Pogłębiający się konsumpcyjny styl naszego życia przyczynił się do znacznego wzrostu zapotrzebowania na przeróżne towary. Ich dostarczenie do konkretnego sklepu wymaga paliwa – najczęściej w postaci oleju opałowego lub benzyny. Wcześniej jednak konieczne jest stworzenie półproduktów, z których dobra materialne będą mogły zostać złożone. Zanim jednak do tego dojdzie, niezbędne jest wydobycie poszczególnych surowców, które stanowić będą bazę dla tworzenia tychże części. Każdy z tych etapów wymaga nakładów energetycznych.

Wzrost masy kupowanych produktów wpływa bezpośrednio na intensyfikację generowania energii elektrycznej. To z kolei, zwłaszcza w kraju takim jak Polska, opierającym swój system elektroenergetyczny w znacznej mierze na węglu kamiennym i brunatnym, jest przyczynkiem do emitowania większych ilości dwutlenku węgla. Wraz z kolejnymi dyrektywami oraz rozporządzeniami wydawanymi przez władze Unii Europejskiej gospodarowanie tym gazem staje się coraz trudniejsze, a co za tym idzie – kosztowniejsze. Międzynarodowe protokoły dają pewne skutki, jednak często nie takie, jakie były zakładane w pierwotnej wersji.

Nierzadko tracą na tym małe i słabe kraje, które nie są w stanie przeciwstawić się hegemonom, natomiast silne mocarstwa odstępują od respektowania wytycznych i brną z premedytacją w nakręcaniu spirali „brudnej” energetyki. Od czasu do czasu władze tych państw karmią nas wieściami o nowych inwestycjach w duże instalacje, oparte na odnawialnych źródłach energii,...