Szeroko rozumiana debata dotycząca tzw. zamówień in house, zwłaszcza w gospodarce odpadami komunalnymi, pod wieloma względami przypomina dobry serial telewizyjny, w którym pełno jest zaskakujących zwrotów akcji i w którym do samego końca nie sposób przewidzieć zakończenia.

Artykuł pochodzi z lipcowego wydania miesięcznika „Przegląd Komunalny” (07/2016).

Przyjmując tego typu porównanie, można stwierdzić, iż 22 czerwca 2016 r. dobiegł końca kolejny sezon tego „serialu” – pytanie, czy ostatni?

Początków „gry o in house” można upatrywać w 2011 r., kiedy to Sejm – uchwalając ustawę, która zapoczątkowała tzw. rewolucję śmieciową – zdecydował się na ograniczenie samodzielności organizacyjnej gmin poprzez zobligowanie ich do przeprowadzania postępowań konkurencyjnych w przypadku realizacji nowych inwestycji odpadowych (art. 3a znowelizowanej ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach – u.c.p.g.) oraz poprzez nakazanie organizacji przetargów na odbiór albo odbiór i zagospodarowanie odpadów komunalnych (art. 6d i art. 6e znowelizowanej u.c.p.g.). Tym samym gminy nie mogły, co do zasady, powierzać przedmiotowych zadań własnym jednostkom organizacyjnym (ani zakładom budżetowym, ani spółkom komunalnym) w trybie tzw. zamówień in house. Niezadowolone z takiego rozwiązania gminy starały się je zakwestionować przed Trybunałem Konstytucyjny. Trybunał ten w dwóch orzeczeniach (wyrok z 28 listopada 2013 r., sygn. akt K 17/12, oraz postanowienie z 26 lutego 2014 r., sygn. akt K 52/12) uznał, iż art. 6d ust. 1 i art. 6e są zgodne z art. 2 oraz z art. 16 ust. 2 zdanie drugie w związku z art. 166 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Co warte podkreślenia, postanowienie Trybunału Konstytucyjnego zapadło w tym samym dniu, w którym uchwalone zostały nowe dyrektywy unijne dotyczące zamówień publicznych.

Gra się rozpoczyna

Wśród celów uchwalenia nowej dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/24/UE z 26 lutego 2014 r. w sprawie zamówień publicznych wskazano m.in. na konieczność doprecyzowania, w jakich przypadkach umowy zawierane w obrębie sektora publicznego nie podlegają obowiązkowi stosowania przepisów dotyczących zamówień publicznych. Wyjaśnienie takie powinno być zgodne z zasadami określonymi w stosownym orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W preambule dyrektywy podkreślono przy tym, iż zastosowanie przepisów dotyczących zamówień publicznych nie powinno zakłócać swobody organów publicznych w zakresie wykonywania powierzonych im zadań dotyczących usług publicznych poprzez wykorzystanie ich własnych zasobów, co obejmuje możliwość współpracy z innymi organami publicznymi. Realizując przedmiotowe cele, w dyrektywie określono, iż przesłanki, których łączne spełnienie skutkuje możliwością zastosowania tzw. zamówień in house, nieobjętych na gruncie prawa unijnego reżimem zamówień publicznych. Prawodawca unijny wyznaczył państwom członkowskim dwuletni okres na implementację nowych przepisów unijnych, który upłynął 18 kwietnia 2016 r.

Od samego początku nowe rozwiązania unijne wzbudziły w Polsce ożywioną dyskusję, której temperatura wzrastała wraz z upływem czasu na implementację nowych rozwiązań. Przeciwnicy i zwolennicy in house przerzucali się argumentami dotyczącymi obowiązku (lub jego braku) wprowadzenia do polskiego porządku prawnego przedmiotowych rozwiązań oraz ewentualnego kształtu nowych przepisów. Przewidzenia ostatecznych rozwiązań prawnych w tym zakresie nie ułatwiała od samego początku strona rządowa. Początkowo w projekcie nowej ustawy Prawo zamówień publicznych zaproponowano wierne powtórzenie zapisów dyrektywy w zakresie tzw. zamówień in house. Tym samym zaproponowano, aby tego typu relacje prawne nie były objęte reżimem Prawa zamówień publicznych. Rozwiązanie takie, w pełni satysfakcjonujące stronę samorządową, spotkało się z bardzo ostrą krytyką przeciwników in house, którzy starali się wykazać, że tego typu rozwiązanie pozostaje w sprzeczności z zasadami prawa zarówno europejskiego, jak i krajowego. W konsekwencji rozpoczęło się poszukiwanie tzw. rozwiązań kompromisowych, które – ze swej istoty starając się łączyć sprzeczne interesy – nie są w pełni satysfakcjonujące dla nikogo. Dyskusja objęła nie tylko kształt nowych przepisów Prawa zamówień publicznych, ale także zakres ewentualnej nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach. Do ostatniej chwili prac na etapie rządowym toczyła się dyskusja, czy nowelizacja powinna objąć ustawę o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, za czym optowało Ministerstwo Środowiska, czy też pominąć ten aspekt (co popierało Ministerstwo Rozwoju).

Dalszą część artykułu można przeczytać w serwisie E-czytelnia.

logo

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj