Większość państw Unii Europejskiej leży nad morzami lub ocenami. Od wieków korzystały one z zasobów morza w postaci m.in. ryb i innych zwierząt. I od wieków morza były eksploatowane wspólnie. To rodziło konflikty, a nawet wojny morskie o prawa do łowisk. Od lat 60. do 90. ubiegłego stulecia wytrzebiono 80% populacji ryb na morzach wokół Unii Europejskiej. Stało się jasne, że Unia musi zająć się regulacjami wspólnej polityki w odniesieniu do rybołówstwa swoich państw członkowskich oraz do państw spoza jej obszaru w zakresie połowów i handlu rybami oraz produktami rybnymi.

Pierwsze akty prawne związane z rybołówstwem powstały w 1970 r., a w 1983 r. oficjalnie została ustanowiona Wspólna Polityka Rybacka UE – z regulacjami prawnymi i funduszami na jej działanie.

W latach 90. XX w. i na początku obecnego stulecia Komisja Europejska odnotowała kolejne ważne sygnały świadczące o blamażu Wspólnej Polityki Rybackiej, także tej poprawionej w 2002 r. Jest ona zapewne dużo mniej efektywna od powszechnie krytykowanej do niedawna Wspólnej Polityki Rolnej. Przykładowo: jedno z czołowych działań – zmniejszenie zdolności połowowej kutrów rybackich ze względu na przełowienie łowisk mórz, mimo wydania setek milionów euro, zamiast redukcji przyniosła dwukrotny wzrost możliwości połowowych kutrów. Skasowano setki starych kutrów, lecz równolegle na nowych pojawiły się „nowoczesne” technologie połowu i nowe moce, które powodują efekt odwrotny od zamierzonego. Ważne gospodarczo gatunki ryb, takie jak tuńczyk błękitnopłetwy, dorsz atlantycki i bałtycki, halibut atlantycki i grenlandzki, łosoś atlantycki i bałtycki, znajdują się na granicy załamania populacji w wyniku przełowienia. Większość osobników tych gatunków jest wyławiana, zanim dojdzie do dojrzałości płciowej i może odbyć tarło. Giną także ssaki morskie: foki, delfiny oraz liczne ptaki. Nasz bałtycki delfin – morświn liczy prawdopodobnie kilkaset osobników i jest na krawędzi zagłady, o czym alarmują opinię publiczną naukowcy i przyrodnicy (więcej czytaj „Przegląd Komunalny” 5/2008 s. 128).

Politycy naciskani przez organizacje pozarządowe, opinię publiczną i media deklarują powstanie strategii morskich zorientowanych na ochronę przyrody i zasobów morskich.

Po kilku latach prac Rada i Parlament Europejski przyjęły w 2008 r. dyrektywę ramową w sprawie strategii morskiej. Jej istotnym celem jest osiągnięcie dobrego stanu ekologicznego mórz do 2020 r.

Z kolei rok wcześniej Rada Europejska zobowiązała Komisję do przygotowania pierwszej całościowej strategii dla regionu Morza Bałtyckiego do czerwca 2009 r. Ten dokument nie jest tak „twardy” jak dyrektywa, która musi być przeniesiona na grunt praw krajowych i wdrażana pod rygorem kar finansowych. Jednak fakt zaangażowania takich państw nadbałtyckich jak Szwecja, Niemcy, Finlandia czy Dania, a w Polsce włączenie się do prac nad dokumentem rządu RP i konwentu marszałków województw, dowodzi, że dokument ten rzeczywiście może stanowić bardzo ważną strategię wytyczającą ramy współpracy, inwestowania i finansowania ze strony budżetu UE i innych instytucji – tj. może być częścią polityki UE.
Strategia dla regionu Morza Bałtyckiego obejmuje cztery ambitne cele: zapewnienie mu ekologicznej równowagi, dobrobytu, otwartości i atrakcyjności oraz stabilności i bezpieczeństwa. Strategia proponuje konkretne działania w obszarze współpracy naukowej i rozwoju innowacji w gospodarce (z czego słyną Finowie i Szwedzi), rozwoju infrastruktury drogowej, kolejowej i morskiej integrującej państwa bałtyckie, współpracy w zachowaniu gospodarki w tradycyjnych branżach (takich jak rybołówstwo i rolnictwo) oraz ochronę środowiska Morza i jego zlewni, gdzie mieszka 80 mln ludzi.

Ten ostatni cel ma już silne oprzyrządowanie w postaci ww. dyrektywy. Tu te dwie strategie się spotykają i uzupełniają.

Rząd RP bardzo mocno zaangażował się w strategię dla regionu Morza Bałtyckiego, a słabo w dyrektywę. Dość powiedzieć, że w ramach kampanii „Bałtyk jest w Polsce. Bałtyk jest w Europie” (www.baltyk.org.pl) nie udało nam się zaprosić przedstawiciela rządu do zaprezentowanie prac nad dyrektywą, gdyż… przez miesiąc nie mogliśmy ustalić organu centralnego, który jest za to odpowiedzialny!?

Tymczasem do lipca 2010 r. Polska powinna mieć uchwaloną ustawę i przepisy wykonawcze, które pozwolą na wdrażanie ww. dyrektywy.

Może ktoś w rządzie błędnie uznał, że „duża” strategia jest najważniejsza. Ale jeśli ktoś tak pomyślał i stąd zamieszanie kompetencyjne, to lepiej, aby jak najszybciej zaczął myśleć, że bez wdrożenia ramowej dyrektywy chroniącej ekosystem morza nie będzie można rozpocząć żadnych działań gospodarczych i biznesowych. Unia już przy okazji wdrażania sieci Natura 2000 i systemu ocen oddziaływania na środowisko pokazała nam wyraźnie, że iluzją jest liczenie na otrzymywanie wsparcia finansowego ze środków UE i jednoczesne lekceważenie dyrektyw chroniących środowisko i jego zasoby na lądzie czy morzu! Nie chciałbym, abyśmy musieli być tak „wychowywani” ponownie – poprzez wstrzymanie środków UE dla Polski na lata 2007-2013 z powodu braku postępów w ochronie środowiska i przyrody. Tej ostatniej, według niektórych polityków, mamy za dużo, za mało natomiast autostrad, elektrowni atomowych, parkingów, wyciętych przy drogach drzew, uregulowanych, zamienionych w cieki rzek, przekopanych mierzei, spalarni śmieci i GMO.

Jestem pewny, że gdybyśmy te wszystkie „inwestycje szczęścia i dobrobytu” zrealizowali, ci sami politycy staraliby się zamieszkać jak najdalej od nich.

Radosław Gawlik, Zieloni 2004, Stowarzyszenie Ekologiczne Eko-Unia

 


 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj