Właśnie wróciłem z Warszawy. Jak zwykle, kiedy jadę pociągiem, różne rzeczy przychodzą mi do głowy. A że moja tutejsza szefowa (pani redaktor prowadząca) powiedziała mi, że lubi te moje teksty z pociągu, więc – by się jej troszkę przypodobać i być posłusznym – napisałem kolejny. Jednak po powrocie postanowiłem poruszyć nowy temat. W pociągu spotkałem bowiem senator Jadwigę Rotnicką, która akurat wracała ze spotkania dotyczącego między innymi kwestii przyłączania się nowych klientów do wybudowanej już sieci kanalizacyjnej. I jak się okazuje, jest z tym problem. Jakkolwiek w ustawie o porządku i czystości w gminach kompetencje w zakresie przyłączania się do sieci kanalizacyjnej (a właściwie władztwo regresu w tej sprawie) prawodawca przekazał organom gminy, to doszliśmy do wniosku, że chyba nie jest to najlepsze rozwiązanie. Po pierwsze, gmina wcale nie musi mieć wiedzy, kto i kiedy podłączył się do wzmiankowanej sieci w przypadku, gdy powierzyła prowadzenie spraw wodociągowo-kanalizacyjnych innej organizacji. Po drugie, jeśli gmina przekazała w tym zakresie kompetencje, to wraz z nimi również odpowiedzialność. A jeśli tak, to przecież firma wodociągowa staje się odpowiedzialna za podłączanie się klientów. Po trzecie, jaki interes ma sama gmina w zwiększaniu liczby podłączeń kanalizacyjnych, skoro nie czerpie sensu stricte pożytków z takich działań? To wszystko skłoniło mnie do wniosku, że kompetencje takie wraz z regresem za brak podłączania winny być przeniesione na firmę, która z tego faktu może czerpać pożytki. A teraz najważniejsze pytanie…

Jak to zrobić?

Otóż aby odpowiedzieć na to pytanie i aby odpowiedź mogła wydawać się logiczna, trzeba przedtem kilka kwestii wyjaśnić. Skoro gmina uchwala wieloletni plan inwestycyjny przedsiębiorstwa wodociągowego, to robi to z założenia w dobrze pojętym interesie społecznym. Bazowymi informacjami przy kształtowaniu takiego planu są ilość potencjalnych podłączeń do budowanych sieci. Jeśli tak, to obciążenia tym spowodowane powinny być rozkładane nie tylko na tych, którzy faktycznie do sieci się podłączą, ale na wszystkich, którzy uzyskują taką możliwość. Idąc tym tropem, dochodzimy do wniosku, że każdy, kto uzyskuje choćby możliwość bezpośredniego podłączenia się do sieci kanalizacyjnej, winien być obciążany odpowiednią opłatą, wynikającą z faktu poniesienia kosztów społecznych na rozwoju infrastruktury. Stąd też wniosek, że opłata stała winna być kalkulowana na poziomie pozwalającym na pokrywanie kosztów stałych wybudowanej infrastruktury.

By stało się zadość takiemu rozwiązaniu, w pierwszym rzędzie opłata stała za dostęp do infrastruktury wodociągowo-kanalizacyjnej winna osiągnąć poziom kosztów stałych ponoszonych przez przedsiębiorstwo wodociągowe. Wydaje się, że takie rozwiązanie pozwoli z jednej strony na zwiększenie efektywności prowadzonych inwestycji, a z drugiej na odpolitycznienie działań związanych z egzekucją podłączania się do sieci.

Czekam na pomysł

Wiem, że takie rozwiązanie nie wszystkim będzie odpowiadało, jednak ma znamiona skuteczności, a przecież, szczególnie teraz, gdy zbliża się czas rozliczania inwestycji unijnych i wypełniania zobowiązań akcesyjnych, wszystkim powinno właśnie na tym zależeć.

Na marginesie tych rozważań pojawia się problem nieruchomości, które są przyłączone do sieci kanalizacyjnej, ale nie do sieci wodociągowej. Pozwalanie na to, że odbiorca usług kanalizacyjnych obciążany jest wyłącznie na podstawie zużycia ryczałtowego jest dzisiaj dość anachroniczne. A problemu nie rozwiązuje montowanie urządzenia pomiarowego do określenia ilości ścieków, ponieważ jest ono tak drogie, że jego instalowanie okazuje się zupełnie nieopłacalne dla potrzeb opomiarowania jednej nieruchomości. Jednak poza koncepcją opomiarowania wody z własnego źródła, co nie zawsze musi przynieść efekty, niestety, nie mam pomysłu jak to zrobić. Może ma go ktoś inny?

Paweł Chudziński, prezes Aquanet Poznań

 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj