Gatunek ludzki od swoich prapoczątków oddziałuje na otaczającą przyrodę. Im bardziej byliśmy liczni i „cywilizowani”, tym bardziej to oddziaływanie się nasilało. W połowie ubiegłego wieku rozpoczął się wielki, ogólnoświatowy ruch, zaniepokojony niszczeniem Ziemi przez człowieka. Zaczęły powstawać grupy i organizacje ekologiczne, a partie zielonych – na szczeblu lokalnym i ogólnokrajowym (tak jak w Niemczech) – dochodzić do władzy. Naukowcy coraz mocniej zajęli się złożonymi problemami degradacji środowiska i jej wpływu na gatunek ludzki oraz inne gatunki roślin i zwierząt.

W świecie Zachodu prawo odgrywa ważną rolę narzędzia, które ma wpływać i kształtować zachowania ludzkie. W tym świecie rozwinęły się przepisy oceniające oddziaływanie człowieka na środowisko. Celem tych przepisów są dwie sprawy. Jedna to wykonanie tzw. strategicznych ocen oddziaływania na środowisko w przypadku projektów, planów (np. zagospodarowania przestrzennego), programów i strategii centralnych, regionalnych i lokalnych. Druga to indywidualne oceny (raporty) oddziaływania na środowisko, sporządzane dla konkretnych inwestycji. W obu przypadkach chodzi o projekty, które mogą znacząco oddziaływać na środowisko przyrodnicze.

W Polsce, przed wejściem do Unii Europejskiej, przyjęliśmy stosowne ustawy nawiązujące do unijnych dyrektyw, regulujących te zagadnienia. Samo przyjęcie ustaw – i choć to banał, to ciągle wymaga powtarzania – nie oznacza jeszcze, że będą stosowane. A nawet jeśli tak, to często zupełnie nie po myśli prawodawcy.

Tak niewątpliwie jest z przepisami o ocenach oddziaływania na środowisko. Ponadto są one częściowo sprzeczne z kilkoma „środowiskowymi” dyrektywami UE, co Komisja Europejska wytyka nam od kilku lat. Poprzedni rząd te zastrzeżenia świadomie i programowo bagatelizował. Premier i ministrowie „napinali mięśnie”, chcąc korzystać z pieniędzy Unii, jednocześnie ignorując konieczność stosowania unijnego prawa. Obecny rząd przestał udawać silniejszego niż jest pod groźbą wstrzymania wielomiliardowej pomocy.

W czerwcu br. byliśmy świadkami precedensowej sytuacji. Po kilku miesiącach intensywnej pracy Minister Rozwoju Regionalnego wydał i opublikował „Wytyczne w zakresie postępowania w sprawie oceny oddziaływania na środowisko dla przedsięwzięć współfinansowanych z krajowych lub regionalnych programów operacyjnych”, uzgodnione i podpisane także przez przedstawicieli Komisji Europejskiej (www.mrr.gov.pl). Do czasu zmiany polskiego prawa (prawdopodobnie pod koniec 2008 r.) mają stanowić „dobrowolny” przewodnik dla inwestorów. Wytyczne opracowano, bowiem brakowało możliwości uruchomienia największego w historii UE programu – skierowanego na infrastrukturę i środowisko Polski – wartego ok. 36 mld euro. Ale niewątpliwie będą kształtować cały proces inwestycyjny.

Ważnej lekcji w tej sprawie udzielili nam doświadczeni eksperci i urzędnicy Komisji Europejskiej podczas konferencji, która odbyła się w dniach 3-4 czerwca br. w Warszawie, prezentującej te Wytyczne i wykładnię przepisów. Oni nie tylko znają te regulacje, ale także, co istotne, śledzą ostateczną wykładnię tego prawa przez Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

Warto tu zarejestrować najważniejsze sprawy. Po pierwsze, strategiczna i indywidualna ocena (raport) oddziaływania na środowisko musi być wykonana na początku pracy nad projektem, planem czy programem. Optymalne jest, aby była prowadzona równolegle z tworzeniem dokumentu strategicznego lub inwestycyjnego. Celem bowiem nie jest jej formalne zaistnienie na końcu procesu jako dodatkowego „papieru”, koniecznego do uzyskania pozwolenia na budowę (bardzo częsta sytuacja w Polsce), ale wpływ na plan, strategię czy inwestycję, który spowoduje zmniejszenie jej ujemnego oddziaływania na przyrodę lub nawet całkowicie go wyeliminuje, np. poprzez przesunięcie lokalizacji, zmianę technologii czy inne rozwiązania organizacyjne.

Po drugie, jeśli są wątpliwości co do potrzeby sporządzania strategicznej lub indywidualnej oceny, czyli co do istnienia znaczącego oddziaływania na środowisko, należy wykonać dodatkowy przegląd (ang. screening) i wówczas podjąć decyzję. Tu eksperci UE podpowiadali, iż w wypadku wątpliwości lepiej od razu wykonać rzetelną ocenę, zabezpieczając się przez decyzją Komisji Europejskiej nakazującą zwrot środków, gdyby okazało się, że wymagana ocena powinna jednak być, a nie została sporządzona.

Konferencja przygotowana przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego pokazała, że jesteśmy na początku drogi. Mamy Wytyczne, ale brakuje nam właściwego prawa, przyswojonej praktyki, urzędników przygotowanych do jego wdrażania oraz inwestorów rozumiejących istotę tych przepisów. Urzędnicy KE nie pozostawiali też złudzeń i żadnego pola do kompromisu. Powtarzali: albo szybko nadrobicie ustalanie sieci Natura 2000, przeniesienie dyrektyw do polskiego prawa oraz przestrzeganie tych przepisów, albo grozi wstrzymanie wielomiliardowej pomocy na polską infrastrukturę i środowisko, planowanej na lata 2007-2013. Optymistyczne jest, że obecni politycy w resortach rozwoju regionalnego i środowiska dostrzegli problem i zrobili krok we właściwym kierunku.

Każdy z nas powinien teraz spojrzeć wokół, by móc sobie odpowiedzieć, jak regionalne i lokalne władze realizują obowiązek przygotowania i konsultowania społecznego strategicznych ocen oddziaływania na środowisko do programów rozwoju komunikacji, planów zagospodarowania przestrzennego, gospodarki odpadowej itp. Postawmy pytania dotyczące przestrzegania prawa: czy takie dokumenty są przygotowywane? Czy są robione z odpowiednim wyprzedzeniem? Czy społeczeństwo jest informowane i uczestniczy w tym procesie?

Radosław Gawlik
Członek Rady Krajowej Zieloni 2004, Partnerstwo Dolina Dobrej Widawy

Tekst ten można znaleźć w numerze 7/2008 Przeglądu Komunalnego na str. 65

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj