Nie poradziliśmy sobie z pandemią COVID-19, ale wiemy o niej już znacznie więcej niż na początku roku. Obecna fala zakażeń była prognozowana i dlatego wszyscy zareagowaliśmy na nią znacznie spokojniej niż wiosną, również branża komunalna. Nie oznacza to jednak bierności w działaniu. Jakie scenariusze przyjęto?

Kiedy na wiosnę ludzie zarażali się koronawirusem, ulice miast były prawie wymarłe. Przyczynami były brak wiedzy na temat charakteru wirusa, niepewność związana z rozwojem pandemii oraz wprowadzone restrykcje. Jesień przyniosła znaczący, w porównaniu do wiosny, wzrost liczby zachorowań. Nasiliły się też rozmaite problemy, m.in. finansowe czy kadrowe, które wynikają nie tylko z kwarantann, ale też ze standardowych jesiennych zachorowań czy opieki nad dziećmi. Na zaistniałą sytuację zareagowaliśmy jednak nieco inaczej. Z pewnością wynika to ze zdobytego doświadczenia w radzeniu sobie z wirusem.

Pandemia uderza w rentowność

Po tych kilku miesiącach jesteśmy mądrzejsi o ponad półroczne doświadczenia, ale wcale nie mniej narażeni na skutki pandemii. – Z obserwacji wynika, że na pozytywny wynik testu na COVID-19 częściej okazują się narażeni pracownicy biurowi niż ci w terenie. Skupieni w zamkniętych powierzchniach, często zapominając o wietrzeniu i noszeniu maseczek, bardziej mobilni w życiu pozabiurowym, stali się doskonałymi nosicielami wirusa – mówi Paweł Augustyn, prezes Zarządu ENERIS Surowce, członek Rady PIGO. I dodaje, że przewidujący pracodawcy już w pierwszej fali pandemii wyposażyli ich w komputery mobilne i przetestowali tryb pracy...