Mamy wakacje. Postaram się więc nie dręczyć Państwa poważnymi tematami, żeby było przyjemniej niż zazwyczaj (w tym stwierdzeniu ukryta jest informacja, że zwykle wcale nie jest przyjemnie, z czym nie wszyscy muszą się zgadzać). Chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami na temat doceniania pracowników i zauważania ich trudu na co dzień.

Szychy

Jak wiadomo, prezesi i dyrektorzy siedzą w wieżach z kości słoniowej i są oderwani od rzeczywistości. Tak przynajmniej wygląda to z perspektywy szeregowego pracownika (niektórzy twierdzą, że właściwie poza piciem kawy i spotykaniem się szefostwo niczego innego nie robi). I jest trochę racji w słowach o tym oderwaniu od rzeczywistości, bo żeby planować coś, co ma się wydarzyć za kilka lat, trzeba nieco zaniedbać to, co dzieje się dzisiaj i pozostawić to innym. Niemniej przekazując bieżące sprawy innym, należy ciągle pamiętać o pracowniku. Także tym szeregowym, a właściwie głównie o nim. Im większa organizacja, tym łatwiej jest zapomnieć. Znam kilka takich przypadków, kiedy ludzie na wysokich stanowiskach tak naprawdę boją się swoich podwładnych. Boją się ludzi. A to niedobrze. Cóż znów uderzyłem w mentorski ton, a miało być weselej. Zatem przepraszam i już się poprawiam.

Raz na wesoło

Jeśli ma być wesoło, to może pomówmy o poczuciu humoru. Polacy, niestety, nie mają go zbyt dobrego. A im wyżej w hierarchii, tym mniejszy poziom wesołości i dystansu do świata. Mam szczęście pracować wśród ludzi, którzy w większości mają poczucie humoru, a niektórych z nich stać nawet na autoironię. To już jest naprawdę coś! Na dodatek część z tych ludzi jest pozytywnie złośliwa (podobno złośliwość to cecha ludzi inteligentnych, ale nie dam im tej satysfakcji, stwierdzając, że tacy właśnie są). Pracuje się zdecydowanie bardziej komfortowo właśnie z takimi osobami. Są to ludzie na dość wysokich stanowiskach, ale nie boją się ocen innych (chociaż czasem się obrażają, gdy im coś powiem, ale na szczęście nie na długo). Nie boją się też żartów ze strony swoich kolegów i koleżanek z pracy. Myślę, że choćby częściowo dlatego, że znają swoją wartość i dobrze wiedzą, że niespecjalnie ważne jest to, kto i co na ich temat mówi, bo przecież nie od tego zależy ich praca. Jest ona bowiem zależna od ich kompetencji. Nie wpadają również w furię, gdy ktoś krytycznie odnosi się do ich pracy. Raczej się zrewanżują albo przemienią to w żart. Prawdą jest też to, że staramy się nie siedzieć w wieży z kości słoniowej. Wówczas nie powstają niepotrzebne napięcia i konflikty. Istotne jest również wzajemne zaufanie, ale z tym bywa już naprawdę różnie.

Z oddali

Jeszcze gorzej niż z poczuciem humoru i autoironią jest z dystansem do siebie. Coś takiego, mam wrażenie, w ogóle nie występuje. A szkoda. Posiadam dwóch przyjaciół (mam nadzieję że nie będą uważali tego za nadużycie) – jednego z Warszawy, a drugiego z Krakowa, którzy mają właśnie tę wspaniałą zdolność spojrzenia na siebie z dystansem (chyba nie muszę dodawać, że obaj są dość złośliwi). Przebywanie z nimi to prawdziwa uczta dla ducha i dla umysłu. Racjonalność z odrobiną autoironii dają naprawdę wspaniałe rezultaty. Moi przyjaciele nie wygłaszają płomiennych mów, a co najwyżej nieustępliwie zadają pytania. Czasem ich wypowiedzi są tak cięte, że odbiorca nie zauważa nawet ostrza. Kiedyś uknułem sobie powiedzenie na bazie słynnej przepowiedni dla Cezara, która brzmiała: „strzeż się id marcowych”, co było ostrzeżeniem przed zamachem na jego życie. Moja wersja brzmi: strzeż się marcowych idiotów, bowiem przybierają oni bardzo poważne maski. Wiem, że to może nieładnie, ale z drugiej strony przecież nie tylko marcowi idioci są groźni. Proces głupienia jest niezauważalny dla głupiejącego.

Mam wrażenie, że niektórzy wielcy ludzie (nasz branża też nie jest wyjątkiem) mają głęboko w ziemi zakopaną poprzeczkę, jeśli chodzi o poczucie humoru, ale i tak się o nią potykają. Cóż, jak się człowiek napompuje i nadmucha to wydaje mu się, że jest większy i mądrzejszy, bo głośno gada. A przecież wiemy, dlaczego dzwon tak jest głośny – bo w środku pusty.

I kończąc tym miłym akcentem, wszystkim Państwu życzę wesołych wakacji.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet Poznań

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj