Gdyby przechadzające się po trawnikach naszych miast gawrony i wrony potrafiły mówić, odezwałyby się zimą po rosyjsku. Jemiołuszka mogłaby nieźle władać szwedzkim, a czeczotka – szczebiotać po angielsku. Wmyśl ludowych wierzeń, to możliwe jest chyba tylko w Wigilię, gdy zwierzęta mówią ludzkim głosem. W pozostałych dniach zimy ich nie usłyszymy, a szkoda. Wrażenie mogłoby być kapitalne, bowiem mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że mamy wtedy w Polsce ptasią wieżę Babel. Trudno się w tym połapać, bo przecież wiosną, latem i jesienią też były u nas gawrony, kawki, łabędzie i inne ptaki. Skoro są także zimą, to chyba nie odlatują. Otóż odlatują, a to jednak nie te same ptaki. Pozory mylą, bowiem gdy odlatują od nas na zimą do ciepłych krajów takie ptaki jak bociany, wilgi, jerzyki czy słowiki, nie pojawia się nikt w ich miejsce. Po prostu nie ma ich do wiosny. Tymczasem, gdy odlatują z Polski gawrony czy kawki – a odlatują – ich miejsce zastępują nowe osobniki, przybywające do nas z krajów zimą jeszcze chłodniejszych. To najczęściej Rosja, Skandynawia, ale zdarzą się przybysze z jeszcze odleglejszych państw.

Czeczotki

Na przykład czeczotka – nieduży ptak o charakterystycznej plamce czerwonych piór na głowie. Gnieździ się ona co prawda w Polsce, ale jedynie w górach. Za to zimą do Polski przylatuje sporo czeczotek z rosyjskiej tajgi, ale również z Wysp Brytyjskich, a zdarza się, że i z Ameryki Północnej....