Choć krakowski magistrat uczy mieszkańców selektywnej zbiórki odpadów, to sami urzędnicy nie prowadzą segregacji – informuje „Gazeta Krakowska”.

Niemal na każdym przystanku i słupie ogłoszeniowym przyklejone są plakaty, namawiające do selekcji śmieci, tymczasem w urzędowych budynkach każdego dnia magistrackie wydziały produkują setki kilogramów wymieszanych odpadów. Do tych samych koszy trafiają: papier, plastik, puszki po napojach, baterie, woreczki po herbacie, skórki z pomarańczy, ogryzki i inne odpady.

Dziennikarze sprawdzili budynek Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz główny gmach magistratu przy pl. Wszystkich Świętych – bezskutecznie szukali tam osobnych koszy na segregowane odpady.

Jedyne wydziały UMK, w których segreguje się śmieci, mieszczą się w budynku na os. Zgody 2. W każdym pokoju, a także na korytarzach, stoją pojemniki z trzema komorami: na papier, na plastik i inne śmieci. – Mamy je od dwóch lat – poinformowała  Jolanta Zając z Wydziału Kształtowania Środowiska. – Segregowanie śmieci weszło nam już w nawyk, robimy to także w domach – zapewniła. Nie potrafiła jednak powiedzieć, dlaczego w innych wydziałach UMK takiej segregacji się nie prowadzi.

źródło: Gazeta Krakowska

Envicon poniżej wpisu
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj