1 / 4

Dla jednych mieszkańców są po prostu brzydkie, a inni doceniają ich wartość artystyczną. A jak samorządy postrzegają te wielkoformatowe malowidła ścienne?

Artykuł pochodzi z majowego wydania „Przeglądu Komunalnego” (05/2016).

Sztuka murali rozwinęła się w Polsce w ciągu kilku ostatnich lat w sposób nieprawdopodobny. Łódź, Gdynia lub Warszawa to przykłady miast, które obecnie muszą nawet zmierzyć się z problemem, jakim jest przesyt murali.

MTP 300 x 250

Krótka historia

Jak mówi dr Maciej Borsa z Towarzystwa Urbanistów Polskich, grafika ścienna to być może najstarsza forma ekspresji artystycznej, zanim dostępne stały się deska, płótno czy papier. Przedhistoryczne malowidła na skałach sprzed 30 tys. lat, antyczne dzieła egipskie czy rzymskie, średniowieczne freski stały się podstawą nurtu sztuki, rozwijającej się od końca XIX w. Z hiszpańskiego nazwane „muralami”, stanowią najczęściej monumentalne dzieła ściennego malarstwa dekoracyjnego, niosącego za sobą istotną treść.

W czasach nowożytnych stały się modne dzięki twórczości artystów meksykańskich tworzących swe dzieła na budynkach publicznych. Z kolei modernistyczne murale nie tylko pełniły funkcję informacyjną,
o przeznaczeniu lub misji związanej z określonym obiektem, ale też zawierały często ważne przesłanie polityczne lub społeczne.

W Polsce dzisiejsza grafika ścienna związana jest silnie ze specyficzną sytuacją powstałą po II wojnie światowej, gdy z przyczyn doktrynalnych nie uzupełniano ubytków zabudowy śródmiejskiej. Liczne puste ściany budynków pokrywano malowidłami propagandowymi lub reklamowymi dużych państwowych organizacji: banków czy sieci handlowych. Współcześni artyści nawiązują wprost do tych tradycji, uważając je za „kultowe”, choć jest w tym sporo przesady. Źródłami inspiracji są też subkultury młodzieżowe, a niektóre dzieła, obok misji społecznej i humoru, reprezentują wysoki poziom artystyczny.

Dr Maciej Borsa, Towarzystwo Urbanistów Polskich, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie: Władze lokalne chętnie zamawiają wielkoformatowe malowidła, czyli murale. Tego typu prace stanowią swoisty „makijaż” błędów urbanistycznych – nieskutecznej polityki przestrzennej, braków w zabudowie i pustostanów. Stanowią rozwiązanie nietrwałe, czasem trochę tandetne, ale niedrogie w porównaniu z rzeczywistymi inwestycjami i przede wszystkim zaskakująco nośne medialnie, więc lubiane przez władze.

Kto wyraża zgodę?

– Aby wykonać mural, potrzebne jest przejście przez masę biurokracji – komentuje Tomasz Genow, artysta, inicjator projektu poznańskich murali pn. „Poezja jest tym, co rodzi się z życia”, którego celem było umieszczanie klasyki polskiej poezji w przestrzeni miejskiej. W efekcie na poznańskich kamienicach pojawiły się murale przedstawiające wiesze m.in. Zbigniewa Herberta i Tadeusza Różewicza. – Przy projekcie korzystaliśmy z pieniędzy miejskich – z konkursu grantowego pn. Centrum Warte Poznania. Tomasz Genow zwraca uwagę, że do tego, by powstał mural, potrzebna jest zgoda od właściciela budynku, a w przypadku, gdy jest to wspólnota mieszkaniowa – zgoda zarządu i większości właścicieli. – Jest to bardzo żmudny proces – żali się artysta. Poza tym, na wykonanie muralu musi być zgoda konserwatora zabytków i plastyka miejskiego, a w określonych przypadkach np. właściciela terenu pod wykonanie rusztowania. – Zgody te muszą się dograć, gdyż zdarzało się niekiedy, iż mieliśmy zgodę właściciela, ale zablokował nas konserwator zabytków. Kolejnym problemem są dane właściciela, które nie zawsze jest łatwo zdobyć – zaznacza T. Genow.

– Obecnie legalnie powstające w mieście murale są sumą działań wielu osób – zgadza się Andrzej Nowacki z Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej Urzędu m.st. Warszawy. Jak informuje, najczęściej to jednak inicjator projektu poszukuje lokalizacji i zawiera umowę. – Malowanie muralu to rodzaj prac budowlanych. Przykładowo w Warszawie zgłoszenie odbywa się w Wydziale Architektury i Budownictwa. Poza kwestiami technicznymi wymagana jest opinia Wydziału Estetyki Przestrzeni Publicznej. Po spełnieniu powyższych wymogów można realizować projekt, jednakże w praktyce podstawowy scenariusz działań różni się nieco w zależności od specyfiki danego projektu – twierdzi A. Nowacki. Jak z kolei informuje Jacek Piątek, główny specjalista, plastyk miasta Gdynia, wiele murali powstaje też w ramach zorganizowanych festiwali, eventów i innych imprez. – Wymagają one odpowiednich uzgodnień, szczególnie jeżeli lokalizacja planowanego malowidła jest usytuowana w przestrzeniach reprezentacyjnych miasta, na obszarze ochrony konserwatorskiej czy na budynkach miejskich. Natomiast do jarocińskiej przestrzeni miejskiej wprowadzają murale przedstawiciele Muzeum Regionalnego w Jarocinie– na bazie działalności wystawienniczej Galerii Skarbczyk, w ramach projektu pn. „Z kontrkultury w popkulturę”. Malowidła powstają w porozumieniu między kuratorem projektu, zaproszonymi artystami oraz właścicielami czy dysponentami ściany. Jednym z nich jest Spółdzielnia Mieszkaniowa Lokatorsko-Własnościowa w Jarocinie, która ostatnio przygotowała listę ok. 100 bloków przeznaczonych do pokrycia muralami. Natomiast Energa-Operator Rejon Dystrybucji w Jarocinie udostępniła od 2014 r. aż dziesięć nowych obiektów. Gmina z kolei w tym samym roku przekazał a dodatkowo ścianę kina Echo, a jedno z malowideł powstało na ścianie prywatnej kamiennicy. Także Jarocińskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego w 2014 r. dołączyło jedną lokalizacją, a w 2015 r. w oficjalnym piśmie poinformowało o możliwości przeznaczenia większej liczby ścian pod murale. – Droga pozyskania zgody w wypadku spółdzielni jest jasna. Sytuacja jest bardziej złożona w przypadku kamienic w zabytkowym centrum miasta – wyjaśnia Filip Fajfer, artysta, przedstawiciel Muzeum Regionalnego w Jarocinie oraz kurator tamtejszej Galerii Skarbczyk. Jak tłumaczy, oprócz właściciela, zgodę na projekt musi w tym przypadku wyrazić Wielkopolski Wojewódzki Konserwator Ochrony Zabytków oraz właściciel terenu, przy której ustawiano sprzęt do malowania.

1
2
3
4
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj