne.

Zbigniew Kamieński, zastępca dyrektora Departamentu Rozwoju Gospodarki w Ministerstwie Gospodarki
Tytuł i śródtytuły od redakcji


 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj