Posłowie koalicji rządzącej zainicjowali ustawę o zmianie prawa energetycznego obejmującą kwestie odnawialnych źródeł energii (OZE) określaną jako „mały trójpak”. Posłowie uzasadniają, iż chodzi m.in. o wypełnienie zobowiązań wobec UE o promocji OZE spóźnionych ponad dwa lata i grożących Polsce karami finansowymi.

Ma to miejsce niezależnie od rządowego projektu ustawy tzw. „dużego trójpaku”, który utknął gdzieś na niejasnych sporach w Radzie Ministrów. Projekt rządu zawierał nowe i ciekawe rozwiązania z zakresu mikroenergetyki lub energetyki prosumenckiej (prosument – tu podmiot posiadający małe OZE, konsument i producent energii zużywanej przez siebie i sprzedawanej do sieci) zbliżające nas do rozwiązań, które panują w Niemczech, Danii czy Szwecji. Ale ustawa rządowa proponowała też zróżnicowanie wsparcia dla różnych rodzajów OZE i dla różnych wielkości mocy, w tym zmniejszenie dopłat dla dużych farm wiatrowych oraz redukcję i rezygnację z oszukańczego wynalazku działających w Polsce koncernów energetycznych (tzw. współspalania)  oraz nieuzasadnionych dopłat do starych, zamortyzowanych elektrowni wodnych. Współspalanie polega z skrócie na spalaniu drewna lub innej biomasy z kotłach węglowych i pobieraniu za to mało efektywne działanie certyfikatów za OZE posiadających dotychczas sporą wartość rynkową. 

Podaż certyfikatów ze współspalania zalewa rynek i blokuje budowę małych, lokalnych i efektywnych OZE np. produkujących w skojarzeniu prąd i energię cieplną z biomasy, mikrowiatraków lub systemów fotowoltaicznych, psuje rynek drewna, a poprawia kondycję monopoli energetycznych, konserwując monokulturę węglową kraju. Perspektywa odebrania dopłat za „rzekome OZE” dla koncernów energetycznych prawdopodobnie jest jedną z przyczyn zablokowania projektu w rządzie.

„Mały trójpak” nie rusza tych drażliwych kwestii. Ma nas chronić przed Komisją Europejską i załatwić kilka niekontrowersyjnych, ale nie wpływających na pozytywne zmiany na rynku zobowiązań z dyrektyw. Posłowie deklarują (cóż innego mogą), że uchwalą szybko swoja ustawę, ale są otwarci na całościowy projekt z rządu, jeśli wpłynie do Sejmu. Koalicja Klimatyczna – około 25 znaczących organizacji ekologicznych – uczestnicząca w pracach podkomisji zaproponowała do ustawy świetnie przygotowane prawnie poprawki wspierające energetykę prosumencką (gwarancja przyłączenia i zakupu energii, zniesienie barier biurokratycznych, itp.), które umożliwiłyby  np.  montaż fotoogniw na dachach domów. W Niemczech  moc fotoogniw do produkcji prądu z promieniowania słonecznego  osiągnęła w ubiegłym roku ponad 25 tys. MW, czyli tyle, ile mocy elektrycznej cała Polska potrzebuje w szczycie w styczniu, przy wielkich mrozach (ta uwaga jest dla tych wszystkich  „węglowych ekspertów”, którzy permanentnie mówią o OZE, że to „margines”). Propozycja Koalicji Klimatycznej wsparta też stanowiskiem Związku Pracodawców Forum Energetyki Odnawialnej została odrzucona i skierowana do „dużego trójpaku”, czyli do nikąd !

Dlaczego używam kolokwializmu „ściema”? Otóż posłowie chcą na zewnątrz, przed Komisją Europejską, pokazać „dobrą wolę” i wdrożenie wygodniejszych elementów dyrektyw UE, w tym o promocji OZE, ale nie chcą promować OZE! Ma ta akcja wsparcie rządu, gdyż Ministerstwo Gospodarki na ostatnim posiedzeniu dołożyło kilkadziesiąt poprawek, w tym o dopłatach do energii dla uboższych mieszkańców (30% od rocznych zryczałtowanych kosztów zużycia energii elektrycznej na gospodarstwo domowe; uwaga! dopłaty  nie obejmują energii cieplnej, która zwykle stanowi zdecydowanie większy koszt gospodarstw domowych – uzasadniono też tę poprawkę jako chęć  spełnienia dyrektywy). Można to  bez większej pomyłki odbierać jako przerzucenie na podatnika kosztów zaopatrzenia w energię przez koncerny energetyczne i poszerzane ich rynku i zysków, bez rozwiązywania przyczyn wzrostu ceny energii. Z tego widać, że jest to wspólna akcja koalicji rządowej i większości sejmowej. Oszustwem  wobec opinii publicznej jest fakt, że władze wspierają ustawę, która formalnie spełnia jedynie część zapisów dyrektyw, a rezygnuje z progresywnych zapisów m.in. prosumenckich, które rozwiązałyby w duchu dyrektyw UE wiele problemów narosłych w krajowej energetyce.

Dodatkowo nikt na razie nic nie wie na temat harmonogramu prac związanych z  „dużym trójpakiem”. Są sygnały z rozmów z Ministerstwem Gospodarki, że jak tylko wejdzie „mały trójpak”, duża ustawa straci priorytet polityczny. Może wejdzie w życie w 2014, ale może nie ? A później będą wybory.

Polska będzie mogła spokojnie konserwować swój model energetyczny oparty na węglu i atomie! Rząd będzie konsekwentnie zgłaszał weto do polityki klimatycznej UE. Politycy i nieliczni naukowcy będą ględzić o innowacyjnych technologiach energetycznych, a ceny energii będą zdecydowanie rosnąc. Konserwacja węgla kosztuje i będzie kosztować coraz więcej, ale będziemy mieli przecież dopłaty dla najuboższych!

Radosław Gawlik
Partia Zieloni
Stowarzyszenie Ekologiczne EKO-UNIA

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj