Globalne problemy wymagają globalnego myślenia. To prawda oczywista i bezdyskusyjna, a jednak praktyka bywa zupełnie inna. W artykule przedstawiono dwa przykłady działań Unii Europejskiej świadczące o braku globalnego myślenia.

Negatywne przykłady

Przykład pierwszy dotyczy energetyki odnawialnej. Zrodził się pomysł budowy gigantycznej elektrowni fotowoltaicznej na Saharze. Sama idea takiego przedsięwzięcia w takiej lokalizacji jest niezwykle interesująca. Świetne warunki nasłonecznienia w okresie całego roku, dostępność terenu o bardzo dużej powierzchni i generalnie brak istotnych kolizji z innymi funkcjami terenu. Pozostaje jeden element, który budzi zasadnicze wątpliwości – energia ta ma być przesyłana do Europy, co wiąże się z dużymi stratami i koniecznością budowy infrastruktury.

Energii elektrycznej brakuje na kontynencie afrykańskim i z powodzeniem mogłaby ona być wykorzystywana lokalnie, bliżej miejsca wytwarzania. Okazuje się, że główny wpływ na tę propozycję mają regulacje Unii Europejskiej, a konkretnie dyrektywa 2009/28/WE w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych. Stanowi ona, że państwu członkowskiemu, które wybudowało elektrownię wykorzystującą energię ze źródeł odnawialnych poza UE, zalicza się, do wypełnienia celu w zakresie OZE, energię elektryczną wytwarzaną w tej elektrowni, o ile jest ona zużywana na terytorium UE.

Jestem przekonany, że w ujęciu globalnym rozwiązaniem optymalnym byłoby wykorzystanie tej energii na kontynencie afrykańskim i zaliczenie tego wytwarzającemu jako wypełnienie celu w zakresie OZE. Natomiast dla uzupełnienia niezbędnej mocy, zamiast przesyłać energię elektryczną ze źródeł odnawialnych z Sahary, w pełni dopuszczalne i nieobarczone żadnymi sankcjami powinno być wybudowanie na terytorium UE nowej elektrowni na paliwo kopalne, np. węgiel. Niestety, takie podejście nie znajduje powszechnego zrozumienia, ponieważ ważniejszy jest wizerunek czystej UE niż redukcja emisji w skali globalnej.

Przykład drugi to zjawisko carbon leakage, które wciąż jest niedoceniane jako poważny problem. Niektóre kraje traktują je nawet jako zupełnie nieszkodliwe zachowanie rynkowe. Niedostrzeganie faktu, że w wielu przypadkach w wyniku zaostrzania wymogów wewnątrz UE następuje globalne zwiększanie emisji, to już nie tylko brak rzetelnych danych, to wręcz przymykanie oka, bo tak jest wygodniej. Oczywiście carbon leakage ma szczególne znaczenie w sytuacji braku globalnego porozumienia, ale póki co nic nie wskazuje na to, aby takie porozumienie zostało szybko zawarte. Ale nawet jeśli uda się je osiągnąć, to nadal będą występować, oczywiście w mniejszym zakresie, różnice w wymogach środowiskowych, co spowoduje powstanie zjawiska carbon leakage.

Zafałszowana rzeczywistość

Szczególnie ważną sprawą jest sposób przedstawiania i oceny emisyjności danego kraju w zakresie gazów cieplarnianych. Praktykowane obecnie odnoszenie poziomu emisyjności danego kraju do PKB jest bardzo mylące i krzywdzące. Kraj, który nie dostrzega problemu, a nawet popiera wychodzenie energochłonnego przemysłu z terytorium UE, w obecnym modelu oceny emisyjności zyskuje, bo jego współczynnik emisji gazów cieplarnianych na PKB maleje. Paradoksalnie te państwa, które są chwalone i uzyskują dodatkowe korzyści z tytułu coraz niższego wskaźnika emisji w przełożeniu na PKB, niejednokrotnie wywołują zwiększenie emisji w skali globalnej. Zatem uprawnione jest stwierdzenie, że stosowany obecnie wskaźnik emisji odnoszący się do PKB jest rozwiązaniem fałszującym rzeczywistość i powinien być zastąpiony bardziej obiektywnym miernikiem.

Nieco lepszy wskaźnik, ale także bazujący na emisji z terytorium danego kraju, to emisja per capita. Jest ona bardziej dostosowana do naturalnych warunków poszczególnych krajów, czyli np. liczby ludności, którą trudniej zmienić niż strukturę wytwarzania PKB. Znaczna część emisji z terytorium kraju jest wprost proporcjonalna do wielkości populacji, np. emisje przy produkcji ciepła czy energii elektrycznej z samochodów. Nie ulega wątpliwości, że kraj o większej liczbie ludności powinien móc emitować więcej, ponieważ jego naturalne potrzeby emisyjne są większe. Natomiast przy wskaźniku na jednostkę PKB bogatszy jest z definicji w lepszej sytuacji, zgodnie z zasadą, że „biednemu wiatr wieje w oczy”.

Emisja z konsumpcji

Wskaźnik ten wydaje się rozwiązaniem spełniającym oczekiwania. Jest to także emisja per capita, ale odniesiona do emisji związanej z wytwarzaniem wszystkich szeroko rozumianych produktów, które są konsumowane na terenie danego kraju. Czyli uwzględnia emisję gazów cieplarnianych ukrytą w importowanych produktach, a pomija tę z terytorium danego kraju, która związana jest z eksportowanymi produktami. Takie podejście stymuluje działania ukierunkowane na redukcję emisji w skali globalnej, w tym poprzez doskonalenie technologii, a nie przenoszenie produkcji w inne miejsce. Niezwykle ważnym atutem takiego wskaźnika jest oddziaływanie na zachowania związane modelem konsumpcji. Istnieje znaczny potencjał redukcyjny wynikający z przestawiania nie tylko produkcji, ale także konsumpcji na ścieżkę niskoemisyjną. Nie będzie łatwo przekonać do tak zasadniczych zmian, ale argumenty są chyba mocne i warto podjąć taki wysiłek.

Zbigniew Kamieński, zastępca dyrektora, Departament Rozwoju Gospodarki, Ministerstwo Gospodarki


UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj