W pierwszych dniach października na internetowych stronach Sejmu pojawił się projekt zmiany ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków w części dotyczącej wód opadowych i roztopowych. Można by powiedzieć, że ostatni kwartał jest okresem prawdziwego wysypu projektów aktów prawnych (pomimo okresu wakacyjnego) i związanych z nimi konsultacji, dyskusji i branżowych nadziei. Branża oczywiście potrzebuje stabilnego i dobrego prawa. O takie prawo zabiega od lat. Ustawa o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków (zzwwizoś) funkcjonuje od 12 lat, była raz nowelizowana, ale otoczenie prawne zmieniło się i coraz powszechniejsze jest niezadowolenie z jej kształtu zarówno wśród branżowców, jak i sądów oraz kontrolujących przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne urzędów. Izba przygotowała projekt zmiany ustawy o zzwwizoś, przygotowana została również tzw. mała nowelizacja, dotycząca doprecyzowania nieostrych definicji i koniecznych zapisów w umowie o zaopatrzenie w wodę i odbiór ścieków. Dotąd kwestie te pozostają w sferze pobożnych życzeń. Od wielu lat Izba domaga się również regulacji prawnych w zakresie gospodarki wodami opadowymi i roztopowymi. Ulewne i częste deszcze, występujące w ostatnim czasie, powodujące zalania ulic, domów i nierzadko całych dzielnic w wielu miastach, ujawniły także niewydolność systemów kanalizacyjnych i ogromne potrzeby inwestycyjne w tym zakresie. Założenia kanalizacji miejskiej opierają się w większości miast Polski na idei systemu nazwanego ogólnospławnym. Przy postępującej urbanizacji miasta i uszczelnieniu dużych powierzchni terenu (zabudowa mieszkaniowa, parkingi, hipermarkety…) pojawiające się obfite opady powodują nagły spływ powierzchniowy wody. Głównym  odbiornikiem jest sieć ogólnospławna, a częściowo kanalizacji deszczowej. Sieć deszczowa jest fragmentaryczna i, niestety, w wielu miejscach zaniedbana, z pozarastanymi kanałami, zanieczyszczona osadzającymi się koszonymi trawami,  często podtapiana w wyniku wysokich stanów wód, a także częściowo rozmontowana. W konsekwencji Polska, posiadająca jedne z mniejszych w Europie zasobów wody słodkiej, nękana jest zalewaniem i powodziami, a gospodarowanie wodami opadowymi i roztopowymi staje się coraz ważniejszym problemem technicznym, ekonomicznym, ekologicznym i prawnym. Część samorządów postanowiła więc przenieść utrzymanie kanalizacji deszczowej i jej eksploatację na przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne.

Jeden zyskał, drugi stracił

Decyzje te umożliwiła definicja ścieków opadowych i roztopowych w ustawach Prawo wodne, Prawo ochrony środowiska oraz w ustawie o zbiorowym zaopatrzeniu i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne wcześniej kanalizacją deszczową się nie zajmowały, a zmiany ustawowe spowodowały zmiany w rozporządzeniach dotyczących ustalania opłat za korzystanie ze środowiska oraz ustalania taryf za zbiorowe zaopatrzenie w wodę i odprowadzanie ścieków. Przeniesienie zadań, dotyczących utrzymania kanalizacji deszczowej na przedsiębiorstwa wodociągowe spowodowało również zwolnienie zarządców dróg z opłat za korzystanie ze środowiska i ponoszenia kosztów eksploatacji. Jednocześnie przedsiębiorstwa wod-kan, przejmujące od gmin deszczówkę, są zmuszone do prowadzenia w drogach inwestycji, a wtedy muszą płacić zarządcom dróg za zajęcie pasa drogowego i umieszczane tam urządzenia. Potrzebne są pieniądze. Pierwsze próby obciążenia opłatami społeczeństwa wywołały oburzenie. Dlaczego płacić za deszcz? Wcześniej społeczeństwo nie płaciło za deszczówkę. Teraz pobieranie opłat staje się koniecznością. Wymuszają je zarówno dyrektywy unijne, zgodnie z którymi „zanieczyszczający płaci”, jak i stan techniczny urządzeń. Potrzebne są również regulacje prawne, by opłaty można było pobierać. Parę lat temu IGWP proponowała, aby zapisy prawne dotyczące wód opadowych i roztopowych umieścić w nowelizowanej wtedy ustawie o zachowaniu porządku i czystości w gminie. Propozycja nie zyskała zrozumienia. Wskazywano wówczas, że gospodarka wodami opadowymi winna być uregulowana w ustawie o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Z tym właśnie projektem mamy teraz do czynienia.

Rozwiązać łamigłówkę

Z jednej strony to dobrze, gdyż sprawa wymagała uregulowań, a ostatecznie może zapewnić je nawet ustawa branżowa, ale… No, właśnie, w projekcie pominięto całkowicie problem utrzymania odpowiednich urządzeń, ich budowę, zadania własne gminy, obowiązki właścicieli nieruchomości, a skoncentrowano się tylko na jednostce miary powierzchni utwardzonej. Brakuje wielu definicji np. dotyczących otwartych lub zamkniętych systemów kanalizacyjnych. Ustawa o zzwwizoś posługuje się pojęciami „sieci”, „urządzenia”, a nie pojęciem „systemu kanalizacyjnego” otwartego lub zamkniętego. W projekcie nowelizacji mówi się o ustalaniu opłat za wody opadowe i roztopowe, a nie wspomina się o konieczności zmian w umowach i regulacjach umów dotyczących. Wody opadowe i roztopowe odprowadzane są urządzeniami kanalizacyjnymi, ale także rowami, które eksploatowane są przez zarządców dróg. Należałoby więc rozwiązać kwestię rozdzielenia urządzeń, na te którymi zajmują się przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne i na te, które należą do zarządców dróg. Projekt zawiera pojęcie „trwałej nawierzchni”, ale jej definicji brak. Warto zastanowić się, czy przy okazji nowelizacji ustawy w zakresie gospodarowania wodami opadowymi i roztopowymi nie dokonać również innych równie koniecznych zmian? A może ustawę o zzwwizoś lepiej napisać od nowa?

W uzasadnieniu do projektu zmian czytamy, że skutkami społecznymi i ekonomicznymi projektu będzie „doprowadzenie do jednoznacznego ujednolicenia zasad tworzenia przejrzystych taryf oraz umożliwienie wprowadzenia opłat za wody opadowe i roztopowe”. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że owszem – opłaty będą możliwe i zgodne z prawem, ale czy zasady staną się przejrzyste i jednolite?

Dorota Jakuta, dyrektor IGWP

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj