W swojej książce „Designing Sustainable Packaging” Scott Boylston pisze, że „Produkt lub opakowanie reprezentuje 8% materiałów użytych, by je stworzyć” i ironicznie pyta: „Kto chciałby dostać posiłek zawierający mniej niż 10% jedzenia użytego do przygotowania tego posiłku?”. To obrazowe porównanie prowokuje do bardziej dosadnych pytań: czy wystarczy ekomodulacja, biorąca pod uwagę jedynie te 8%, czyli samo opakowanie? A jeśli nie, czego więcej nam trzeba?

Czas, w którym konsument styka się z opakowaniem, w większości przypadków stanowi nie tylko drobny wycinek czasu na skali życia – zarówno konsumenta, jak i opakowania – ale też niewielki odsetek zasobów zużytych, by do tego spotkania doprowadzić. We wspomnianej książce w prosty wizualny sposób przedstawiono znaną z szacunków Johna Thackary prawidłowość, wedle której „80% śladu środowiskowego produktów, usług i infrastruktury, które nas otaczają, jest determinowanych w fazie projektowania”. 

Środowiskowy „impakt” na etapie projektowania i produkcji (upstream impacts) znacznie przewyższa ten na etapie, w którym opakowanie staje się odpadem opakowaniowym (downstream impacts). Aby kompleksowo obsłużyć oba te strumienie zasobów, musimy zaprząc do działania nie tylko mechanizm ekomodulacji, ale również ekoprojektowanie.

Popkultura w opakowaniach

Aby zobrazować potencjał połączenia tych dwóch mechanizmów, odwołam się do… popkultury, czyli zjawiska równie powszechnego jak opakowania. Najsłynniejsza bodaj power couple (ang. para składająca się z dwóch osób, z których każda jest wpływowa lub odnosi sukcesy na własną rękę) w branży współczesnej muzyki rozrywkowej...