Z nastaniem wiosny również dla włodarzy gmin przychodzi okres wzmożonych prac porządkowych. Można je wykonywać, korzystając z usług firm albo wyłonionych w przetargu, albo tych, których właścicielami są samorządy. Oczywiście, rasowy liberał gospodarczy powie, że jedynym akceptowalnym rozwiązaniem jest korzystanie z dobrodziejstwa wolnego rynku, a zatem ogłaszanie przetargów. Co do zasady, gotów byłbym się z tym zgodzić, są jednak w Polsce uwarunkowania, które zmuszają władze lokalne do wybierania nieco innych rozwiązań. Wiele z nich ma charakter historyczny.

Dwadzieścia lat temu nie istniał rynek usług komunalnych. Gminy zmuszone były organizować elementarne usługi same, zazwyczaj najpierw angażując pracowników realizujących przynajmniej niektóre z tych zadań w ramach prac administracji gminnej, następnie tworząc zakłady budżetowe, później przekształcając je w spółki prawa handlowego i (niektóre) prywatyzując. Dzisiaj w wielu dziedzinach najbardziej rozpowszechnioną formą świadczenia usług jest korzystanie z możliwości firmy, której właścicielem jest samorząd.

Pełnienie przez organ wykonawczy gminy funkcji właścicielskich i jednocześnie występowanie w charakterze klienta, najczęściej w trybie bezprzetargowym zamawiającego usługi, zawiera w sobie bardzo trudną do ominięcia sprzeczność. Jest ona tym trudniejsza do likwidacji, że usługi typu sprzątanie, czyszczenie kanałów deszczowych i wpustów ulicznych, zamiatanie czy równanie dróg gruntownych nie są w żaden sposób skodyfikowane, tak jak ma to miejsce np. w budownictwie. Kolejny problem stanowi niedorozwój rynku usług komunalnych, zwłaszcza na obszarach wiejskich, oraz konieczność zapewnienia sobie możliwości szybkiego reagowania na sytuacje nagłe, wymagające natychmiastowej interwencji. W rejonach o dużym bezrobociu o formie realizacji zadań z zakresu gospodarki komunalnej decydują także niedostatki rynku pracy. Niektóre rodzaje robót trudno zaplanować, bowiem harmonogram ich realizacji wyznacza pogoda. Tymczasem potrzebny sprzęt bywa sprowadzany z odległości kilkudziesięciu kilometrów, co jest bardzo kosztowne. Różnorodność robót, które trzeba systematycznie realizować w niewielkim mieście lub gminie, jest wielka, zaś ich ilość jednostkowa stosunkowo nieduża. W praktyce okazuje się też, że na rynku brakuje firm oferujących całą gamę potrzebnych usług. Dlatego, nie posiadając własnej firmy, gmina zmuszona jest ogłaszać wiele przetargów i w konsekwencji pilnować wielu wykonawców robót. Ponadto wielu rodzajów prac dotąd w gminach nie wykonywano (np. dopóki nie było utwardzonych nawierzchni dróg i chodników, nie trzeba było ich zamiatać). Sprzątanie terenów komunalnych dotąd było organizowane w sposób akcyjny, teraz robi się to systematycznie. Ten rynek powstaje na naszych oczach, przede wszystkim tam, gdzie zapotrzebowanie na usługi jest największe. Wniosek stąd, że samorządy przez długi czas jeszcze będą korzystały z usług firm, których są właścicielami.

W tej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera sposób wyceny robót. Z jednej strony, znacznej części radnych wydaje się, że własna firma winna realizować prace niemal bezpłatnie, z drugiej – firmy komunalne, funkcjonując poza rynkową konkurencją, zawyżają ceny, często stanowią również zaplecze wyborcze wójta lub burmistrza. Tym ważniejszy staje się problem standaryzacji kosztów i jakości wykonywanych robót. O ile w zakresie jakości można znaleźć wzorce do wykorzystania, o tyle koszty pozostają sferą nietkniętą. Nieoficjalnie mówi się, iż nikt nie jest tym zainteresowany, bo tak najwygodniej.

Mając świadomość wagi tych kwestii, a także znając zaszłości, w mieście, w którym pracuję, trzy lata temu podjęliśmy próbę „ucywilizowania” tej problematyki. Pierwsze kalkulacje – ze względu na brak wielu szczegółowych informacji – oparte były na uproszczeniach i uśrednieniach. Tam, gdzie było to możliwe, korzystaliśmy z wyników przetargów. Aktualnie bazujemy na kalkulacjach znacznie bardziej szczegółowych, opartych na dość dużej ilości danych. Wszelkie wyceny w skali roku stanowią z jednej strony materiał, który umożliwia coroczną aktualizację załączników do funkcjonującego od kilku lat porozumienia pomiędzy miastem i zakładem komunalnym w sprawie zasad realizacji uchwały rady miasta, która powołała do życia tę firmę, z drugiej zaś – ułatwiają prawidłowe przygotowanie projektu budżetu miasta w sferze funkcjonalnej. Co ciekawe, wycena robót, które przez inne samorządy zlecane są w trybie przetargowym, potwierdziła prawidłowość wyceny dokonywanej przez rynek. Wobec tego wydaje się, że także pozostałe roboty zostały wycenione prawidłowo.

Wyceniając prace, korzystamy z danych dotyczących kosztów pracy publikowanych w jednej z elektronicznych baz cenowych. Koszty związane z amortyzacją oparte są na danych, którymi posługuje się firma, a oleju napędowego, olejów silnikowych itp. – na danych prezentowanych w jednym z portali internetowych. Koszty soli do zimowego utrzymania dróg, kruszywa, masy asfaltowej itp. szacowane są na podstawie ich aktualnych cen hurtowych. Zużycie paliw i olejów wynika z danych technicznych maszyn i urządzeń, z pomiarów prowadzonych przez firmę lub z danych Krajowej Agencji Poszanowania Energii. Koszty części zamiennych stanowią zazwyczaj 10% kosztów wynikających ze stawki amortyzacyjnej. Normy czasu pracy szacowane są na podstawie obserwacji czynionych przez pracowników nadzorujących prace w imieniu burmistrza, wynikają z danych firmy lub z przyjętych czasów przejazdu np. podczas zamiatania. Wskaźnik kosztów ogólnych łącznie z kosztami zarządu przyjmowany jest na poziomie 45%, wskaźnik zysku – 8%. Wycenione w ten sposób prace w 30-tysięcznym mieście kosztują blisko 1,9 mln zł netto, zaś potrzebne do ich realizacji materiały – ok. 700 tys. zł netto. Realizując je, pracownicy firmy muszą przepracować na rzecz miasta ok. 35 tys. godzin, co daje stałe zatrudnienie 17 osobom. Wykonując w takich warunkach zadania własne gminy, firma wypracowuje kilkuprocentowy zysk, jednocześnie kupując lub biorąc w leasing potrzebny sprzęt, zaś jej pracownicy zarabiają nieco więcej niż urzędnik samorządowy. Istotna jest przy tym informacja, iż zlecenia miasta dają firmie nieco mniej aniżeli 50% jej przychodu.

Marian Walny, zastępca burmistrza, Luboń

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj