Znów jesteśmy bliżej świąt. Już kupujemy prezenty. To dla nas wcale nie jest czas zadumy tylko czas bieganiny po sklepach. Pewnie większości nie uda się nawet choćby zastanowić, po co nam w ogóle te święta. A jednak do takiej refleksji wszystkich namawiam. Warto również skłonić się do przemyśleń zawodowych i branżowych. Niech każdy odpowie na pytanie, co stało się dobrego, jaki miałem w tym udział, ale też do czego złego się przyczyniłem i co nas czeka w przyszłym roku. W naszej branży coś istotnego dzieje się tak naprawdę codziennie. Nadganiamy dziesięciolecia zapóźnień cywilizacyjnych. Największy program jest oczywiście realizowany w Warszawie i choć okupione wysokim kosztem (nie wiem dlaczego, ale przychodzi mi teraz na myśl powiedzenie Winstona Churchilla o pocie, krwi i łzach), przedsięwzięcie dobiega końca. Rację ma bowiem minister Gawłowski, który powiedział na Kongresie Wodociągowców Polskich, że bez Warszawy niemożliwy jest sukces całej branży. Szczególnie więc cieszy to, że w naszej stolicy istnieje konsensus (o który przez tak wiele lat, również tych ostatnich, było tak trudno) co do kosztów, jakie trzeba ponieść, by zapewnić sukces branży i naszemu krajowi, choćby w tym jednym obszarze ochrony środowiska. Skala tego programu przerasta wszystko, co do tej pory działo się w naszej branży, więc też oczekiwania na efekt rodzą napięcie większe niż dotychczas.

Skoro o tym mowa…

A skoro wspomniałem o Kongresie, który odbył się kilka tygodni temu w Warszawie, to warto powiedzieć, że dobrze, iż się odbył, a frekwencja była tak duża (momentami miałem wrażenie, że większa niż spodziewali się organizatorzy). Inna niż dotąd forma prowadzenia takiego zjazdu też została zaaprobowana przez biorących udział w Kongresie. I jak się okazało, aktywność tzw. sali także była niczego sobie. Brakowało chyba tylko czasu na wieczorne spotkania, aby usiąść i spokojnie pogadać o starych Polakach. Poza tym jestem pełen uznania dla obu stron niewygasłego przecież jeszcze konfliktu (wiem, że naruszam temat tabu), zaistniałego w Izbie Gospodarczej „Wodociągi Polskie”. Doceniam też styl i klasę niektórych uczestników, czego czasem bardzo brakowało. Z mojej perspektywy Kongres można zaliczyć do udanych i mam nadzieję, że nikt nie spodziewał się po nim jakichś przełomowych deklaracji czy też wydarzeń, bo nie po to przecież organizuje się takie spotkania. Zostały jednak określone ramy rozwoju branży w następnych czterech latach. W okresie tym musimy wypełnić polskie zobowiązania akcesyjne. Prawidłowo została też oceniona sytuacja, w jakiej się obecnie znajdujemy. I bardzo dobrze. 

Dowiedzieliśmy się też, ile jeszcze trzeba wyłożyć pieniędzy, by znaleźć się tam, gdzie powinniśmy 31 grudnia 2015 r. Efektem tej zapowiedzi było straszenie wszystkich dookoła planowanymi (ale pewnie tylko w głowach niektórych szefów spółek wodociągowych) horrendalnymi podwyżkami cen naszych usług. Te groźby wysłaliśmy ni stąd, ni zowąd do wszystkich naszych Bogu ducha winnych pobratymców. Mogę się założyć, że prawie wszyscy już zapomnieli, dlaczego te ścieki mają tyle kosztować, ale pamiętają o tym, że nam źle życzą. Niestety, polityka informacyjna, zwłaszcza podsumowywanie jakichś istotnych wydarzeń, w dalszym ciągu pozostawia wiele do życzenia.

Jest już za późno?

Ten Kongres zakończył się i rozpoczęto odliczanie do kolejnego. Jeśli zwyczaj zostanie podtrzymany i następne spotkanie odbędzie się za trzy lata, to nastąpi to na rok przed końcem okresu wywiązywania się przez nas ze zobowiązań akcesyjnych. Wówczas na jakąkolwiek reakcję będzie już za późno, jeśli, co, mam nadzieję, nie wydarzy się, coś pójdziecie nie po naszej myśli. Za trzy lata powinniśmy określić, jak widzimy przyszłość naszej branży już nie z perspektywy wypełnienia norm unijnych czy też międzynarodowych. Planowanie na kilka lat zostanie zastąpione planowaniem na dziesięciolecia. A w tym zakresie nie mamy żadnych doświadczeń. Dlatego pewnie już dziś warto zacząć zastanawiać się i rozmawiać o swoich przemyśleniach. Czas płynie i nikt nie zdejmie z nas ciężaru odpowiedzialności za losy naszej branży. Możemy nie czuć tego ciężaru, ale to wcale nie oznacza, że go nie ma. Czy zdołamy się oderwać od naszych przyzwyczajeń i partykularnych interesów?

Jednak póki co nadchodzą święta. Życzę więc wszystkim odwagi w podejmowaniu decyzji. Mądrości przed ich podjęciem. Wyzbycia się egoizmu w patrzeniu na siebie i firmę, w której pracujemy. Na koniec życzę jeszcze obu stronom (i tutaj jeszcze jeden cytat – tym razem z polskiego filmu: „Misiek, ty wiesz, że do ciebie mówię”) pokory. Zwłaszcza podczas oceniania własnych racji. Niech każdy z nas nauczy się wyciągać rękę jako pierwszy. Bo nie ma takiego dnia, który wart byłby nowej wojny.

Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj