O rynku zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego z Grzegorzem Skrzypczakiem, prezesem Zarządu ElektroEko Organizacji Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego, rozmawia Dominik Szymański. 

Początki działania organizacji ElektroEko wiążą się z olbrzymimi zmianami w polskiej gospodarce odpadowej. Nie ominęły one także rynku zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Jak Pan wspomina te pierwsze lata działalności ElektroEko? 

15 lat temu, gdy zakładaliśmy ElektroEko, wchodziliśmy na zupełnie dziewiczy obszar. Pierwsza poważna ustawa regulująca funkcjonowanie rynku zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego to rok 2005. Kilka miesięcy później powstała nasza organizacja. Szczerze mówiąc, wówczas wiele organizacji działających w tej branży nie wiedziało, jak będzie wyglądać funkcjonowanie rynku po przyjęciu nowych przepisów. My również borykaliśmy się z takimi problemami. Jednak inspiracją były dla nas kraje zachodnie i stosowane tam z dużą skutecznością rozwiązania. Dzięki temu powoli nabieraliśmy pewności w tym, co robimy. 

W tamtych latach dużym problemem był nie tylko niski poziom świadomości o obowiązkach spoczywających na organizacjach odzysku ZSEE i regulacjach prawnych ich dotyczących. Podobnie małą wiedzę miało, niestety, społeczeństwo, ale także sami producenci, których te regulacje dotyczyły. Jednak można powiedzieć, że nasza branża jest w pewnym sensie szczęściarzem, ponieważ tak naprawdę grupa produktowa, o której mówimy, znajdowała się na ostatnim miejscu wśród tych branż, które podlegały nowym regulacjom. Mogliśmy więc najpierw spokojnie podejrzeć i ocenić sytuację, jaka panuje w innych grupach produktowych, i dość szybko przygotować się na czekające nas...