Z Tomaszem Chruszczowem, ekspertem w dziedzinie ochrony środowiska, niezależnym konsultantem, członkiem Krajowej Komisji ds. Ocen Oddziaływania na Środowisko, byłym Głównym Negocjatorem Klimatycznym i przewodniczącym Organów Pomocniczych Konwencji Klimatycznej UNFCCC, rozmawia Bartłomiej Leśniewski.

Co jakiś czas, w nieregularnych odstępach, ale dość często dowiadujemy się z mediów, że na linii Warszawa – Bruksela w kwestii ekologii coś iskrzy, coś nie gra…

To normalne. Ja czułbym dyskomfort, gdybym nie dowiadywał się z mediów czy innych źródeł, że coś – jak pan to ujął – iskrzy. Bo oznaczałoby to, że nie dość dobitnie prezentujemy swoje poglądy i nie bronimy swoich racji na rozmaitych unijnych forach. W unijnych debatach uczestniczą państwa o różnych, często przeciwstawnych interesach, więc gdy słyszę, że nic nie „iskrzy”, zastanawiam się, czy nie poniesiemy w przyszłości słonych konsekwencji związanych z tym, że nie zabraliśmy głosu wtedy, gdy był na to czas. Kontestując powzięte decyzje ex post, już po debacie, niczego nie osiągniemy. 

Słyszymy wtedy argumenty: dlaczego mówicie o tym dopiero teraz? To wcześniej nie wiedzieliście?

Niestety, to się zdarza, z różnych przyczyn. A nie powinno. Niech więc iskrzy, gdy po temu czas. Czyli przed podjęciem decyzji i zobowiązań. Nie martwmy się tym.

Warto zresztą zastanowić się, co naprawdę kryje się za powszechnie stosowanym skrótem myślowym obrazowanym ogólnymi stwierdzeniami o różnicy zdań między Warszawą a Brukselą. Tak naprawdę to nie jest „iskrzenie” między...