W ostatnich miesiącach nurt czasu gwałtownie przyspiesza. Branża wodociągowo-kanalizacyjna znajduje się na wielkim finiszu. Nieubłaganie zbliża się czas kończenia inwestycji dofinansowywanych przez UE.

Jednak nieustannie brakuje środków. Zadłużone są gminy i przedsiębiorstwa wod-kan, a 2015 r. przestał być odległą przyszłością. W aktualizacji KPOŚK 2010 przesunięto terminy zakończenia inwestycji ponad 120 firm, dla których 2010 r. okazał się datą niemożliwą do dotrzymania. Czy będą w stanie ukończyć budowy i zmodernizować sieci wodociągowe, kanalizacyjne, oczyszczalnie ścieków, a także stacje uzdatniania wody do 2015 r. – terminu, którego nie uda się już zmienić?

A małe gminy i ich przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne? Unijnych grantów nie dostały. Im też brakuje środków na konieczne inwestycje. Atmosfera robi się coraz bardziej nerwowa, tym bardziej że zarówno gminy, jak i ich przedsiębiorstwa znalazły się w centrum uwagi urzędów kontrolnych.
Strumień kontroli

Branżę w okresie ostatnich 4 lat kontrolowali NIK (czterokrotnie) i UOKiK. Pierwsza kontrola NIK (2010 r.) dotyczyła realizacji KPOŚK i pomimo ogólnej dobrej oceny, raport zawierał wiele uwag dotyczących przedmiotu kontroli i wszystkich organów nadzorujących prawidłowość prowadzonych inwestycji. W efekcie wydźwięk materiału pokontrolnego był przygnębiający. Kolejna kontrola przeprowadzana mniej więcej w tym samym czasie dotyczyła gospodarowania osadami ściekowym. I znów niby dobrze, bo zmniejszyła się ilość osadów składowanych, ale to, co zostało zagospodarowano jako nawóz rolniczy i rekultywacyjny, nie było właściwie badane. Trzecia kontrola NIK dotyczyła strat wody. Na podstawie wyników z 14 gmin i 10 przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych stwierdzono, że straty wody w Polsce sięgają 26,4%. Z danych, które posiada IGWP i które dotyczą 120 przedsiębiorstw wynika, że straty wody to 14,9% i są one skutkiem eksploatowania, szczególnie w centrach dużych miast, starych sieci wodociągowych, budowanych na początku XX w. z żeliwa szarego. UOKiK nie zostawił na branży suchej nitki. Z wieloma zarzutami trudno się nie zgodzić, jednak nie były one pochodną pokrętnych działań przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych, które UOKiK nazywa naturalnymi monopolistami, ale w większości wynikały z ułomnego prawa, braku wielu rozporządzeń, nieprecyzyjnych definicji, jak również wielu nietrafnych konkluzji kontrolującego. Najlepszym dowodem na prawdziwość tego twierdzenia są absolutnie rozbieżne wyroki sądów w tej samej sprawie. Ostatnia kontrola NIK, której wyniki opublikowano 12 czerwca bieżącego roku, dotyczyła gospodarki ściekowej gmin na obszarach nieobjętych systemami kanalizacji zbiorczej. Z raportu wynika, że w 2011 r. do oczyszczalni ścieków nie miało dostępu 34,8% mieszkańców Polski, a w 28 gminach objętych kontrolą do oczyszczalni dowożono średnio 8,4% nieczystości wytworzonych na terenach nieskanalizowanych, natomiast o 91,6% ścieków gminy nie posiadały informacji. Całe terytorium Polski zostało przez UE potraktowane jako obszar wrażliwy, a więc podlegający szczególnej ochronie ekologicznej, więc wnioski optymizmem nie napawają.

Meandry i mielizny

Trudno, analizując kolejne wyniki przeprowadzanych kontroli, nie mieć jednak poczucia pewnej niesprawiedliwości, jeśli chodzi o w ocenę branży. Przybywa oczyszczalni ścieków, stacji uzdatniania wody (w wielu miejscach w Polsce woda, nadaje się do picia wprost z kranu i ma doskonałe parametry), rośnie długość sieci wodociągowych i przede wszystkim kanalizacyjnych (stopień skanalizowania kraju w 1990 r. był katastrofalny), wykonano już ogrom naprawdę ciężkiej pracy i zainwestowano duże sumy. To był skok cywilizacyjny. Mamy coraz czystsze rzeki i dobrze chronione środowisko naturalne, a wyniki kontroli są miażdżące. Dlaczego? To tajemnica. Oczywiście branża popełnia błędy, a już szczególnie wtedy, gdy dzieje się tak dużo.

Z inicjatywy i przy współudziale Izby, zrzeszającej 420 podmiotów zajmujących się zbiorowym zaopatrzeniem w wodę i zbiorowym odprowadzaniem ścieków, powstała w 2001 r. pierwsza prawna regulacja branży. Również z inicjatywy IGWP i jej członków w 2007 r. ustawa o z.z.w.w.i.z.o.ś. została znowelizowana. Branża dzięki zaangażowaniu Izby walczy o lepsze prawo, konsultuje kolejne akty prawne dotyczące jej działalności i domaga się jasnych reguł gry rynkowej. Szkoda, że kontrolujący wydają się pomijać w swoich wnioskach realia, w jakich branża wodociągowo-kanalizacyjna funkcjonuje.

Ostatnie lata to występowanie Izby do władz z wnioskami o opracowanie krajowego programu zagospodarowania osadów ściekowych, o uregulowanie prawne gospodarowania wodami opadowymi i roztopowymi, o rozporządzenia dotyczące technicznych norm dla sieci wodociągowych i kanalizacyjnych. To również dyskusja wewnątrz branży o jej przyszłości. Mamy świadomość, że za inwestycjami idą koszty, a potem rosną ceny za wodę i ścieki. Branża nie dąży do maksymalizacji zysku, zdając sobie sprawę z faktu, że woda jest dobrem koniecznym do życia i cena, jaką może płacić społeczeństwo za korzystanie z jej zasobów, musi być akceptowana przez użytkowników i społecznie sprawiedliwa. Wszystko wymaga jednak czasu i szukania właściwych wzorców. Polskie przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne mają podobne problemy jak te krajach „starej UE”. Rozdrobnienie branży, inwestycje, brak gotówki. W Wielkiej Brytanii regulatorem cen i zysku firm wod-kan jest Ofwat. Ocena sektora brytyjskiego jest taka, że „dusząc” ceny, regulator hamuje rozwój. W Czechach oddzielnie sprywatyzowano operat i oddzielnie infrastrukturę. W efekcie nastąpiło duże rozdrobnienie sektora i jest pewne, iż Czechy nie wykorzystają funduszy europejskich. Polska branża wod-kan pewnie popłynie własnym nurtem, rzeką, która, jak dotąd, ma dużo tajemnic.

Dorota Jakuta, dyrektor IGWP

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj