Wprowadzanie ograniczeń ruchu i parkowania często spotyka się ze znacznym oporem części społeczeństwa. Protestujący to przede wszystkim uzależnieni od samochodu mieszkańcy, ale także krzykliwi właściciele obiektów handlowych, usługowych i restauracyjnych zlokalizowanych na obszarach tych ograniczeń. Ich koronnym argumentem jest rzekomy spadek dochodów z działalności gospodarczej.

Przedsiębiorcy ci uważają, że zmotoryzowani klienci są bogatsi niż użytkownicy transportu publicznego, piesi i rowerzyści oraz mają większą siłę nabywczą niż ci ostatni. Jednak badania prowadzone w wielu europejskich miastach nie potwierdzają takiej tezy. Gospodarstwa domowe, które nie mają samochodu, oszczędzają więcej pieniędzy, ponieważ wydają mniej na dojazdy do pracy samochodem. Niektórzy właściciele restauracji są też przekonani, że obiekt, który jest wyposażony w parking, przyciąga klientów, w tym mieszkających w bardziej odległych częściach miasta. Tymczasem badania wskazują, że klienci nie uważają za ważne, czy w pobliżu obiektu znajduje się parking, i są gotowi przejść pieszo odległość większą niż odległość postrzeganą przez przedsiębiorców za zbyt długą.

Niewątpliwe korzyści

Zarówno przedstawiciele sektora usług, jak i entuzjaści samochodu mają niską świadomość pozytywnych skutków wprowadzenia restrykcyjnych instrumentów, które pozwalają oddać przestrzeń innym użytkownikom ruchu, zwłaszcza pieszym i rowerzystom. Wdrożenie takich rozwiązań poprawia warunki podróży i zwiększa dostępność transportową alternatywnymi środkami wobec samochodów. Zmniejszenie natężenia ruchu usprawnia transport publiczny, pozytywnie wpływając na punktualność i regularność usług,...