Najbliższe miesiące mogą okazać się przełomowe dla całego rynku energii ze źródeł odnawialnych. OZE już wcześniej notowało rekordowe zainteresowanie ze strony zarówno klientów, jak i samych inwestorów. Trend wydaje się nie ustawać, pomimo niepewnych czasów dla innych branż. Czy spółki związane z zieloną energią będą musiały martwić się o przyszłość sektora? Ostatnia dekada upłynęła pod znakiem dynamicznych wzrostów zużycia produktów OZE w tempie rocznym na poziomie (uśredniając) 13,7%. Według analityków z Międzynarodowej Agencji Energii (IEA), źródła odnawialne to także jedyna nisza, która notowała dwucyfrowe wyniki z całej branży i bezkonkurencyjny w kategorii kolejnych wzrostów pretendent do zajęcia czołowych miejsc na energetycznym podium. Najwięksi gracze? Chiny (odpowiadające za 70% światowej produkcji paneli fotowoltaicznych), Unia Europejska (skupiająca jedne z największych rynków OZE) oraz Stany Zjednoczone (powracające do Porozumienia Paryskiego). Na ogromny potencjał OZE reagowali również czujni inwestorzy. Jeszcze na jesieni 2020 r., czyli w okresie tzw. drugiej fali epidemii, indeks Invesco Solar ETF TAN notował aż 144,1% wzrostu. Sam wolumen opcji kupna ETF iShares Global Clean Energy w październiku ub.r. odnotował skok na poziomie… 600%! Biorąc pod uwagę sytuację na przestrzeni 12 miesięcy, S&P Global Clean Energy wzrósł o ponad 177%. Tymczasem indeksy bazujące m.in. na węglu i tradycyjnych formach wydobycia...