Dwa światy, które bardzo często żyją obok siebie, to świat skupiony w tzw. ruchach miejskich (świat działaczy, sygnalistów i społeczników miejskich) i świat architektury krajobrazu – zawodowych projektantów czy wykonawców terenów zieleni. Uczestnicząc w procesach miastotwórczych, mają oni bardzo często wspólne cele i działają na tej samej tkance. Jednak często nie realizują ich wspólnie i nie tworzą przestrzeni współpracy. Umiejętności czy systemy pracy tych grup nie przepływają między sobą – ze szkodą dla przestrzeni publicznej.  Do celów obydwu grup zaliczyć możemy zazwyczaj dobrostan, zrównoważony krajobraz miejski czy starania o przestrzeń dostosowaną do zmian klimatu, dostępną i przyjazną mieszkańcom. Wracają obecnie idee miast 15-minutowych – takich, które dają nam możliwość korzystania z tkanki miasta w sposób gwarantujący spokój i umożliwiający zdrową egzystencję. Szukamy w nich tego, czego do tej pory szukaliśmy poza jego granicami. Osoby, które pozwalają sobie na odrobinę refleksji nad przestrzenią, dążą na różne sposoby do tego, by pomimo (często nadrzędnych) korzyści ekonomicznych, wcielać w życie inne wartości – tworzenia przestrzeni miejskiej przyjaznej człowiekowi i spełniającej jego różne potrzeby.  Zaskakujące, że wspomniane wcześniej dwie grupy bardzo rzadko potrafią czerpać ze swojej wiedzy i doświadczeń. Można powiedzieć, że w wielu przypadkach mijają się wręcz na obszarze, który ich dotyczy. Sygnaliści, społecznicy i organizacje pozarządowe starają się pokazać samorządowcom czy deweloperom, że otaczający nas krajobraz miasta nie przelicza się w 100% na...