W drugim kwartale 2017 roku ilość zielonych certyfikatów wzrosła o kolejną 1 TWh i na koniec czerwca osiągnęła poziom około 23 TWh. Mimo wprowadzonych przez rząd zmian, nadpodaż w kolejnych latach nadal będzie obecna – ostrzegają eksperci.

Ministerstwo Energii w ostatnim rozporządzeniu dotyczącym energii odnawialnej zastrzegło, że jej udział w polskim miksie energetycznym na 2018 r. ma wynieść 17,5 proc. Dla 2019 r. ma być to już 18,5 proc. (za wyjątkiem biogazowni rolniczych).

Wbrew branży

Opracowując finalną wersję rozporządzenia, Ministerstwo Energii jedynie częściowo przychyliło się do stanowiska organizacji reprezentujących branżę energetyki odnawialnej.

Resort ustanowił udział OZE w rynku na dwa lata, a nie na trzy – jak postulowały organizacje branżowe. Dodatkowo branża wnioskowała o utrzymanie maksymalnego poziomu obowiązku w pierwszym roku, aby zwiększyć w ten sposób popyt na zielone certyfikaty i w ten sposób walczyć skutecznie z problemem nadpodaży, z którym cały czas boryka się ten rynek.

Ustalenie na 2018 rok obowiązku umorzenia zielonych certyfikatów na poziomie 17,5 proc., wobec 15,4 proc. obowiązujących tym roku, nie powoduje istotnych zmian w relacji podaży i popytu – oceniają eksperci.

Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej szacuje, że wzrost obowiązku umorzenia do 17,5 proc. będzie oznaczał redukcję nadpodaży jedynie o około 4 TWh. PSEW prognozuje, że na koniec roku 2018 wyniesie ona ponad 19,5 TWh. Tym samym kluczowym jest pilne opublikowanie harmonogramu aukcji migracyjnych na następne lata oraz ich przeprowadzenie, co pozwoli zmniejszyć podaż świadectw pochodzenia na rynku.

Z dostępnych danych wynika, że mimo wprowadzonej przez Ministerstwo Energii zmiany, w roku 2019 nadpodaż będzie wciąż na bardzo wysokim poziomie – według analiz PSEW spadnie tylko do poziomu około 14 TWh, co odpowiada wielkości nadwyżki na rynku z początku roku 2015.

Dodatkowo nowelizacja ustawy o OZE wiąże poziom opłaty zastępczej z cenami zielonych certyfikatów, które są obecnie najniższe w historii rynku. PSEW szacuje, że w 2018 r. wysokość opłaty zastępczej ukształtuje się na poziomie około 40 zł/MWh i będzie de facto stanowiła maksymalną cenę zielonych certyfikatów.

Ceny zielonych certyfikatów pozostaną na niskim poziomie z perspektywą najwyżej 25 proc. corocznego wzrostu w kolejnych latach, co wynika z przepisów ustawy. Tym samym, opłata zastępcza zostanie zamrożona na najniższym, kryzysowym poziomie.

Apel do rządu 

Proponowane przez PSEW rozwiązanie, przekazane Ministerstwu Energii, polega na zachowaniu ustawowego poziomu obowiązku umorzenia dla roku 2018, a następnie wprowadzeniu nieznacznie wzrastającego (tzw. kroczącego) obowiązku umorzenia świadectw pochodzenia na poziomie 18,5 i 19,5 proc. w kolejnych latach (2019-2020).

PSEW proponuje również powiązanie ustalania wysokości obowiązku umorzenia zielonych certyfikatów z publikacją informacji o ilości i wartości energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii, która może zostać sprzedana w drodze aukcji w trzech kolejnych latach kalendarzowych.

Informacja ta powinna odnosić się także do ilości i wartości energii elektrycznej z OZE, która może być sprzedana w aukcjach migracyjnych, co bezpośrednio przełoży się na prognozy nadpodaży świadectw pochodzenia.

Bardzo pożądana jest także synchronizacja daty publikacji wspomnianej informacji z datą publikacji rozporządzenia w sprawie zmiany poziomu obowiązku. W opinii PSEW jedynie tak kompleksowe rozwiązanie ma szansę doprowadzić do powolnej harmonizacji i zrównoważenia rynku świadectw pochodzenia.

Envicon poniżej wpisu
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj