Od kilku tygodni nieprzyjemny zapach z wysypiska Szadółki sięga znacznie dalej wgłąb Gdańska niż zazwyczaj – dociera nawet na Główne Miasto. Prawidłowy proces rozkładania odpadów został zaburzony na skutek wyjątkowo obfitej ulewy z połowy lipca, przez co śmieci czuć dużo bardziej.

Mieszkańcy Gdańska odczuwają obecnie skutki wielkiej ulewy sprzed dwóch tygodni – odory, które docierają do miasta od strony Zakładu Utylizacyjnego w Szadółkach, wydobywają się z placu dojrzewania kompostu oraz z hałd odpadów, które nasiąkły wodą.

– Do prawidłowego przebiegu kompostowania potrzebne jest odpowiednie napowietrzenie i nawodnienie odpadów – tłumaczy Wojciech Głuszczak, prezes Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku. – Po ogromnych opadach z połowy lipca bioodpady zamokły i podgniwają, przez co ich rozkład przebiega nieprawidłowo. Procesy biologiczne zostały zakłócone, substancje odorotwórcze uwalniają się w sposób niekontrolowany, powodując uciążliwą woń.

Składowisko Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku Szadółkach porównać można do wielkiej wanny. Kilkadziesiąt hektarów ziemi, na których usytuowane są hałdy odpadów i plac dojrzewania kompostu, zostało uszczelnione od strony gruntu. Każda kropla deszczu spadająca na ten teren jest zbierana jako odciek, który zanim opuści “wannę”, musi zostać poddany podczyszczaniu.

Aplikacja pomoże gdańszczanom badać uciążliwości zapachowe z Zakładu Utylizacyjnego

– W ciągu kilkunastu godzin ulewy na hałdy spadło sześć tys. metrów sześciennych wody, czyli tyle, ile w normalnych warunkach zbieramy przez trzy miesiące – mówi Głuszczak. – Jesteśmy przygotowani na samodzielne podczyszczanie odcieków, ale nie jesteśmy w stanie szybko przerobić tej ogromnej nadwyżki.

Ponieważ zbiorniki odcieków oczekujących na podczyszczenie mają ograniczoną pojemność, brudna woda opadowa zalega na kwaterze, w masie śmieci.

– Można powiedzieć, że kwatera stała się wielką nasączoną odciekiem gąbką. A taki odciek, który już miał kontakt z odpadami, jest dodatkowo uciążliwy zapachowo – zaznacza prezes ZUT. – Dwa metry sześcienne odcieków oczyści Saur Neptun Gdańsk, a z resztą musimy sobie stopniowo poradzić sami.

Kiedy koniec wszechobecnego odoru? Nie wiadomo

Wszystko zależy od pogody, ponieważ każdy kolejny intensywny deszcz odsuwa zakończenie problemu.

– Wcześniej czy później proces uwalniania odorów się zakończy, ale nie jesteśmy w stanie okreśłić jak długo będzie to trwać. Zwiększoną wilgotność ma partia bioodpadów, która była na placu podczas ulewy, kolejne już nie – zaznacza Wojciech Głuszczak. – Zakład Utylizacji to nie jest fabryka pod dachem, odpady składowane są przecież na otwartym powietrzu, szkodzą nam więc każde ekstrema pogodowe.

W przyszłości będzie można uniknąć takich sytuacji, bo na placu dojrzewania kompostu powstanie zadaszona kompostownia wyposażona w biofiltry, oczyszczające wydobywające się z niej powietrze, które dodatkowo jeszcze będzie dezodorowane. Wówczas zapomnimy o zapachu podgniłych bioodpadów. Na ten moment trzeba będzie jednak poczekać jeszcze dwa, trzy lata. Inwestycja jest obecnie na etapie procedury administracyjnej w zakresie postępowania środowiskowego.

Czytaj więcej

3 Komentarze

  1. Mieszkam w Rumi. Smród był tu dokuczliwy, ale z drugiego wysypiska śmieci – z EkoDoliny w Łężycach. Został zastosowany tutaj niemiecki sposób: przykryto mokre gnijące śmieci materiałem półprzepuszczalnym i ziemią oraz obsadzono teren. Wtedy przestało śmierdzieć. Takie góry śmieciowe przysypane ziemią i obsadzone zielenią już 20 lat temu były w Niemczech w okolicach Monachium. Problem polega na tym, że w Szadółkach władze nie chcą zastosować tego sprawdzonego sposobu. W Szadółkach chcą zbudować dach – a to nic nie pomoże.

  2. Problem Szadułek i smrodów jest nam znany od ponad 8 lat. Mimo długiej historii problemu, która winna była dać szanse prawidłowej oceny sytuacji, najbardziej zadziwiają wciąż bezkrytyczne komentarze i powtarzanie wypowiedzi wykazujących kompletny brak wiedzy lub chęci zrozumienia istoty biologicznego smrodu.
    każdy, kto uważa się za fachowca w temacie, powinien bez trudu rozróżnić smród biogazu wydobywającego się ze składowiska od smrodu placu dojrzewania. Przypisywanie efektu smrodu w nieprawidłowy sposób z pewnością nie doprowadzi do rozwiązania problemu. Po pierwsze odpady biodegradowalne nie powinny trafiać na składowisko, po o jest kompostownia. Po drugie czasza kwater zamykanych rzeczywiście powinna być lepiej zakryta a gazy w całości ujęte w studniach i drenażach do spalenia w lub poza kogeneracją. Plac dojrzewania ewidentnie nie jest placem dojrzewania tylko placem kompostowania i tylko wtedy deszcz może być problemem emisji. Jak zwykle proces intensywnej biostabilizacji tlenowej jest w rzeczywistości procesem biosuszenia i odpad sie uaktywnia biologicznie po zmoczeniu deszczem.
    Jeśli ktokolwiek certyfikuje AT4=20mg O2 po kompostowni, to popełnia zwykłe oszustwo, bo wtedy, nawet kry, odpad nie powinien śmierdzieć aż do Gdańska.
    Typowa hipokryzja pomieszana z brakiem wiedzy i odpowiedzialności będzie tylko motorem napędzania mielenia kasy, ale z pewnością nie usunięcia problemu. Są w Polsce specjaliści i praktycy, którzy potrafią ocenić prawidłowo sytuację i zaproponować rzeczywiste, realne i wykonalne rozwiązanie, ale powszechni dziś oszuści i oferencie “najlepszych technologii szybkiej biostabilizacji tlenowej” skutecznie odsuwają fachowców od “swojego koryta ostatnich funduszy na infrastrukturę i środowisko”. Ograniczenie profesjonalne i przekupność władz publicznie finansowanych ZGO doprowadza do niszczenia środków i rozpowszechniania bubli i atrap technologicznych a smrody tej zgnilizny muszą wdychać teraz wszyscy, no i bardzo dobrze…
    Nie mniej jednak, uważam, że Przegląd Komunalny nie powinien bezkrytycznie lub bez komentarza powtarzać na swym łamach bzdurnych wypowiedzi typu, że “Po ogromnych opadach z połowy lipca bioodpady zamokły i podgniwają, przez co ich rozkład przebiega nieprawidłowo. Procesy biologiczne zostały zakłócone, substancje odorotwórcze uwalniają się w sposób niekontrolowany, powodując uciążliwą woń.”

  3. Jak smród sięgnie do Warszawy – to usłyszymy starodawną pieśń: Polacy nic się stałło… To tylko chdikk…

Skomentuj