Coraz więcej zarządów zieleni i innych podmiotów zaczyna stosować worki do nawadnia nowych nasadzeń. Przymocowanie worka na pniu drzewa zdaje się być intuicyjne. Ale w tym przypadku intuicja trochę zawodzi.

Worki do kropelkowego nawadniania zalały kraj. Pierwotną konstrukcję dotychczas jednego producenta powielają coraz liczniejsze firmy, a liczba dystrybutorów jest kilka razy większa niż wytwórców. Konstrukcja jest prosta – wodoszczelny materiał zszyty w formę rozłożystego, foremnego bukłaka, zamek błyskawiczny, który pozwala spiąć konstrukcję na kształt wydrążonej gruszki, u góry paski z zatrzaskami lub parciane pętelki do mocowania, planowo rozszczelniony spód zapewniający stałe i powolne przesiąkanie zawartości zgodnie z kierunkiem grawitacji, do podłoża. Jest wielu wytwórców, więc jest w czym wybierać. Tymczasem nieprawidłowe zamocowanie urządzeń lub zastosowanie na nich popularnego w Polsce systemu „zamów, zapłać, zamontuj, zapomnij” może przynieść więcej realnej szkody niż wirtualne korzyści wizerunkowe z wprowadzenia widocznej zmiany. Choć sama widoczność wydaje się być pierwszą i nie jedyną zaletą opisywanego systemu. Ale o zaletach dobrego używania worków trochę później. Zacznijmy od opisu negatywnych następstw używania ich w sposób nieprawidłowy.

Wady

Po pierwsze, mocowanie wokół pnia jest ryzykowne. Nasączanie bryły korzeniowej wokół odziomka „rozleniwia” nowe nasadzenie. Drzewo zamiast szukać wilgoci w głębi i na szerokość gruntu, w którym zostało nasadzone, pozostaje ze zwartą bryłą korzeniową. Jej wilgoć utrzymywana jest przez ściekającą stale wodę. Na dodatek brak jest stymulacji na krańcach strefy korzeniowej, gdzie...