Jaka piękna okolica! Lasek, wartki strumyk, szum wody, błogi spokój. Często w takich okolicznościach nawet nie będziemy świadomi, że obok toczy się wyniszczająca wojna biologiczna, z użyciem broni zakazanej w ludzkich wojnach.

Mowa o raku. Nie o nowotworze, który powoduje śmierć wielu ludzi, chociaż nowotworowa metafora pasuje do tej historii jak ulał. Rzeczywiście, mówimy o czymś w rodzaju nowotworu przyrodniczego, który pojawił się wiele lat temu i przyniósł z sobą do naszego środowiska groźną broń biologiczną.

Rak pręgowaty

Tym przyrodniczym rakiem jest… rak. Rak pręgowaty, zwany też rakiem amerykańskim, bowiem jego ojczyzną rzeczywiście jest Ameryka Północna. Problem w tym, że za sprawą ludzi te skorupiaki rozpowszechniły się po całej kuli ziemskiej i opanowały Europę, skąd wypiera rodzime gatunki. Powodem jest epidemia.

Niemiecki baron Max von dem Borne był wybitnym znawcą i pionierem zamkniętej hodowli ryb. Tworzył wiele stawów i zbiorników, w których trzymał i krzyżował ryby słodkowodne. Zajmował się także rakami, które w XIX w. były wciąż cenione w kuchniach całego świata. Raki podawane w rozmaitej formie stanowiły przysmak i ich eksport okazywał się niezwykle opłacalny. Von dem Borne zajmował się hodowlą raków, ale miał z tym problem. W XIX w. wiele z nich zaczęło zapadać na groźną, śmiertelną chorobę.

Nazywamy ją raczą dżumą, chociaż nie ma wiele wspólnego ani z dżumą, ani z nowotworami. To choroba wywołana przez lęgniowce, czyli grzybopodobne organizmy zaliczane niekiedy do grzybów, ale dzisiaj...