Mam nadzieję, że to wydanie dotrze do Państwa na początku kwietnia, czyli jeszcze przed Walnym Zgromadzeniem Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie”. Właśnie tego najbardziej bym chciał. Żeby te słowa zostały przeczytane nie tylko przez moich adwersarzy, ale też przez tych, którzy stoją z boku. To Walne (bo tak wszyscy mówią w skrócie o tym zgromadzeniu) jest o tyle istotne, że wybiera się na nim władze Izby na kolejną kadencję. A zatem trzeba sprawdzić, czy obecne władze wypełniły powierzone im zadania, a potem spojrzeć w przyszłość, by sprecyzować następne. A gdy uda się już to ustalić, musimy wybrać takich ludzi, którzy dają największą, naszym zdaniem, gwarancję realizacji tych zadań. Proste, prawda? Prawda. Tyle, że tylko w założeniach. Trudno przecież opanować emocje i ambicję. Emocje, gdy dochodzi do obrony własnego punktu widzenia, i ambicję, aby przekonać innych do swoich racji. A do czego chcielibyśmy przekonywać i czego bronić?

Kilka ważnych pytań

Zastanówmy się przez moment nad przeszłością. Nad tą jej częścią, która powinna nas dzisiaj szczególnie interesować. Mam na myśli strategię, zamierzenia oraz dokonania z ostatnich trzech lat. Każdy na własny sposób je ocenia, trzeba jednak próbować obiektywizować swój osąd, jeśli tylko jest taka możliwość. Należy najpierw sobie samemu zadać pytanie, jakie były moje oczekiwania wobec podwładnych na początku okresu podlegającego ocenie. Jeśli już sobie to uświadomimy, powinniśmy przeanalizować to, czy jasno i wyraźnie przekazaliśmy swoje zamiary pracownikom? Jeżeli tak, to kolejne pytanie brzmi następująco – czy ustaliliśmy kryteria oceny prac? Dopiero wówczas możemy zacząć rozliczać podwładnych. A właściwie najpierw trzeba spojrzeć krytycznie na własne dokonania. Czy zrobiliśmy wszystko, by z jednej strony nie przeszkadzać pracownikom w osiągnięciu przez nich wyznaczonych celów, a z drugiej strony, czy uczyniliśmy wystarczająco wiele, aby należycie ich zmotywować? Jeżeli dokonaliśmy gradacji zadań, to zacznijmy od tych najważniejszych, sprawdzając, czy i w jakim stopniu zostały one zrealizowane. Jeśli udało się, to dobrze, a jeśli nie, należy ustalić, kto jest za to odpowiedzialny. Czy ja sam ze spokojem mogę podpisać się pod wynikami z minionego okresu? A jeżeli nie, to dlaczego? Czy zrobiłem wszystko, by przekonać innych do swoich racji? Jeśli tak, ale niewiele to dało, pozostaje już tylko wyjście honorowe.

Prawa demokracji

Nie ma możliwości, żeby zadowolić wszystkich. Zawsze ktoś będzie miał inny sposób na życie. Takie są prawa demokracji. Lecz zalicza się do nich jeszcze jedno – każdy ma prawo wypowiedzieć się. Właśnie dlatego zachęcam do zabierania głosu i przedstawiania swoich poglądów. Do pytania, do krytyki i do przedstawiania wątpliwości. Ci, których cechuje choć minimalny poziom kultury osobistej, nie obrażają się, gdy ktoś pyta ani nie obrażają pytającego. Trzeba mieć nadzieję, że takimi walorami odznaczać się będą wszyscy dyskutanci.

Kończy się kadencja dyrektora I Rady Izby. Dyrektor jest organem wykonawczym, więc jego powoływaniu powinna towarzyszyć szczególna staranność. A poza tym trzeba być przekonanym, że będzie konkretny „inny” i że ten „inny” okaże się lepszy niż ten, który jest. Z moich doświadczeń wynika, że często mówimy: „ten nam się nie podoba”, lecz nie potrafimy wskazać własnego kandydata, nie wspominając już o wskazaniu lepszego. Myślę, że chłodny rozsądek i pokora mogą być dobrymi doradcami przy dokonywaniu wyboru na to stanowisko. Mniej ambicji, a więcej patrzenia w przyszłość.

Bez „my” i „wy”

Moim zdaniem inaczej jest w przypadku członków Rady Izby. Ciało to funkcjonuje jak quasi-rada nadzorcza. Nie będę już ponownie omawiał pomysłu, jaki przedstawiłem jakiś czas temu, dotyczącego powołania dwóch rad. Chciałbym jednak zaproponować wyraźne zredukowanie liczby członków Rady. Dzisiaj liczy ona 21 osób. Pewnie reprezentatywność jest całkiem dobra. Ale tylko statystycznie (już od dawna wiadomo, że „są trzy rodzaje kłamstw: kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka”). Tak się bowiem składa, że niektóre obszary Polski są reprezentowane raczej skromnie, a inne mają zdecydowanie nadreprezentację. Nie służy to niczemu poza (być może) zaspokajaniu własnej próżności. Przy tak dużej liczbie członków rodzą się spore problemy logistyczne (mam tu na myśli głównie frekwencję), a poczucie odpowiedzialności maleje wprost proporcjonalnie do ilości członków. Myślę, że Rada w o połowę mniejszym składzie byłaby i bardziej mobilna, i bardziej weryfikowalna. Brakuje w niej jakiegokolwiek przedstawiciela spoza firm wodociągowych, przez co utrzymuje się podział na „my” i „wy”, na tych lepszych i na członków drugiej kategorii. To nie służy niczemu dobremu oraz nadweręża – często i tak dość nadszarpnięte – zaufanie.

Niebawem spotkamy się na Walnym. Porozmawiamy w kuluarach i ponarzekamy. Wystąpią ci, którym zależy na wyborze do Rady Izby i ci, którzy chcą wyrazić swoją opinię. Oby tych drugich było jak najwięcej i obyśmy potrafili się pięknie spierać.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań

Artykuł pochodzi z miesięcznika "Wodociągi-Kanalizacja" nr 4/2009


UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj