1 / 11

Odpady biodegradowalne stanowią dziś około 36,7 proc. odpadów komunalnych. To ok. 4 mln ton, które trzeba selektywnie zebrać, zagospodarować i przetworzyć. Eksperci przekonują: jeśli branża gospodarki odpadami nie otrzyma narzędzi umożliwiających lepsze finansowanie technologii i wspomagania rynku zbytu m.in. dla kompostu, frakcja bio będzie trafiała na składowiska, a mieszkańcy jeszcze więcej zapłacą za odpady.

Ze względu na swój skład odpady biodegradowalne stanowią najbardziej problematyczną frakcję. Dlatego jej segregacja, zbiórka i zagospodarowanie generują tak duże koszty.

Co można zrobić, by mieszkańcy jak najmniej odczuli skutki obowiązku zbiórki frakcji bio? W czwartek, 28 marca w siedzibie Ministerstwa Środowiska rozmawiali o tym przedstawicie Forum Gospodarki Odpadami.

Oprócz uczestników z ramienia Rady RIPOK, Krajowej Izby Gospodarki Odpadami, Krajowej Izby Gospodarczej i korporacji samorządowych w debacie, której organizatorem była redakcja „Przeglądu Komunalnego” i Ministerstwo Środowiska, wzięli udział minister Henryk Kowalczyk i wiceminister Sławomir Mazurek.

Wszyscy obecni zgodzili się, że frakcję odpadów biodegradowalnych trzeba selektywnie zbierać i należy ją przetwarzać. Pytanie tylko: jak?

Mało pieniędzy, zawiłe procedury

Przedstawiciele FGO zwracają np. uwagę, że działające dziś instalacje mechaniczno-biologicznego przetwarzania nie są w stanie skutecznie rozwiązać problemu zagospodarowania bioodpadów, zwłaszcza kuchennych.

Jak pokazują doświadczenia ekspertów branży, brakuje efektywnych mechanizmów wsparcia pozwalających na przebudowę i dostosowanie ich do nowoczesnych technologii. Problem pogłębiają także skomplikowane mechanizmy certyfikacji wyrobów powstających z przetworzenia frakcji bio m.in. na kompost.

Na ten problem zwracał uwagę przewodniczący Rady RIPOK Piotr Szewczyk: – Nawet najmniejsza kompostownia przetwarzająca frakcję bio musi wystąpić o zgodę, która kosztuje od 20 do 50 tys. zł. Nie wyobrażam sobie, żeby takie koszty udźwignęła mała, gminna kompostownia – stwierdził.

Jak zauważył Tomasz Uciński, prezes KIGO, instalacje mają możliwości wytwarzać kompost i często to robią. Problemem jest brak rynku zbytu na tak przetworzoną frakcję bio.

– Uważam, że na wsi w ogóle nie ma problemu – stwierdził minister Henryk Kowalczyk. – Jeśli ktoś nie wykorzysta kompostu wytworzonego w przydomowym kompostowniku, na pewno znajdzie się sąsiad, który bardzo chętnie to weźmie – przekonywał. – Problemem jest przede wszystkim zbiórka fakcji bio z dużych miast.

Zdaniem ministerstwa szansą są biogazownie. Henryk Kowalczyk podkreślił, że mimo iż dziś te instalacje rozwijają się stosunkowo wolno, warto w nie inwestować, choćby z racji faktu, że wytwarzają energię ze źródeł odnawialnych, przez co mogą pomóc spełnić Polsce wymogi udziału OZE w miksie energetycznym.

Duże miasta – duży problem

O ile zbieranie frakcji bio w zabudowie jednorodzinnej, zwłaszcza na wsiach, raczej nie stanowi dużego kłopotu (co ciekawe, obaj ministrowie przyznali, że sami posiadają kompostowniki), o tyle zbiórka frakcji bio w dużych miastach nastręcza wielu problemów.

– Apelowaliśmy o możliwość zagospodarowania tej frakcji w miejscu wytworzenia – mówił Leszek Świętalski, sekretarz generalny Związku Gmin Wiejskich RP. – Mówimy tu w dużej mierze o kompostownikach przydomowych lub ulgach w przypadku zagospodarowania w miejscu wytworzenia. Przez lata było to niemożliwe. Niemniej szereg gmin zbierało frakcję bio i preferowało kompostowniki. Trochę nam się system skomplikował, gdy do odpadów włączono dwie frakcje: odpady zielone i kuchenne.

Kilka miesięcy temu zdecydowano o przesunięciu o rok obowiązku selektywnej zbiórki z podziałem na pięć frakcji. Gminy mają czas na jej wdrożenie do 1 stycznia 2020. Mówiąc o przyczynach tej decyzji minister Henryk Kowalczyk wskazywał, że wynikało to potrzeby zgłaszane przez samorządy, które nie zdążyły przygotować się do tego zadania. Pytany o to Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich mówił: – Potrzeba była wskazywana, ponieważ rozporządzenie kształtujące warunki, zostało później wydane niż miało zostać wydane – stwierdził, dodając, że przesunięcie terminu ułatwi życie samorządom.

Tymczasem, jak mówił minister Kowalczyk, odpady, także frakcji bio, są potencjalnym zasobem. Jeśli udałoby się je dobrze segregować, instalacje otrzymywałyby dobrej jakości surowiec, który może zostać ponownie wykorzystany lub poddany recyklingowi. To z kolei ma duże znaczenie w kontekście unijnych wymogów.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

2 Komentarze

  1. Zakazać zbierania Bio w workach które zanieczyszczają wytworzony z nich kompost. Bio należny wrzucać jedynie do pojemników. A w sklepach wprowadzić obowiązek toreb papierowych – biodegradowalnych na zakupy.

  2. Nad czym ta dyskusja, wystarczy wyjazd do Niemiec czy Szwecji i nie tracąc czasu Pan Minister będzie wiedział co czynić !
    Tak nauka to potęgi klucz.

Skomentuj