Mieszkańców Warcikowa (woj. śląskie) spotkała wczoraj nieprzyjemna niespodzianka. Na skutek pomyłki pracownika spółki wodociągowej, z kranów przez kilkadziesiąt minut zamiast wody popłynęły ścieki.

Telefony w  PWiK zaczęły dzwonić wczoraj, krótko po godzinie 16. Wszyscy skarżyli się na cuchnącą ciecz płynącą z kranów. Zanim ekipie technicznej udało się znaleźć źródło awarii, upłynęła prawie godzina. Jak się okazało, jej powodem był błąd w danych wprowadzonych do komputera obsługującego pompę. W rezultacie do rur, którymi do mieszkań i domów powinna popłynąć woda, trafiły ścieki. – Usterkę usunęliśmy tak szybko, jak się dało. Przepraszamy wszystkich naszych klientów, szczególnie tych, którzy w tym czasie brali prysznic – mówi Zbigniew Wirski, rzecznik prasowy Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Warcikowie. Zapewnia też, że odpowiedzialny za pomyłkę pracownik poniesie konsekwencje swojego błędu. – Już przeprowadzono z nim rozmowę dyscyplinującą, rozważane jest także obcięcie mu premii – mówi Wirski.

Choć awaryjna sytuacja trwała tylko kilkanaście minut, to do PWiK zgłosiło się już co najmniej 30 osób, które domagają się naprawienia szkód. Najczęstsze pretensje dotyczą zabrudzenia lub zniszczenia pranych ubrań. – Z pralki wyjęłam śmierdzące jak szmata, ciemnobrunatne koszule męża. Ponowne pranie nic nie pomogło – skarży się jedna z poszkodowanych. Jak deklaruje Wirski, spółka gotowa jest pokryć poszkodowanym koszty pralni chemicznej. Wyklucza jednak odkupienie zabrudzonych ubrań. – Trudno by nam było ocenić, czy kolor koszuli lub sukienki jest rzeczywiście wynikiem awarii, czy też był taki od samego początku – tłumaczy. Jego zdaniem taka sytuacja mogłaby prowadzić do tego, że za publiczne pieniądze co sprytniejsi mieszkańcy Warcikowa chcieliby odnowić zawartość swoich szaf.

źródło: Nowiny Śląskie

Envicon poniżej wpisu
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj