Ogłaszam zakończenie obchodów setnego artykułu. To świętowanie szczególnie huczne nie były, ale jednak okazało się miłe. Czas wrócić do szarej rzeczywistości, chociaż temat, który chcę dzisiaj poruszyć, nie jest taki zupełnie codzienny. Ani nawet cotygodniowy lub comiesięczny. Chcę podzielić się moimi poglądami, dotyczącymi Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie” i wyboru jej władz w najbliższym czasie.

Izba, jak wiemy, jest jedynym (jak na razie) ogólnopolskim reprezentantem firm wodociągowych. Właśnie dlatego zajmuję się nią częściej niż innymi organizacjami, bo zależy mi na jej właściwym funkcjonowaniu (pomijam już fakt, że w działanie Izby włożyłem trochę serca i pracy). Nadchodzi czas wyboru nowej Rady Izby, czyli ciała, które wyznacza kierunek rozwoju i odpowiada za atmosferę w branży. Czas jest szczególny, bo kolejna kadencja zbiegnie się z zakończeniem okresu dostosowawczego Polski do standardów europejskich. Wówczas nastąpi okres rozliczeń. Ale przedtem trzeba przygotować dane i ustalić podstawy rozliczeń między branżą a administracją odpowiedzialną za wdrożenie odpowiednich norm. Nie wszyscy bowiem, mówiąc jedno, mają na myśli dokładnie to samo (to już nie te czasy, gdy partię utożsamiano z Leninem). To właśnie teraz należy postanowić, co, kiedy, gdzie i jak będziemy sprawdzać. Na jakiej podstawie uznamy, że coś jest dobre, a co innego wymaga poprawy. Niestety, pozostało zbyt mało czasu. A ewentualne kary, które możemy zapłacić jako kraj za niedostosowanie się do wymaganych norm, są dzisiaj trudne do oszacowania, ale z pewnością nie będą małe i dotkną poszczególnych przedsiębiorstw wodociągowych.

Co w Izbie piszczy?

No właśnie. Możemy jako branża (czytaj: Izba) nadal zajmować się definicją przyłącza (mam wrażenie, że jest to ulubiony temat niektórych moich kolegów, choć nie podejrzewam, że na tym kończą się ich kompetencje) lub też zaczniemy rozwiązywać problemy. Do tego drugiego potrzeba jednak znacznie większej otwartości i zdolności do zawierania kompromisów. A to ostatnie jakoś zupełnie nam nie wychodzi. W dalszym ciągu hołdujemy zasadzie, że szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Chyba po raz pierwszy powstał projekt ustawy, naszej ustawy, będącej jakby konstytucją branży, napisany przez kogoś spoza administracji, kto rozumie nasze problemy, a z drugiej strony zna ramy prawne, w których należy się poruszać. Jest to projekt ustawy napisany przez prof. Bartosza Rakoczego. I chodzi mi o to, by tego projektu nie utopić w sadzawce wzajemnej niechęci i egoistycznych pobudek. Życzę temu dokumentowi i jego autorowi jak najlepiej, jednak moje doświadczenia, wynikające z wielokrotnych prób osiągania kompromisów w naszej branży, podpowiadają mi, że łatwo nie będzie.

Kto kogo potrzebuje?

I właśnie zachęcając do zawierania kompromisów i oderwania się od własnego „ja”, chciałbym ten tekst zakończyć. Otóż za kilka tygodni odbędzie się głosowanie, które wyłoni członków Rady Izby. W ubiegłym roku próbowano ustanowić parytet w tym organie pomiędzy firmami dużymi, średnimi i małymi. Nie udało się. Trudno. Obserwuję jednak wyraźną tendencję do reprezentowania w Radzie Izby coraz mniejszych wodociągów. Nie ma w tym nic złego. Niemniej duże firmy wodociągowe, które obsługują ok. 20 – 25% wszystkich klientów firm wodociągowych, przestają być reprezentowane. Czy naprawdę o to chodzi? Dużym przedsiębiorstwom wodociągowym Izba jako taka na co dzień potrzebna nie jest. Ale czyż one nie są potrzebne Izbie? To nie jest pytanie do mnie, ani do największych zakładów wodociągowych. Są regionalne organizacje wodociągów, które obecnie wiodą prym w Izbie. To między innymi one powinny zastanowić się nad tym, jak ma wyglądać branża (branża, a nie Izba) za kilka lub kilkanaście lat? Czy chcemy, żeby nasza organizacja miała wpływ na wójtów i burmistrzów (wydaje mi się, że wszystkich i tak nigdy nie uda się przekonać), czy może raczej na parlament i rząd? Kolejne pytanie brzmi, co reprezentanci konkretnych firm mogą zaoferować Izbie i branży jako takiej (a nie odwrotnie)? Nie chciałbym się powtarzać, ale sytuacja ta przypomina sposób zorganizowania PZPN. Czy o to nam właśnie chodzi? Czy przy przedstawianiu swoich racji chcemy posiłkować się dużymi firmami doradczymi i uznanymi kancelariami prawnymi, czy raczej wystarczą nam gminni radcy prawni?

Wszystko w waszych rękach

Nigdy nie jest za późno, by osiągnąć porozumienie. Łatwo mi o tym pisać, bo to nie ja będę o ten kompromis walczył. Jak już niejednokrotnie mówiłem, z wielu względów nie interesuje mnie bycie członkiem Rady Izby, ale to wcale nie oznacza, że nie zależy mi na wybraniu najlepszego jej składu. Wręcz przeciwnie. Dlatego właśnie o tym piszę. Pewnie znów się niektórym naraziłem, ale nie po raz pierwszy i nie ostatni. Ci, którzy zostaną wybrani, biorą na siebie dużą odpowiedzialność, a ci, którzy będą wybierać… Cóż oni właśnie winni dążyć do kompromisu. Tylko, że teraz muszą zabiegać o to sami, bo wielu z tych, którzy chcieli porozumienia wcześniej, już nie ma. Czy wystarczy odwagi, czy znów ważniejsze będą partykularne interesy? Chciałbym się mylić, lecz mam złe przeczucia.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet Poznań

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj